Sport

Nieznośna lekkość wygrywania

Robi się groźnie. Scottie Scheffler zdominował golfa w stopniu, jakiego nie obserwowaliśmy od czasów świetności Tigera Woodsa.

Scottie Scheffler i jego caddie Ted Scott znowu nie dali szans rywalom. Fot. Facebook the Memorial Tournament

W ostatnich czterech turniejach, w których wystąpił, zwyciężył trzy razy! Wygrywając w ubiegłym roku dziewięciokrotnie, w tym sezonie rozpędzał się raczej ospale. Wszystko przez nieszczęsne ravioli, które przygotowywał na świąteczny obiad. Zranił się podczas tego pichcenia tak niefortunnie, że konieczna okazała się interwencja chirurgiczna, podczas której wyciągnięto mu kawałki rozbitej szklanki z dłoni. Powrócił do gry na początku lutego, rozpoczynając sezon od dziewiątego miejsca na Pebble Beach. W kolejnych siedmiu turniejach trzy razy znalazł się poza najlepszą dziesiątką, był trzeci w turnieju Tigera Woodsa – Genesis Invitational, drugi w Houston Open i czwarty broniąc tytułu podczas Masters. Długo wyczekiwany przełom przyszedł wreszcie w pierwszym tygodniu maja, w jego ukochanym Teksasie, kiedy to po raz pierwszy w karierze wygrał w swoim rodzinnym stanie. Starł tam na proch konkurencję, triumfując z ośmioma uderzeniami przewagi nad Erikiem van Rooyenem. Dwa tygodnie później nie miał sobie równych podczas PGA Championship, do dwóch Zielonych Marynarek dokładając swój trzeci tytuł wielkoszlemowy. Teraz z lekkością motylka obronił tytuł podczas Memorial Tournament.

Gospodarz pod wrażeniem

85-letni Jack Nicklaus – zdobywca rekordowych osiemnastu trofeów wielkoszlemowych, a zarazem gospodarz turnieju i projektant pola w Muirfield Village Golf Club, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Scottie kogoś bardzo mu przypomina. „Kiedy już jestem w pozycji, która pozwala mi wygrać, muszę być mądry, wiedzieć jak to zakończyć” – powiedział „Złoty Niedźwiedź” po tym jak Scheffler zamienił delikatną szamotaninę w zwycięstwo z różnicą czterech uderzeń. „On właśnie tak gra. Bardzo przypomina mi sposób, w jaki ja lubię to robić”.

W niedzielę nawet na moment nie stracił prowadzenia i tak naprawdę nie dał nikomu większej szansy na odebranie mu szesnastego zwycięstwa PGA Tour. Zamknął dzień z wynikiem -2 w ciężkich warunkach, które spokojnie można potraktować jako próbę generalną przed US Open, który rozpocznie się za niecałe dwa tygodnie. Scheffler, utrzymujący się od ponad stu tygodni na pozycji numer jeden rankingu światowego, był jedynym graczem, który przez wszystkie cztery dni rozegrał rundy poniżej para. Wygrał dziewiąty raz z rzędu, kiedy prowadził po 54 dołkach i dołączył do Tigera Woodsa jako jedyny zwycięzca rok po roku tego turnieju. Tiger – absolutny rekordzista Memorial, triumfował trzy razy z rzędu, w latach 1999-2001, spośród swoich… pięciu tytułów w Muirfield Village. W sumie – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Scottie w nie tak odległej przyszłości dogonił tam Tygrysa.

Scottie Scheffler i gospodarz turnieju - Jack Nicklaus. Fot Facebook PGA TOUR

Świetny tydzień

W niedzielę wcale nie zaprezentował swojego najlepszego golfa. Puttował na birdie po raz pierwszy dopiero na piątym dołku, a spośród dziesięciu pierwszych greenów, tylko cztery z nich trafił w regulacji. Po bogeyu na dziesiątce, jego jedynym na ostatnich czterdziestu dołkach — jego przewaga stopniała tylko do jednego uderzenia nad Benem Griffinem. Potem w swoim stylu wystrzelił niczym rakieta Saturn V z Przylądka Canaveral. Od tego momentu zanotował rezultat -2 na pozostałych ośmiu dołkach, podczas gdy jego główny rywal, który tydzień wcześniej zwyciężał w legendarnym Colonial Country Club, zdołał uciułać tam wynik +1.

„Tylko jeden bogey na tym polu to całkiem nieźle” — powiedział Scheffler. „Trafiłem wiele fairwayów, zdecydowanie nie byłem zbyt często w wysokiej trawie. Zagrałem tam na dziesiątce, ale poza tym myślę, że w ogóle nie byłem w roughie. W tym miejscu jest to kluczowe. To jest zawsze ciężki tydzień” — powiedział zwycięzca, który zakończył cztery dni rywalizacji z wynikiem -10. „W weekend walczyliśmy naprawdę ciężko. Ogólnie rzecz biorąc, to był świetny tydzień”.

Ben Griffin, który rozpoczął tydzień od kosmicznej rundy 65, wciąż prowadził na półmetku, a potem bezradnie mógł tylko obserwować jak pod koniec sobotniej rundy Scottie włącza ten swój siódmy bieg i nagle, jednak całkiem spodziewanie, odjeżdża w siną dal. Tym razem wyszedł na prowadzenie, trafiając cztery birdie na ostatnich pięciu dołkach dnia! W niedzielę Ben postanowił delikatnie postraszyć Scottiego, trafiając eagle’a i birdie na piętnastce i szesnastce i zbliżając się do lidera na dwa uderzenia. Double bogey na siedemnastce pogrzebał jednak jego szanse na dogonienie zajączka.

„Zdecydowanie udowadniam, że należę do czołówki w tej grze” – powiedział Griffin, którego pierwszym trofeum w lidze był rozgrywany w parze z Andrew Novakiem – Zurich Classic of New Orleans. „Wygrałem dwa razy w ciągu ostatnich pięciu tygodni. To fajne uczucie w niedzielne wieczory, kiedy podpisujesz mnóstwo flag. Byłem przygotowany, żeby to zrobić dzisiaj, ale ostatecznie po prostu nie wykonałem tego tak, jak chciałem”.

Ostatnie miejsce na podium zajął Austriak Sepp Straka, a czwarty był Kanadyjczyk Nick Taylor – ewidentnie gotowy na najważniejszy dla niego turniej sezonu – RBC Canadian Open. Piątą pozycją podzielili się Amerykanie - Maverick McNealy i Russell Henley. Na miejscu siódmym znaleźli się ich rodacy: Jordan Spieth, kapitan drużyny Ryder Cup - Keegan Bradley, Tom Hoge, dawno nie widziany w czołówce – weteran Brandt Snedeker i Rickie Fowler, który tym samym wywalczył zaproszenie na The Open. Rickie, który po raz pierwszy w sezonie ukończył turniej w najlepszej dziesiątce, ubiegł Snedekera, wyszarpując przepustkę do Royal Portrush dzięki lepszemu rankingowi światowemu. Fowler był 124 w OWGR, a Snedeker 430.

Jest w czym wybierać

PGA Tour przenosi się od dzisiaj na trzeci najstarszy, wciąż rozgrywany turniej golfowy globu – Canadian Open. Obrońcą tytułu jest Szkot Robert MacIntyre, który rok temu zwyciężał w Kanadzie razem ze swoim tatą, pełniącym wyjątkowo obowiązki caddiego, pokonując jednym uderzeniem... Bana Griffina! Wieczorne transmisje w Eurosporcie 2 i na platformie MAX.

To nie jedyny golf dostępny w tym tygodniu w polskich telewizjach. W piątek do gry wraca Adrian Meronk, który w poprzednim tygodniu spędził trochę czasu w Polsce i we Wrocław Golf Club, a w Dzień Dziecka wspomagał swojego przyjaciela Huberta Hurkacza podczas Hubi Cup. Wrocławianin wystąpi tym razem w turnieju LIV Golf Virginia, na fantastycznym obiekcie, w Robert Trent Jones Golf Club, arenie wrześniowych rozgrywek Solheim Cup. Trzydniową rywalizację pokaże Golf Zone. Na antenie tej stacji od czwartku do niedzieli śledzić będziemy mogli również walkę na Ladies European Tour -  Tenerife Women's Open, gdzie zagra Polka Dorota Zalewska.

Zawodnicy DP World Tour rywalizować będą z kolei w Amsterdamie, podczas KLM Open. W stawce pokaże się oczywiście triumfator Rosa Challenge Tour – Angel Ayora, któremu caddiować będzie dobrze znany polskim golfistom – Juan Ochoa. Niedzielną transmisję upolować można będzie na jednej z anten Polsatu Sport. Komentują: Jacek i Andrzej Personowie.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Po występie razem z Hubertem Hurkaczem na Hubi Cup, Adrian Meronk zagra w Wirginii. Fot. Facebook Adriana Meronka