Złota dekada
Minęło dziesięć lat od momentu, kiedy Adrian Meronk debiutował w roli zawodowca. W czwartek ponownie zagrał na kultowym Old Course w St Andrews.
Adrian Meronk i trener Matthew Tipper w St Andrews w 2016 roku. Fot. Heronim Rutkowski
Debiut marzeń w „kolebce golfa” przyniósł wynik, który zadecydowanie poszedł w świat - od tego czasu Adrian Meronk regularnie przypominał o sobie kibicom na całym świecie. Startując w Alfred Dunhill Links Championship 2016 dzięki dzikiej karcie, której otrzymanie było wielką niespodzianką dla niego i całej jego ekipy, musiał zmierzyć się z ogromną presją, ale zdecydowanie zdał ten egzamin.
W rywalizacji indywidualnej pokazał pazur dopiero trzeciego dnia, ostatecznie kończąc zmagania na dzielonym 117. miejscu po rundach 72-80-67. Co prawda indywidualnie nie dało mu to przejścia cuta, ale za to zaszalał w rywalizacji drużynowej, gdzie sprawił prawdziwą sensację.
Grając w Pro-Am w parze z miliarderem i ówczesnym CEO firmy Head, Johanem Eliaschem, debiutant z Wrocławia dopełnił duet idealny. Przez cztery dni panowie grali jak z nut. Rundy 62-63-62-64, złożyły się na fantastyczny łączny wynik -37. Polsko-szwedzka para zajęła drugie miejsce w turnieju, przegrywając zaledwie jednym uderzeniem z urzędującym mistrzem The Masters - Dannym Willettem, oraz jego caddiem. Za ten sukces drużynowy Adrian zainkasował swoją pierwszą zawodową wypłatę w karierze – 30 tysięcy dolarów, a światowy golf otrzymał jasny sygnał - nad Wisłą narodził się niezwykły talent.
Historia zatoczyła koło na najsłynniejszym polu golfowym świata. Dokładnie 3647 dni po swoim profesjonalnym debiucie, Meronk ponownie stanął na kultowym Old Course w St Andrews, by w czwartek rozegrać kolejną wyjątkową rundę w karierze. Ta dekada była dla najlepszego polskiego golfisty niesamowitą podróżą – od obiecującego nowicjusza stawiającego pierwsze kroki w zawodowym golfie, po fantastycznego zawodnika, rywalizującego jak równy z równym ze światową czołówką. Powrót do St Andrews w tak symbolicznym momencie to nie tylko okazja do walki o postawione sobie cele, ale też świetny moment na podsumowanie dziesięciu lat, które na zawsze zmieniły postrzeganie polskiego golfa na arenie międzynarodowej.
Dekada Adriana Meronka to opowieść od debiutanta do wielokrotnego zwycięzcy na wielkich arenach, napisana w różnych zakątkach świata. Gdy w październiku 2016 roku, tuż po wspaniałym dzielonym trzecim miejscu indywidualnym w Eisenhower Trophy, gdzie polska drużyna finiszowała na miejscu ósmym, Polak przechodził na zawodowstwo, mało kto poza granicami kraju traktował polski golf poważnie. Pierwsze sezony dla nie tak dawno studenta East Tennessee State University i ósmego amatora świata nie były najłatwiejsze, ale Adrian cały czas parł do przodu, systematycznie stawał się coraz groźniejszym rywalem dla swoich kolegów po fachu. Przełom nastąpił w 2019 roku, kiedy oczywiscie jako pierwszy Polak w historii wygrał turniej Challenge Tour, w Portugalii i po zakończeniu sezonu wywalczył upragnioną kartę na prestiżowy DP World Tour.
Od tego momentu jego kariera wystrzeliła jak rakieta Saturn, a Adrian ciągle stawał się autorem niezliczonych i spektakularnych „pierwszych razy” polskiego sportu. W ciągu dziesięciu lat zdobył cztery wielkie triumfy na DP World Tour, w Irish Open, Australian Open, Italian Open i Andalucia Masters. Był też tytuł Gracza Roku - Seve Ballesteros Award, po niesamowitym sezonie 2023, w którym wygrał trzy razy. Był kontrowersyjny brak powołania do drużyny Ryder Cup w Rzymie, były historyczne debiuty we wszystkich turniejach wielkoszlemowych, dwa starty na Igrzyskach Olimpijskich – w Tokio oraz Paryżu...
Na początku 2024 roku, po wcześniejszym wywalczeniu w imponującym stylu awansu na PGA Tour, wprawił w osłupienie kibiców golfa w Polsce i na całym świecie, rezygnując z PGA Tour i wybierając saudyjski LIV Golf, gdzie też zwyciężał, w Rijadzie w swoim drugim sezonie. Teraz LIV złożył wniosek o upadłość i nie wiadomo, czy reaktywuje się w przyszłym roku, a Adrian jak za dawnych czasów pokazuje wielkie serce do gry, walcząc zaciekle, w szóstym turnieju z rzędu, o awans na setną pozycję rankingu Race to Dubai i utrzymanie pełnej karty DP World Tour na kolejny sezon.
W tym tygodniu wystartowała jubileuszowa, 25. edycja turnieju Alfred Dunhill Links Championship. Zawodnicy tradycyjnie rywalizują indywidualnie i w formacie Pro-Am, na trzech ikonicznych polach: Old Course w St Andrews, Carnoustie oraz Kingsbarns.
Po zakończeniu czwartkowej rundy na czele stawki panuje ogromny ścisk. Liderami z -7 zostali: Szkot Michael Stewart, który podpisał się bezbłędną rundą na polu Carnoustie oraz Australijczyk Jack Buchanan, grający na Kingsbarns. Z jednym uderzeniem straty trzecie miejsce zajmuje duet z RPA: Casey Jarvis oraz M.J. Daffue.
Z wynikiem -1 Meronk zajmuje dzieloną 78. pozycję. Tak jak dekadę wcześniej, również i tym razem rozpoczął rywalizację od Old Course. W tym roku w Pro-Amie łączy siły z brytyjskim muzykiem Tomem Chaplinem - wokalistą zespołu Keane. Po pierwszej rundzie z wynikiem -8 duet Meronk/Chaplin zajmuje dzielone 26. miejsce. W drugiej rundzie przenoszą się oni na pole Carnoustie Links.
Przed turniejem Polak opublikował na swoich mediach społecznościowych: ”2016 vs. 2026. Powrót do miejsca, w którym to wszystko się zaczęło. Mój pierwszy profesjonalny turniej w życiu odbył się dokładnie tutaj, podczas Alfred Dunhill Links Championship, 10 lat temu. Dobrze jest tu wrócić. Do zobaczenia na polu”. Ilustracją są dwa zdjęcia z Old Course, które dzieli dekada.
Turniej transmituje Polsat Sport.
Kasia Nieciak
Adrian Meronk - mistrz Horizon Irish Open 2022! Fot. Team Meronk
