Triumf w Trójkącie Bermudzkim

Pierwsze trofeum PGA Tour Adama Schenka nawiązuje do legendy Trójkąta Bermudzkiego. Styl, w jakim je zdobył, jest niezwykły.

Euforia po pierwszej wygranej PGA TOUR jest zrozumiała. Zdjęcia: Facebook Butterfield Bermuda Championship

Są turnieje wielkie, są i te malutkie. Jedne pełne gwiazd najcięższego formatu, w innych gra, delikatnie mówiąc, drugi garnitur. Pule nagród są nieporównywalne, podobnie jak zdobycze punktowe. Różni je wszystko, ale to wciąż jednak jest PGA Tour - najlepsza golfowa liga świata. Co ważne, te małe turnieje wcale nie muszą być mniej emocjonujące. Wręcz przeciwnie, tam dopiero widać krew, pot i łzy. Kiedy kończy się jesienna część sezonu, dawno po rozstrzygnięciach w Tour Championship, zawodnicy z dołów rankingowych walczą jak lwy o utrzymanie się w najlepszej setce klasyfikacji, co zagwarantuje im robotę w kolejnym sezonie. To jest jądro tego sportu. Gdy rozpoczyna się walka o życie, włączają się instynkty przetrwania.

Mój idol

Butterfield Bermuda Championship jest właśnie takim wydarzeniem - najmniejszym z małych. Scottie Scheffler, czy inny Collin Morikawa w najdzikszych snach nie gra tam w golfa, co najwyżej wybiera się w te okolice na wakacje. Akcja dzieje się gdzieś pośrodku Atlantyku, na Bermudach, tysiąc kilometrów od wybrzeży Ameryki. A jednak to przedostatni turniej sezonu i zawodnicy, którym grozi relegacja z ligi, stają na rzęsach w Port Royal Golf Course, walcząc o własne być albo nie być.

Jednym ze 120 śmiałków, którzy wybrali się w okolice osławionego Trójkąta Bermudzkiego był również Adam Schenk, 134. zawodnik jesiennej części klasyfikacji FedExCup. Schenk - którego nazwisko, tak na marginesie, oznacza absolutnie najgorsze i zawstydzające uderzenie, jakie w ogóle jest w golfie, koszmar każdego golfisty - grał na Bermudach tak, że nie można było oderwać od tego wzroku!

Wiało potwornie, warunki były niemal niemożliwe do gry. Zawodnicy kombinowali, każdy jak umiał, każdy na swój sposób. Jedni uderzali piłkę własnym normalnym zamachem, posyłając ją jak zwykle, biorąc jednak odpowiednią poprawkę na wiatr. Schenk parł do przodu, tworzył najdziwniejsze uderzenia, jego instynkt przetrwania wzniósł się na wyżyny. W niedzielę nie wykonał ani jednego „normalnego” strzału. Grał maksymalnie połowę zamachu, wielokrotnie niemal tocząc piłkę po podłożu! Starał się odrywać ją od ziemi jak najmniej jest to tylko możliwe. Jakby tego było mało, to co czynił na greenach, również nie było zwyczajne. Trzymał puttera na różne dziwne sposoby, a czasami puttował... jedną ręką!

Całości surrealistycznej sytuacji dopełniały jego rozmowy z caddym, wspaniale abstrakcyjne, pozwalające tylko odrobinę zrozumieć, z czym zmagał się tego dnia. Mimo koszmarnych warunków, sunął jak walec, radził sobie i jakimś cudem nie zwiało go do oceanu. Na pierwszej dziewiątce zanotował w tym prawdziwym huraganie osiem parów i jedno birdie, na drugiej osiem parów i jednego bogeya. Nadzwyczajne! Muszę to zaznaczyć – Adam Schenk właśnie wdrapał się bardzo wysoko na moją osobistą listę idoli golfowych.

243

Po trzech dniach dzielił się miejscem pierwszym z Bradenem Thornberrym. Po trzeciej rundzie, w której nie zaliczył ani jednego bogeya, trafiając za to cztery birdie, w niedzielę również miał chrapkę na bezbłędną grę. - Szkoda, że ​​nie udało mi się tego zrobić wcześniej w sezonie, bo nie byłbym w takiej sytuacji, ale tak to już jest... A jeśli jutro uda mi się trafić kilka puttów, co jest trudne przy takim wietrze, może rozegram kolejną rundę bez bogeyów. To byłoby wspaniałe, to stawia mnie w naprawdę dobrej sytuacji - mówił wówczas Schenk.

Niedzielny scenariusz był nieco inny. Jego główny rywal po 54 dołkach odpłynął w siną dal, po koszmarnych 80 uderzeniach, spadając na miejsce 22. Schenk na ostatnim dołku potrzebował do zwycięstwa para, po tym jak kończący wcześniej grę Chandler Phillips jako pierwszy zakończył rezultatem -11. Wykonując te swoje szalone zagrania, wylądował drugim strzałem tuż za greenem i czekało go stresujące wyzwanie zagrania jak najbliżej flagi, z góry, we wciąż wiejącym... małym tornadzie.

Wcześniej, świetnie chippując wokół greenów, tym razem zdecydował się bronić putterem – teraz używając obu rąk. Piłka zatrzymała się jakieś półtora metra za krótko. Wszyscy śledzący to pasjonujące widowisko wstrzymali oddech, a Adam po prostu trafił stamtąd do dołka, zdobywając w 243. podejściu swoje pierwsze trofeum PGA Tour! - Wielokrotnie w swojej karierze puttowałem, by wygrać na PGA TOUR. Moment gdy piłka nurkuje w dołku, to coś, czego nigdy nie zapomnę – powiedział pochodzący z Indiany 33-latek.

Trudne chwile

Jego trzeci towarzysz z ostatniej grupy - Japończyk Takumi Kanaya - zaliczył bardzo kosztownego bogeya na ostatnim greenie, który zamiast miejsca drugiego ex aequo z Phillipsem, zepchnął go na dzielone miejsce trzecie z czterema rywalami – Alexem Smalleyem, Vincem Whalleyem, Frankiem Capanem III i Maxem McGreevym. Kanaya, zajmujący 120. miejsce w rankingu, awansowałby na 83. pozycję z parem na osiemnastce. Nieudana próba przesunęła go tymczasem tylko na 99. miejsce i czeka go teraz tona stresu w turnieju finałowym. Tylko stu najlepszych graczy FedExCup zapewnia sobie pełny status w lidze. Top 125 co prawda w niej pozostaje, jednak na dużo gorszych warunkach, nie mogąc tak naprawdę planować grafiku, do ostatniej chwili nie wiedząc, w których turniejach w 2026 roku będą mogli wystąpić.

Schenk przeżywał trudne chwile, nie zaliczając sześciu cutów z rzędu tego lata. Wprowadził kilka zmian w grze i zdecydował się na drastyczne kroki, w tym puttując okazjonalnie jedną ręką, aby zniwelować swoją największą słabość. Myślał, że robi postępy, ale wciąż nie osiągał spodziewanych rezultatów. Teraz ma na koncie zwycięstwo w lidze, co daje mu w przyszłym roku udział w co najmniej jednym turnieju flagowym z pulą nagród 20 milionów dolarów, a także występ w PGA Championship i THE PLAYERS. Dwukrotny wicemistrz w 2023 roku, w którym po raz pierwszy dotarł do TOUR Championship, dzięki zwycięstwu przez dwa lata może spokojnie planować swoje starty. - Wiedziałem, że mogę wygrać. To tylko kwestia wykonania każdego uderzenia i poradzenia sobie z każdą sytuacją, w jakiej się znajdę. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. To chyba najdłuższy dzień w moim życiu – powiedział mistrz z Bermudów.

Od czwartku warto śledzić ostatni turniej sezonu - The RSM Classic. Adam Schenk, choć nic już nie musi, również pojawi się w Sea Island Golf Club na wyspie Saint Simons w Georgii. Wśród zagrożonych degradacją zawodników znajdują się chociażby: Thorbjorn Olesen (96), Matt Wallace (102), Matt Kuchar (113), Joel Dahmen (117), Harry Higgs (132), Adam Hadwin ( 138), Brandt Snedeker (126) czy Seamus Power (129). Wieczorne transmisje w Eurosporcie 2 i bez reklam na platformie HBO Max.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Spektakularne widoki tworzą spektakularne widowisko. 

Takumi Kanaya przepadł na ostatnim dołku. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się