Sport

Idę do przodu

Adrian Meronk ma już w bogatej kolekcji sześć międzynarodowym trofeów. Ostatnio wygrał w Rijadzie, gdzie zainkasował czek na okrągłe 4 miliony dolarów, nareszcie wzbudzając w kraju nad Wisłą sporo medialnego szumu.

Adrian Meronk w Adelajdzie - atmosfera w Australii jest wyjątkowa. Fot. Facebook zawodnika

Po zwycięstwie w Portugalii na Challenge Tour, w 2019 roku, jego kariera eksplodowała. Po pierwszą wygraną DP World Tour sięgał w 2022 roku, podczas prestiżowego Horizon Irish Open, a kolejne trzy zdobywał na przestrzeni niecałych 15 miesięcy, w Australii, Włoszech i Hiszpanii. Występując od ubiegłego roku w saudyjskiej lidze LIV Golf, kilka tygodni temu triumfował tam w pierwszym turnieju nowego sezonu - LIV Golf Riyadh, gdzie dwoma strzałami ulegli mu: Kolumbijczyk Sebastián Muñoz i były numer jeden rankingu światowego, Hiszpan Jon Rahm. Po sukcesie w Rijadzie Polak udał się do Adelajdy, gdzie dzięki świetnej ostatniej rundzie finiszował na dwunastym miejscu, utrzymując pierwszą pozycję w rankingu ligi. Później pofrunął na zasłużone wakacje, a wracając z Bali udzielił naszej redakcji wywiadu.

Gratuluję wygranej w Rijadzie. Opisz proszę jakie towarzyszyły ci emocje w rundzie finałowej. Na ostatnich dziewięciu dołkach zrobiło się dość nerwowo. Jak się ogarnąłeś i jaka była w tym rola Twojego caddiego - Stuarta?

Dziękuję za gratulacje. Ogólnie to cały dzień był nerwowy. Najgorsze było to wielogodzinne czekanie, żeby o godzinie osiemnastej rozpocząć w końcu rundę. Jak jesteś blisko zwycięstwa, albo jak prowadzisz w turnieju to właśnie czekanie jest najgorsze. Chcesz jak najszybciej zacząć i robić swoje. Pierwszą dziewiątkę grało mi się dobrze, kontrolowałem sytuację. Na dziesiątym i jedenastym dołku przyszedł kryzys i nerwowo było już do końca. Rozmawialiśmy ze Stuartem, żeby powrócić do nastawienia z pierwszej dziewiątki. Mówiłem sobie cały czas, że jestem w dobrej pozycji, że dobrze gram i żebym sobie ufał. On też mi to powtarzał. To pomogło mi zakończyć ten turniej na pierwszej pozycji. Jestem bardzo dumny z tego jak go zakończyłem, to była świetna końcówka.

Na ostatnim dołku słychać było waszą rozmowę, kiedy nie byłeś pewny jaki wybrać kij. Stuart wkroczył do akcji, powiedział, że na 100% masz dobry kij i upewnił cię co do jego wyboru. Jak to teraz oceniasz?

Tak. Akurat używałem wtedy dalmierza i tuż przed strzałem dotarło do mnie, że mogłem złapać ścianę za flagą, która była kilkanaście metrów dalej, a Stuart liczył to wszystko krokami. Dlatego odszedłem wtedy od piłki i spytałem go, czy mamy na pewno tyle ile mamy. Więc tak, to była jego dobra robota, żeby mnie upewnić w tej sytuacji. Zresztą, przez cały tydzień podjęliśmy mnóstwo solidnych decyzji. To też na pewno było kluczem do sukcesu.

Jak złapałeś formę? Przed tym zwycięstwem sprawy nie wyglądały różowo?

Może i nie było wyników, ale czułem, że cały czas gra idzie do przodu. Dobrze się czułem. Dobrze grało mi się w Dubai Desert Classic. Zrobiłem tam parę głupich błędów, ale tak naprawdę od października pracuję nad paroma rzeczami z nowym trenerem. Zmieniłem kilka elementów, więc wyniki nie przychodziły od razu. Przed i po Dubaju miałem dużo dobrych rund treningowych, gdzie kilka razy zagrałem -10 i -8, więc wiedziałem, że gra zmierza w dobrym kierunku. Cieszę się, że to zaowocowało wreszcie w turnieju. Czułem, że to prędzej, czy później nadejdzie. Byłem cierpliwy, wykonywałem cały czas to nad czym teraz pracuję.

To już twoje szóste zawodowe zwycięstwo, nie licząc tych lokalnych, z Polski, typu Przesiep Open, czy PGA Polska Championship, w których miałam okazję być twoim caddym. Które z tych sześciu wygranych wspominasz najlepiej?

Na pewno każde smakowało inaczej, ale myślę, że to najważniejsze to Irish Open – moja pierwsza wygrana na DP World Tour. Ten pierwszy turniej jest zawsze najtrudniejszy do wygrania. Kiedy już przejdziesz przez te drzwi, czujesz dużą satysfakcję i pewność siebie z tego, że jesteś w stanie tego dokonać. Myślę, że do końca kariery, chyba, że wygram turnieje wielkoszlemowe, to może być numer jeden. Na razie ciężko to pobić. Pierwszy raz jest zawsze trochę inaczej.

A pierwszy raz na Challenge Tour w Portugalii?

Tak, to zwycięstwo też było wyjątkowe, jednak to zupełnie inna ranga - DP World Tour, a Challenge Tour. Wiadomo, tam też jest wysoki poziom, ale jednak jest duża różnica między tymi ligami.

Z finansowego punktu widzenia Rijad to zdecydowanie największa wygrana w twojej karierze. Te 4 miliony dolarów spowodowały, że prasa w Polsce mocno rozpisywała się na ten temat. Pisano też o kwocie twojego kontraktu z LIV. Liczby były z kapelusza - 20 milionów dolarów za sezon i nawet nie pisano o tym w trybie przypuszczającym, tylko podawano jako informację. Czy nie denerwuje cię to trochę? To tajemnica kontraktu i wiadomo, że te opisywane kwoty były wymyślone.

Szczerze mówiąc, tak naprawdę nie mam nad tym kontroli i mam do tego duży dystans. Staram się nawet tego nie czytać. Jak już coś zostanie napisane, to za bardzo nie chcę o tym wiedzieć. Niespecjalnie mnie to interesuje, bo wiem co i jak wygląda. Wiadomo, że to co jest wypisywane, nie jest w stu procentach prawdą. Staram się od tego odcinać. Tego o czym mówisz nie widziałem.

Ta liczby pojawiły się ponownie. Nie oczekuję, ze będziesz teraz to dementował lub nie, ale to chyba może być irytujące.

Nie mogę ujawniać szczegółów kontraktu. Ta kwota nie jest prawdziwa.

Po sukcesie w Rijadzie poleciałeś do Australii. Po nieco ospałych dwóch pierwszych rundach, wystrzeliłeś ostatniego dnia i na koniec awansowałeś na dwunaste miejsce. 65 to była najlepsza runda turnieju, którą wyrównał tylko zwycięzca - Niemann, również w finale. Atmosfera w Australii jest raczej szalona. Opisz australijskie turnieje LIV i jak grało się w niedzielę.

No tak. Turniej w Australii jest ulubionym wydarzeniem każdego zawodnika LIV. Atmosfera jest wyjątkowa. Przychodzą tysiące ludzi, jest super doping i fajnie się gra, zupełnie inaczej niż wszędzie  indziej. Wynikowo też jestem zadowolony z turnieju, ponieważ super finiszowałem w niedzielę. Przez pierwsze 2 dni zrobiłem dużo prostych błędów. Na pewno było ciężko. Pole przygotowane było  inaczej niż rok temu. Było dłuższe, twardsze i mocno wiało. Zresztą widać było to po wynikach - nie grało się najłatwiej i rezultaty nie były tak niskie jak rok temu. W sumie byłem zadowolony z mojego  -1 pierwszego dnia. Drugiego dnia pojawiło się już dużo prostych błędów. Byłem bardzo zły po tej rundzie i spędziłem po niej ponad godzinę na range’u. Jak widać zaowocowało to następnego dnia. Wiedziałem, że dobrze gram, ale wynik tego nie oddawał. W niedzielę już punktowałem. Cieszę się z tego jak skończyłem w Adelajdzie i z utrzymania pierwszego miejsca rankingowego. Poprawiłem też wynik z poprzedniego sezonu. Było dużo pozytywów. 

Popraw mnie, ale sądząc z tego co widziałam w mediach społecznościowych, to chyba leciałeś do Australii prywatnym odrzutowcem?

Nie. Lecieliśmy rejsowym Airbusem A 380 Emirates. Klasa biznesowa posiada na górze taki przytulny bar. Kiedy tam siedzieliśmy zrobiliśmy to zdjęcie, które mogło cię zmylić.     

Te informacje ciągle się zmieniają. Ostatnio czytałam, że podobno gracze LIV będą mogli wrócić na PGA Tour w marcu, już na THE PLAYERS. Co o tym wszystkim sądzisz, czy porozumienie LIV z PGA Tour jest już blisko?

Słyszałem takie plotki, ale było ich już bardzo dużo i czekam aż coś się potwierdzi. Wiem, że były rozmowy z Trumpem, Monahanem, Tigerem, Scottem. Odbywają się jakieś spotkania, ale my zawodnicy nie mamy więcej informacji, niż to co jest podane w mediach. Nie ma nic potwierdzonego, ani nie znamy żadnych szczegółów. Tak jak było ze wszystkimi plotkami do tej pory, na razie czekamy, zobaczymy co się wydarzy. Na pewno coś się dzieje za kulisami w tej materii.

Myślisz, że mógłbyś mieć jakiś status na PGA Tour? Czy niekoniecznie, bo przecież nie zacząłeś swojego sezonu rok temu?

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jakby to mogło wyglądać. Też jestem ciekaw, jak oni to wymyślą.

Czy chciałbyś w ogóle jeszcze grać na PGA Tour?

Czy chciałbym grać? Jeśli mógłbym, to na pewno chciałbym móc rozgrywać jakieś większe turnieje. Na pewno Szlemy są cały czas moim celem. Chcę tam rywalizować z najlepszymi, więc będę próbować się do nich kwalifikować. A jeśli na PGA Tour można by zarabiać dodatkowe punkty do rankingu światowego, to oczywiście byłby to pozytyw. Ale zobaczymy co się wydarzy.

W tym roku nie masz na razie zapewnionego żadnego występu na arenie wielkoszlemowej, gdzie pokazywałeś się zawsze od 2021 roku. Jakie masz perspektywy? Na razie prowadzisz w rankingu LIV, co dałoby ci bilet na US Open i The Open.

Tak. Jest też szansa na PGA Championship. Będę grał kilka turniejów DP World Tour przed tym turniejem, żeby poprawić swój ranking. Wiem, że tam też są jakieś zaproszenia, więc skupię się również na rankingu LIV. Jeśli do maja będę pierwszy w rankingu, to będą widoki na jakieś zaproszenie.

Pierwsza piątka z ubiegłego sezonu wchodzi na PGA Championship. Takie zaproszenie dostał Garcia i Niemann. I teraz jest pytanie, czy jest szansa, że wejdzie też TOP 5 z tegorocznego rankingu?

To bardzo możliwe. Cały czas się to zmienia. Dużo się dzieje. To jest dodatkową motywacją do tego, żeby grać solidnie i zostać jak najwyżej w rankingu.

A jeśli nie dostaniesz się w ten sposób, czy rozważasz grę w finałowym etapie kwalifikacji do  Majorów, które oferowałyby taką możliwość?

Tak. W Walton Heath będą kwalifikacje na US Open. Jeśli będzie potrzeba to rozważam też finałowy etap kwalifikacji na The Open.

Gratuluję zaręczyn! Chyba od tego powinnam zacząć. Podobno Melania 1 stycznia powiedziała "tak". Jak to zorganizowałeś? Czy wymyślnie ukryłeś gdzieś pierścionek, czy wręczyłeś go tradycyjnie? Opowiedz trochę o kulisach tego wydarzenia i o tym jak spędziłeś święta i Sylwestra?

Na święta byłem przez tydzień w Polsce, w domu. Na Sylwestra na dwa dni pojechaliśmy z Melą do hotelu w Dubaju i tam zaplanowałem, że oświadczę się podczas noworocznych fajerwerków – miałem taki kreatywny pomysł. Pierścionek przygotowałem już dwa miesiące wcześniej. Wręczyłem go w całkiem klasyczny sposób.

Publikacja drugiej części wywiadu planowana jest w poniedziałkowym wydaniu „Sportu”.

Rozmawiała Kasia Nieciak

Wakacyjny reset przed kolejnym turniejem. Fot. Facebook zawodnika

Wspomnień czar - autorka wywiadu jako caddy Adriana podczas Przesiep Open by mitukiewicz.pl. Do dołka trafia  Mateusz Kniaginin. Fot. Marek Darnikowski