Cegiełka po cegiełce

Aaron Rai nigdy nie był herosem rozpalającym zbiorową wyobraźnię, a teraz jest zwycięzcą wielkoszlemowym, zdobywając w wybitnym stylu mistrzostwo PGA Championship.

Z imponującym trofeum. Zdjęcia Facebook PGA Championship

Mimo dziewięciu profesjonalnych zwycięstw to nie jest typ zawodnika, za którym podążały tłumy fanów. Nie uderza daleko, a nawet można powiedzieć, że w tej dziedzinie jest sporo za czołówką. Za to jest wręcz morderczo precyzyjny, a kiedy już wpadnie w swój nastrój do zwyciężania, co jednak nie zdarza się przesadnie często, wtedy jest trudny do zatrzymania. Po największej wygranej w życiu, po którą w ostatnią niedzielę sięgnął w niesłychanych okolicznościach w Aronimink Golf Club, nie celebrował tego w sposób, do jakiego przywykliśmy, nie padł na kolana, nie emanował dziką radością, nie... robił scen. Aaron Rai był skupiony, wzruszony i wyciszony, jakby skala sukcesu jeszcze nie docierała do niego, a może nawet trochę go przerosła. To nie była jakaś wyreżyserowana poza. On po prostu taki jest, cichy, skromny, całe życie ciężko pracujący na tę wyjątkową chwilę.

Płotka wśród rekinów

31-letni Anglik zwyciężył w 108. edycji PGA Championship w naprawdę spektakularny sposób, kończąc finałową rundę z fenomenalnym wynikiem pięciu uderzeń poniżej para, zostawiając dość bezradnych najbliższych rywali z trzema uderzeniami deficytu. Było to jedno z najbardziej zaskakujących i dramatycznych rozstrzygnięć w nowożytnej historii Wielkich Szlemów. Niedzielna rywalizacja w Pensylwanii była bardzo nerwowa, a pole Aronimink postawiło zawodnikom ekstremalnie trudne warunki. Pozycje flag jak na ostatni dzień turnieju wielkoszlemowego przystało, były bardzo wymagające, doprowadzając do frustracji największe gwiazdy. Liderzy zmieniali się jak w kalejdoskopie. W grze o zwycięstwo tasowali się: numer jeden światowego golfa - Scottie Scheffler, posiadacz pełnego Wielkiego Szlema - Rory McIlroy, mistrz US Open i Masters - Jon Rahm, europejska gwiazda Ryder Cup - Ludvig Åberg, atakujący zza pleców dwukrotny zwycięzca tego turnieju - Justin Thomas czy rozpoczynający ostatni dzień z pozycji lidera wciąż bez wygranej – Amerykanin Alex Smalley. Smalley zaliczył kosztowny podwójny bogey na szóstce, McIlroy potknął się na trzynastce, a Scheffler seryjnie marnował krótkie putty. W pewnym momencie na szczycie tabeli panował tłok jak w tokijskim metrze i nikt nie potrafił odskoczyć rywalom.

Przejęcie kontroli

Aż tu nagle sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Aaron, oczywiście jak to zawsze on grający w charakterystycznych czarnych rękawiczkach. Rozpoczynając niedzielę swojego życia z trzema uderzeniami straty do lidera, niesłychany popis magii i wręcz zabójczej precyzji zaprezentował dopiero na ostatnich dziesięciu dołkach, które zagrał z kosmicznym wynikiem sześciu uderzeń poniżej normy! Na dziewiątce trafił niesamowity ponad 12-metrowy putt na eagle’a i wpadł w trans. Na jedenastce wtoczył birdie z czterech stóp. Podczas gdy pole łamało innych graczy na trzynastce, krótkim par 4, on wyszedł tam perfekcyjnie z bunkra i wcisnął kolejne birdie, zostając liderem turnieju, po czym urwał jeszcze jedno uderzenie na szesnastce. Gdy Rahm i goniąca grupa czekali na jego błąd, Rai w odpowiedzi wykonał uderzenie, które niewątpliwie przejdzie do historii. Trafił niewiarygodny ponad 20-metrowy putt na birdie przez cały siedemnasty green. Był to najdłuższy putt trafiony przez zwycięzcę Majora od 34 lat, dłuższy nawet od słynnego putta J.J. Spauna na ostatnim greenie ubiegłorocznego US Open. Żeby jeszcze dodać pikanterii temu wydarzeniu, warto wspomnieć, że poprzedni rekordowy putt zwycięzcy należał do innego Anglika – Sir Nicka Faldo, który w taki imponujący sposób zwyciężał w The Open Championship w 1992 roku na polu Muirfield. W tym momencie wszystko w zasadzie już było jasne i może tylko jakiś nadzwyczajny powrót Smalleya mógłby jeszcze ewentualnie coś zmienić. Par na ostatnim dołku dał Aaronowi chwile cichego szczęścia. Pytany po wszystkim o to, jak zdołał zagrać kosmiczne -6 na ostatnich dziesięciu dołkach w tak nerwowej atmosferze, odpowiedział:  „To świetne pytanie. Wszystko sprowadziło się do kilku bardzo, bardzo prostych rzeczy. Próbowałem po prostu pozostać ekstremalnie, ekstremalnie obecnym w danej chwili. Naprawdę mocno starałem się nie wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość. W tej grze nigdy do końca nie wiesz, co się wydarzy, dlatego ten tydzień to dla mnie absolutne spełnienie marzeń".

Pierwszy Anglik od ponad wieku

Rai zwyciężył z przewagą trzech uderzeń nad Rahmem i Smalleyem i nie bez trudu wzniósł gigantycznych rozmiarów Wanamaker Trophy. Stał się pierwszym w historii mistrzem wielkoszlemowym o indyjskich korzeniach i pierwszym Anglikiem od 107 lat, który wygrał PGA Championship, czyli od triumfu Jima Barnesa w 1919 r. Co ciekawe, dowiedział się o tym dopiero podczas weekendu: „Szczerze mówiąc, nie miałem o tym pojęcia aż do wczoraj, gdy ktoś wspomniał o tym w pokoju prasowym. Jestem z tego powodu ekstremalnie, ekstremalnie dumny. Przez te sto lat mieliśmy mnóstwo niesamowitych, historycznych angielskich graczy, którzy osiągali wielkie rzeczy i mieli fenomenalne kariery. Być tą pierwszą osobą z Anglii, która wygrała ten turniej po tak długim czasie, to coś niesamowitego i powód do wielkiej dumy". Po zwycięstwie przede wszystkim dziękował za sukces rodzicom. To dzięki ich ciężkiej pracy i wyrzeczeniom mógł po czternastu latach zawodowej kariery świętować tę gigantyczną wygraną. „Myślę, że choć brzmi to jak banał, kluczem była wytrwałość i ciągłe próby budowania wszystkiego krok po kroku, cegiełka po cegiełce. Golf to maraton, a nie sprint. Każdy gracz w stawce ma za sobą niesamowitą drogę, którą mógłby się podzielić i ja nie jestem tu żadnym wyjątkiem. Trudno mi ubrać w słowa to, jak wiele znaczy dla mnie moja rodzina i jak wielkie poświęcenia ponieśli moi rodzice, żebym mógł w ogóle znaleźć się w tym miejscu".

Rodzinny sukces

Rodzicami Aarona są Dalvir Shukla i Amrik Singh. Mama jest pochodzenia kenijsko-indyjskiego. Urodzony w Anglii ojciec ma korzenie hinduskie, to on, mimo że był zapalonym tenisistą, był pierwszym trenerem golfowym swojej pociechy. Aaron zawsze był oczkiem w głowie, najmłodszym w rodzinie, z dwiema siostrami i bratem. „Moja mama i rodzeństwo zawsze bardzo szybko przypominali mi o tym, co jest naprawdę ważne – o byciu dobrym człowiekiem i robieniu właściwych rzeczy poza polem golfowym. Ta skromność pochodzi z mojego wychowania. Ta gra uczy cię tak wielu rzeczy, ale przede wszystkim uczy cię pokory, dyscypliny i absolutnie ciężkiej pracy, ponieważ w golfie nic nigdy nie jest ci dane za darmo”. Zadedykował wygraną Gaurice, pochodzącej z Indii żonie, która sama jest zawodową golfistką, a była jego caddie'em podczas wygranej w poprzedzającym tegoroczny Masters rozgrzewkowym turnieju Par-3. Zdradził, że kluczowy moment PGA Championship wydarzył się na parkingu w sobotni wieczór: „Ona jest niesamowita. Nie przesadzam, gdy mówię, że nie byłoby mnie tutaj bez niej. Zarówno jako mojej towarzyszki, przyjaciółki, kogoś, z kim dzielę życie, ale też jako realnego systemu wsparcia dla mojej gry. Ponieważ sama gra, jej sposób myślenia, rady i przemyślenia – czy to odnośnie techniki, czy tego, jak radzę sobie z emocjami – są absolutnie bezcenne. W sobotę, tuż przed powrotem do hotelu, siedzieliśmy w samochodzie i rozmawialiśmy przez jakieś 30 minut o finałowej rundzie. Rzeczy, o których wtedy wspomniała, były dziś ze mną przez cały dzień na polu. Tak, naprawdę nie byłoby mnie tutaj bez niej".

Kasia Nieciak

Anglik zrobił niedaleko Filadelfii prawdziwą furorę. 

Gaurika Bishnoi Rai jest jego wielkim wsparciem.