Sport

Idę do przodu

Druga część rozmowy z Adrianem Meronkiem, zwycięzcą sześciu zawodowych turniejów na całym świecie

Adrian Meronk w Adelajdzie, gdzie utrzymał pierwszą pozycję w rankingu LIV Golf. Fot. Facebook zawodnika

Byliście teraz z Melanią na wakacjach na Bali. Widziałam, że pogoda była raczej deszczowa.

- Właśnie stamtąd wracamy. Na Bali byliśmy ponad tydzień, powrót zaplanowany był na wczoraj, ale odwołali nasz lot. Tak, padało, ale przelotnie. Tam jest teraz pora deszczowa, jednak nam w ogóle to nie przeszkadza. W Dubaju mamy cały czas słońce, więc dla nas to nawet fajnie jak pada. Jest natura, jest deszcz, podobało nam się. Było dość leniwie, to był czas zwiedzania i pysznego jedzenia. Tam są bardzo pozytywne wibracje. 

Opisz jak mijają ci typowe dni w Dubaju. Ile grasz, ile trenujesz, jakie masz hobby? Grasz w golfa ze swoim kolegą Hubertem Hurkaczem?

- Z „Hubim" spotykamy się tylko jak jest w Dubaju. W tym roku niestety nie gra tu w turnieju, bo zdecydował się na Meksyk. Zazwyczaj gdzieś w listopadzie przyjeżdża na tydzień, wtedy gramy jakiegoś golfa czy padla. Teraz w Dubaju przede mną tydzień treningu, bo w następny poniedziałek lecę już do Hongkongu. Więc codziennie trenuję przez 3-4 godziny, dwie z trenerem, dwie sam. Do tego dochodzi codzienna siłownia. Zazwyczaj w czwartek i piątek gram na polu w takich małych lokalnych  turniejach.

Z kim wtedy rywalizujesz?

- Mamy swoją grupę amatorów, paru zawodowców i w takiej małej lidze gramy na... pieniądze. To jest fajne, ponieważ dochodzi mały element rywalizacji. Zazwyczaj trenuję jakieś techniczne elementy i potem sprawdzam w czwartek i piątek jak to działa na polu. Co do hobby, to w Dubaju można robić dużo ciekawych rzeczy, wake surfing, padel, plaża, cokolwiek. Tak naprawdę, jeśli trenuję w tygodniu, to nie wychodzę dużo z domu, ponieważ jestem zmęczony. Wtedy oglądamy Netfliksa czy po prostu się chillujemy.  

Po swoim pierwszym sezonie w LIV Golf byłeś na pewnego rodzaju obozie treningowym z drużyną Cleeksów. Opowiedz co tam robiliście.

- Byliśmy 3 dni na prywatnym polu w Toskanii. Zajmowaliśmy się tam głównie rebrandingiem Cleeksów, dopracowywaliśmy nowe logo i nowy wygląd. Pojechaliśmy tam, żeby to wszystko dograć, porobić filmy i zdjęcia. Na tym gównie się skupialiśmy, a golf był trochę przy okazji. Zagraliśmy dwie rundy, więc za dużo nie trenowaliśmy, był to bardziej wyjazd marketingowy. 

Hiszpan Angel Ayora, zwycięzca ubiegłorocznego Rosa Challenge Tour, nęcony był przez LIV. Miał grać w Cleeksach, ale się oparł. Jego trenerem i caddym jest znany w Polsce - Juan Ochoa. Niewątpliwie to wielki talent. Czy byłeś zawiedziony jego odmową? Byłby dla was wzmocnieniem. Śledziłeś ten proces na bieżąco?

- Pisał do mnie Juan i pytał, co o myślę o tym, czy LIV ewentualnie połączy się z DP World Tour. To, że go rekrutują i że ma grać u nas, tak naprawdę dowiedziałem się niedawno, więc nie śledziłem tej sprawy. Poza tym obserwuję jego karierę. Dobrze się zapowiada, jest dobrym zawodnikiem i mu kibicuję. To też fajnym ziomek. Widziałem go w Dubaju w tym roku i myślę, że ma jasną przyszłość przed sobą. Zobaczymy co się wydarzy, może jeszcze kiedyś do nas dołączy.

Zamiast Angela dobił do was 25-letni Duńczyk Frederik Kjettrup, który zastąpił Fina Kalle Samooję. Czy trudno było wam się rozstać? Co sądzisz o nowym członku drużyny?

- Na pewno było ciężko, z Kalle mieliśmy fajny kontakt. Pasował do naszej drużyny, spędzaliśmy razem dużo czasu. Niestety w sporcie tak jest, że czasami ktoś musi odejść. Z Frederikiem poznaliśmy się miesiąc temu, w Miami. Jest bardzo młodym zawodnikiem, świeżo po studiach, więc myślę, że potrzebuje czasu, żeby oswoić się z nowym otoczeniem, bo jednak jest troszkę inaczej niż w koledżu. Gra z mistrzami wielkoszlemowymi – do tego trzeba się przystosować i z tym zżyć. Jest bardzo dobrym zawodnikiem. Graliśmy razem parę rund treningowych i naprawdę ma potencjał. Myślę, że jak się oswoi, to będzie dobrym dodatkiem i będziemy mogli coś drużynowo podziałać.

Z jakiej jest uczelni?

- Z Florida State University, tam gdzie studiowała Dominika Gradecka. Ukończył naukę rok temu i natychmiast przeszedł na zawodowstwo. Latem wygrał od razu w swoim pierwszym występie na PGA Tour Americas, zwyciężył w kolejnym tygodniu i po dwóch miesiącach dodał trzecią wygraną. Jego wybór to był trochę taki strzał w ciemno, ponieważ nie miał dużego doświadczenia jako zawodowiec. Potencjał ma ogromy. Zobaczymy.

Po rozstaniu z Matthew Tipperem trafiłeś na krótko do trenera Jona Rahma – Dave’a Philipsa z TPI. Teraz współpracujesz z trenerem Thomasa Detry'ego – Jeromem Theunisem. Opisz jak wygląda wasza współpraca.

- Jerome trenuje z Detry, Colsaertsem, Edoardo Molinarim. Ma wielu zawodników pod swoimi skrzydłami, paru na DP World Tour i na PGA Tour. Dołączyłem do jego ekipy od października. Znałem go z widzenia, z czasów DP World Tour, bo cały czas jeździł po tych wszystkich turniejach. Miałem z nim już wcześniej kontakt, ale zawsze było tylko cześć – cześć. Wiedziałem, że jest dobrym trenerem. Rok temu w sierpniu przeprowadził się do Abu Dhabi i to było dla mnie głównym czynnikiem – chciałem mieć kogoś na miejscu. Kiedy jeszcze trenowałem z Matthew i on przeprowadzał się do Stanów, taka współpraca była trudna. Tak samo było z Dave'em, z którym spotykałem się tylko na turniejach, a to nie jest najlepszy czas, żeby pracować nad grą. Dostępność była więc głównym czynnikiem. Był też osobą z polecenia, bo wiem, że wszyscy zawodnicy, którzy z nim trenują, są bardzo zadowoleni. Thomas Pieters, Detry czy Nico Colsaerts tak naprawdę trenują z nim od czasów juniorskich. Jest bardzo fajny w obyciu. Bardzo dobrze spędza się z nim czas i jest bardzo dobrym trenerem. Szybko przyzwyczaiłem się do zmian, które zrobiliśmy. Myślę, że powinno być coraz lepiej

Detry dał teraz popis podczas WM Phoenix Open, wygrywając aż siedmioma uderzeniami.

- On też zimuje w Dubaju. Graliśmy parę rund razem oraz wspólnie trenowaliśmy, bo ćwiczymy w tym samym miejscu. To fajne, że cały czas się rozwija. To dobry zawodnik, znam go od juniora, graliśmy razem w European Boys czy w Palmer Cup. Kiedy miałem 15 czy 14 lat grałem z nim w Duke of York Young Champions Trophy, gdzieś w Anglii. Znamy się już więc ponad 15 lat.

To gdzie razem trenujecie, w Dubaju czy w Abu Dhabi?

- Jeździmy do Jabal Al-Hira, w połowie drogi między Dubajem a Abu Dhabi.

 Z kim poza członkami swojej drużyny najlepiej dogadujesz się w LIV?

- Jest wielu fajnych zawodników. Harold Varner III, Dustin Johnson, Sergio Garcia, David Puig. Tak naprawdę większość z nich jest spoko. Peter Uihlein, Matthew Wolff, wszyscy Południowoafrykańczycy i Australijczycy. Powiedziałbym ze 95 procent zawodników jest naprawdę w porządku. 

Przybyłeś z Melą pokibicować podczas finałowego dnia pierwszej edycji Rosa Challenge. Siedzieliśmy wtedy w kilka osób na tarasie klubu, a ty sporo opowiadałeś co teraz porabiasz. Potem wszyscy pojechaliśmy na pole. Przy okazji rozdawałeś autografy, udzielałeś wywiadów. Jak wspominasz tamtą niedzielę w Rosa Golf Club?

- Super! Byłem bardzo może nie zaskoczony, ale zadowolony i dumny jak ten turniej wyglądał i jak był przygotowany. Wiele razy powtarzałem, że był to jeden z lepszych turniejów Challenge Tour jakie miałem okazje zobaczyć, a trochę ich jednak zagrałem. Bardzo fajnie i mam nadzieję, że to tylko początek i to będzie cały czas rosło w siłę i niedługo będzie to już turniej DP World Tour. Wiem, że są takie plany. Turniej oceniam megapozytywnie.

Rosa Challenge Tour wraca już 4 września. Zaglądniesz tam?

- Ciężko mi powiedzieć jak będzie z kalendarzem. LIV kończy się w sierpniu, ale potem będę chciał grać jakieś turnieje DP World Tour, więc zobaczymy. Jak będę w kraju, na pewno zajrzę. Jeśli nie, to będę pewnie gdzieś na turnieju.

Rozmawiała Kasia Nieciak

PIERWSZA CZĘŚĆ WYWIADU

Z drużyną. Fot. Facebook Cleeks GC

Adrian Meronk kibicuje podczas Rosa Challenge Tour. Fot. Kasia Nieciak