Z Nokii do historii

Sami Välimäki chciał być hokeistą, a został pierwszym zwycięzcą PGA Tour z Finlandii.

Sami Välimäki zwycięża na PGA Tour. Fot. The RSM Classic

Każdy Fin dałby się pokroić za bycie hokeistą. Śmiganie na łyżwach z kijem to szczyt marzeń każdego dzieciaka w Finlandii. To sport narodowy i ścieżka kariery rozpalająca wyobraźnię. Podobnie jak Sami Välimäki, dobrym przykładem naturalnego przenikania się dwóch dyscyplin sportu jest polski gigant hokeja – Mariusz Czerkawski, który po błyskotliwej karierze w NHL świetnie odnalazł się w golfie. To już jednak zupełnie inna historia, która czeka cierpliwie na opowiedzenie.

Sport drugiego wyboru

Sami dorastał w liczącej blisko 40000 mieszkańców, kojarzącej się raczej z początkami telefonii komórkowej... Nokii. Rodzice zabrali go na lokalne pole Nokia River Golf, gdy miał zaledwie pięć lat. W rześkiej nordyckiej pogodzie spędzał niezliczone godziny, machając kijem golfowym na przemian z hokejowym. Jako nastoletni golfista był już wyróżniającym się juniorem. Był typowym fińskim dzieciakiem - hokej i unihokej były jego pierwszymi pasjami, zanim zdecydował się skupić na golfie. Marzył o dostaniu się do NHL, a nie do PGA Tour. Nie był to aż tak nierealny cel, biorąc pod uwagę, że jego kuzyn, Juuso Välimäki, dotarł do najlepszej hokejowej ligi świata. Gra tam jako obrońca w drużynie Utah Mammoth, a wcześniej w Calgary Flames i Arizona Coyotes. Jednak hokejowe sny o potędze Samiego zderzyły się z rzeczywistością – wybrali go nie do tej reprezentacji, o której śnił. Jakoś trzeba było z tym żyć. „Nie wybrali mnie do narodowej reprezentacji hokejowej – tłumaczył. - Wybrali mnie do reprezentacji golfowej, więc powiedziałem: »Dobra, spróbujmy« i ta droga układa się całkiem dobrze”. W 2018 roku został powołany do reprezentacji Europy w Bonallack Trophy oraz do reprezentacji Kontynentu Europejskiego w St Andrews Trophy. W 2018 roku grał w fińskiej ekipie, która zdobyła drużynowe mistrzostwa Europy amatorów i reprezentował Finlandię w Eisenhower Trophy, wdrapując się wtedy na dziesiątą pozycję w World Ameteur Golf Ranking. Wciąż jako amator brał udział w wielu turniejach zawodowej Nordic Golf League. Bardzo szybko, bo już w pierwszej klasie opuścił liceum, aby poświęcić się golfowi na pełen etat. Później odbył obowiązkową sześciomiesięczną służbę wojskową, zanim w 2019 roku został zawodowcem. W tym samym roku zdobył pierwsze profesjonalne trofeum, na Pro Golf Tour w Maroku, dokładając kolejne trzy w ciągu sześciu miesięcy, co dało mu awans na Challenge Tour. Nie skorzystał jednak z tego, postanowił spróbować swoich sił w Q-School DP World Tour, awansując do wyższej ligi z przytupem, dzięki ósmemu miejscu w sześciodniowym finale! W najlepszej europejskiej lidze wygrał dwukrotnie, za każdym razem w dogrywce, w Omanie i w Katarze w latach 2020 i 2023. Rywalizował tam między innymi z Adrianem Meronkiem, razem z nim awansując na PGA Tour w inauguracyjnej klasyfikacji - Race to Dubai Rankings - PGA TOUR Eligibility. Adrian był tam sklasyfikowany na pierwszej pozycji, Sami na szóstej. Adrian zrezygnował z PGA Tour, wybierając LIV Golf, Sami właśnie zdobył swój pierwszy tytuł za Atlantykiem. Życie pisze skomplikowane scenariusze.

Dojechać do mety

Po birdie na piętnastce spektakularnego pola Seaside w Sea Island Golf Club sytuacja była jasna i klarowna. Jedyne czego potrzebował Välimäki, było dowiezienie wyniku -23 do mety. Nikt już nie mógł mu zagrozić, ewentualnie on sam mógł się wykoleić. Tylko trzy pary dzieliły go od historycznego dla niego i całego fińskiego golfa momentu. W wietrznych warunkach, pod ogromną presją, wiedząc, że właśnie to da mu upragnioną wygraną, nie było to proste zadanie. Tymczasem parł do przodu, bez ekstrawagancji, robił to co potrzeba. Wygrał z przewagą jednego uderzenia, majestatycznie wtaczając decydującego putta z ponad 230 centymetrów... Uff! Skrycie liczący na potknięcie Fina niepocieszony Amerykanin Max McGreevy, w tym momencie zakończył rozgrzewkę przed potencjalną dogrywką. Dwa tygodnie wcześniej był wicemistrzem w Meksyku, przegrywając dwoma uderzeniami z szalejącym w końcówce turnieju Benem Griffinem. Teraz przytulił $1260000, zagwarantował sobie dwa lata występów na PGA Tour i udział w dwóch pierwszych turniejach flagowych sezonu 2026, z pulą nagród 20 milionów dolarów. Skończył sezon na 51. miejscu w FedExCup i 40. w rankingu światowym, awansując z pozycji 98. „To była oczywiście długa droga – powiedział 27-latek. - Czuję, że to naprawdę ciężki rok, nawet kiedy grałem niezłego golfa. Parcie do przodu i znalezienie dobrych rytmów w kilku ostatnich turniejach to niesamowite uczucie”.

Studium przetrwania

The RSM Classic był ostatnim turniejem sezonu PGA Tour. Wielu zawodników toczyło zaciętą walkę o utrzymanie się w lidze, o jak najlepszą pozycję w rankingu finałowym, co w nowym sezonie decydować będzie o możliwościach gry w poszczególnych turniejach. Marzeniem było chociażby utrzymanie się w najlepszej setce, dającej silną kartę na 2026 rok, a jeśli to się nie uda, to przynajmniej w TOP 125. Inni chcieli zaklepać pozycje 51-60, co gwarantuje udział w dwóch pierwszych turniejach flagowych. Jeszcze inni koniecznie chcą zakończyć rok w TOP 50 rankingu światowego – co daje bilet na kwietniowy Masters. McGreevy, który już miał zapewnioną kartę na przyszły sezon, awansował na 60. miejsce, kwalifikując się do dwóch Signature Events. Ricky Castillo finiszował trzeci, co i tak dało mu awans tylko na 102. pozycję rankingową. Sam Stevens w niedzielę trafił hole-in-one na trzecim dołku, kończąc rundą 63, dołączając do 11-osobowego remisu na siódmym miejscu. Jeszcze przed turniejem miał już zagwarantowane miejsce w TOP 50 FedExCup, jednak zajmując 48. miejsce w rankingu światowym, walczył o utrzymanie się w pierwszej „50" do końca roku, aby zaklepać miejsce w Auguście. Dzięki świetnemu występowi na wyspie St. Simons jego OWGR nie zmienił się. Doug Ghim przystępował do turnieju na granicy niebytu, na 125. pozycji rankingowej. W czwartek wykręcił rundę życia, ogniste 60 uderzeń, wyrównując rekord pola Seaside, o włos chybiając putt na rundę marzeń 59! Tak jak Stevens finiszował na siódmym miejscu w turnieju, co w jego przypadku oznaczało awans na 113. miejsce w FedExCup. Takumi Kanaya, który był bliski zwycięstwa na Bermudach tydzień wcześniej, nie przeszedł cuta, jednak i tak utrzymał 99. pozycję. Karl Vilips zajął 51. miejsce w turnieju, cementując się na setnej pozycji. Pierwszym wielkim pechowcem został Lee Hodges, triumfator 3M Open 2023, który mimo brawurowej pogoni zakończonej czwartym miejscem w RSM Classic, awansował w rankingu ligi ze 122. na... 101. miejsce! Tuż poza pierwszą setką finiszował jeszcze chociażby Matt Wallace. Nieco dalej byli dawni zwycięzcy – Beau Hossler, Andrew Putnam, Seamus Power, Matt Kuchar, Joel Damen, któremu tuż przed turniejem urodził się drugi syn. Lanto Griffin trafił dokładnie w 125. miejsce.  

W ostatnim turnieju sezonu PGA Tour jak co roku niesłychanych historii, małych dramatów i momentów wielkiej euforii było multum. Nowy sezon rusza już za moment, w połowie stycznia w Honolulu. Na Hawajach wszystko zacznie się od nowa.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Team Välimäki w euforii. Fot. PGA Tour

Doug Ghim swoją walkę o przetrwanie w lidze rozpoczął od rundy 60! Fot. PGA Tour

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się