Gradi się rozpędza!
Mateusz Gradecki zajął świetne drugie miejsce w turnieju Pro Golf Tour w Austrii. To jego najlepszy występ od bardzo dawna i wiele wskazuje na to, że forma wreszcie wraca.
Mateusz Gradecki tak dobrze nie grał od bardzo dawna. Zdjęcia: Pro Golf Tour/Team Gradi
Mateusz Gradecki bez dwóch zdań jest drugim po Adrianie Meronku najbardziej utytułowanym polskim golfistą. Na swoim koncie ma niezliczone zwycięstwa amatorskie, czterokrotnie wygrywał na Pro Golf Tour, raz na Challenge Tour. Występował na niemal wszystkich poziomach golfa zawodowego - od ligi PGT, przez Challenge Tour i Susnshine Tour, aż po DP World Tour.
Niełatwe powroty
29 maja 2024 w Poznaniu przeszedł operację kolana, wcześniej występując dość długo z kontuzją, co zupełnie go rozregulowało. Od czasu powrotu po operacji trudno było mu się pozbierać, chociaż w międzyczasie, już 11 września, z imponującym wynikiem -9 po dwóch rundach, w tym 65 uderzeniach w finale, zdołał zwyciężyć w prestiżowym Penati Slovak Open.
Później jednak naprawdę nie było łatwo. Po kontuzji, artroskopii kolana, błyskawicznej rehabilitacji trzeba było mozolnie tuningować na nowo zamach golfowy, który w trakcie gry z kontuzją był pod nią dopasowywany. Teraz wiele wskazuje na to, że Mateusz wychodzi na prostą, chociaż aktualny sezon też wcale nie zaczął się dla niego najlepiej. Pod koniec lutego i na początku marca dwukrotnie z rzędu nie awansował do rund finałowych turniejów Pro Golf Tour w Turcji. W kwietniu w Egipcie najpierw zajął pozycję T26, a tydzień później był już szósty.
Batalia w Austrii
30 kwietnia po fenomenalnej walce w Golfresort Haugschlag i rundach 68-66-69 wyszarpał drugie miejsce w turnieju Haugschlag NÖ Open, o włos nie dostając się do dogrywki. Rezultat -11 okazał się o jedno uderzenie za wysoki, a zwycięzcą został Holender Koen Kouwenaar, z którym Polak grał w ostatniej grupie w rundzie finałowej. Gradi, który tracił do niego jedno uderzenie przed czwartkiem, w finale popisał się fantastyczną drugą dziewiątką, na której trafił cztery birdie na sześciu dołkach.
Niestety, bogey na szesnastce okazał się rozstrzygający, a do potencjalnej dogrywki zabrakło tylko jednego uderzenia. W turnieju wystąpiła jeszcze mała armia reprezentantów Polski: Alejandro Pedryc, Michał Bargenda, Grzegorz Zieliński, Adrian Kaczała, Oskar Zaborowski i Marcin Bogusz, jednak poza Gradim tylko Pedryc przeszedł cuda, zajmując solidne miejsce T18. W rankingu ligi mamy w tym momencie bardzo sympatyczną sytuację - Alejandro Pedryc, który w tym roku już wygrywał na PGT w Turcji, jest szósty, a Gradi siódmy! Najlepsza piątka po zakończeniu sezonu awansuje na HotelPlanner Tour - dawny Challenge Tour.
Oto wywiad z Mateuszem, przeprowadzony po jego popisowej grze w Austrii.
Widzę, że szalałeś na drugiej dziewiątce ostatniego dnia turnieju - 4 birdie na sześciu dołkach i tylko ten nieszczęsny bogey na szesnastce cię pogrążył. Co działo się na ostatnich dziewięciu dołkach?
- W finałowej rundzie grałem w ostatniej grupie z Holendrem, który później zwyciężył. Patrząc wynikowo, druga dziewiątka na tym polu na pewno lepiej mi siedziała, ale ogólnie to pasowało mi tam całe pole. Raczej nie miałem żadnego dołka, który sprawiał mi kłopoty, ale na drugiej dziewiątce po prostu trafiałem więcej birdie. Na szesnastce, no cóż, bywa, to jest dłuższe par 3 i akurat nie trafiłem tam w green. To jest tylko jeden z siedmiu greenów, których nie trafiłem przez cały turniej. Na 54 greeny trafiłem 47 w całym turnieju. Statystyki z długiej gry są znacznie, znacznie lepsze ostatnimi czasy.
Zacząłeś sezon tak sobie, dwa razy z rzędu nie awansowałeś do finału. Potem odpuściłeś dwa turnieje i kiedy wróciłeś, zagrałeś świetnie w Egipcie. Teraz byłeś drugi w Austrii. Skąd ten powrót formy po tak długim czasie?
- Tak, zacząłem od dwóch nieprzejść cuta, ale wiedziałem, że moja gra jest już dużo lepsza. Dalej musiałem sobie to jeszcze ułożyć, żeby czuć się pewniej i wszystko wykonywać po swojemu. Chciałem to wszystko uprościć i czułem, że w Egipcie będzie lepiej. W międzyczasie byłem też w Południowej Afryce, na Q-School do Sunshine Tour, gdzie prawie uzyskałem awans. Także już wiedziałem, że od dwóch miesięcy gra dużo lepiej się układa. Co zrobiłem? Tak naprawdę zacząłem grać po swojemu. Driverem całą zimę grałem dużo lepiej i to jest to, co głównie przekłada się na poprawę wyników. Dzięki temu jestem w grze na każdym dołku, uderzam dużo dalej i w sumie dużo prościej. Wykonuję to pewniej, znacznie mniej kombinuję. Gram teraz wszystko fade’em. Z kolei w ironach trochę zmieniłem setup i wykonuję jakby dwa różne swingi, jeden pod drivera, jeden pod resztę. Znalazłem swój sposób na grę. Bardzo dużo przepracowałem z trenerem przez te ostatnie miesiące. To, żeby zmienić setup pod żelaza, doszliśmy ze dwa miesiące temu i w sumie od tamtego czasu jest znaczna poprawa wszystkiego. Moja krótka gra i putting tak naprawdę są zawsze na super poziomie. To znaczy z samym puttingiem bywa różnie i w Egipcie było różnie, ale zmieniłem trochę ustawienie na greenie i też jest poprawa.
Alejandro jest szósty w rankingu, ty jesteś siódmy, całkiem nieźle! Można powiedzieć, że w pewien sposób jesteś „ojcem” wygranej Pedryca, caddiując mu ostatniego dnia, kiedy sam nie przeszedłeś cuta. Jak się wam razem podróżuje, trenuje, gra i napędza wzajemnie?
- Fajnie to wygląda rankingowo, będziemy walczyć o awans na HotelPlanner Tour. Oczywiście, fajnie się z Aleksem jeździ, on ma bardzo dobrą energię. Mocno mu pomogłem w tej finałowej rundzie, gdzie wygrał, także gdzieś tam się uzupełniamy. Dobrze się podróżuje razem, na pewno jest raźniej. Ale najbardziej wesoło było teraz w Austrii - bo pierwszy raz spaliśmy liczną polską ekipą w wynajętym domu. Także było śmiesznie.
Czy będziesz próbował dostać się do tegorocznych szlemów - US czy The Open? Jak wyglądają twoje plany na sezon?
- W tym roku na razie skupiam się na występach na Pro Golf Tour. Dużo będzie się działo - teraz będzie seria sześciu turniejów z rzędu. Nie mieszam w tym roku tego z HotelPlanner Tour, może wpadną tam jeden czy dwa turnieje, ale to będzie max. Zdaję sobie sprawę, że ten sezon może pójść w taką stronę, że dużo się jeszcze zmieni, ale na razie gram na Pro Golf Tour. Tak to aktualnie wygląda. Wcześniej zawsze jeździłem na kwalifikacje do US Open i The Open, ale teraz planowanie tych startów nie zgrałoby się za dobrze z występami na PGT.
Kto jest teraz twoim trenerem?
- Trenuje mnie Niemiec Marijan Mustac. To właśnie z nim w sumie od prawie roku zmieniałem wszystkie ustawienia pod drivera. I to zaczęło dobrze działać. Dużo było tych korekt - grip na lżejszy, bo wcześniej miałem bardzo mocny chwyt. Bardzo dużo było różnych rozkmin. Teraz jeśli chodzi o irony, to uderzam dużo bardziej tak, jak robiłem to kiedyś. Z driverem, jest upgrade, porównując to jak kiedyś uderzałem - teraz piłka lata dalej i prościej.
Dziękuję za najnowsze informacje. Jeszcze raz gratuluję występu w Austrii. Trzymam kciuki i kibicuję - jak zawsze!
Kasia Nieciak
Podium z Austrii w pełnej krasie
Dogrywka wisiała w powietrzu
