Sport

Zwycięski kurs

Pokonaliśmy finalistę MŚ Nową Zelandię i szykujemy się do niedzielnej konfrontacji w Kownie.

Piotr Zieliński zdobył swojego 15. gola w reprezentacji. Obok Haarpret Sing. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

Selekcjoner Jan Urban przed niedzielnym meczem w eliminacjach MŚ z Litwą nie ryzykował i w rywalizacji z przeciwnikiem z Oceanii wystawił rezerwy. Jedynymi zawodnikami, których pewnie zobaczymy w Kownie, a którzy na Stadionie Śląskim wybiegli w wyjściowej jedenastce, to Przemysław Wiśniewski, mniej grający w Interze Mediolan Piotr Zieliński czy Sebastian Szymański.

Tylko Skóraś

W bramce oglądaliśmy najpierw Bartłomieja Drągowskiego, a po przerwie Kamila Grabarę. Dla pierwszego był to mecz nr 3 w narodowych barwach, dla pochodzącego z Rudy Śląskiej Grabary gra numer 2. W obronie debiutował Jan Ziółkowski. Do kadry wrócił też i od początku zagrał Michał Skóraś, który w ostatnich tygodniach odżył w Gencie. All Whites? Też zagrali bez swojego asa atutowego z przodu, kapitana Chrisa Wooda z Nottingham Forest (wszedł na kilka ostatnich minut), za to z graczami z trzeciego poziomu rozgrywkowego na Wyspach Brytyjskich czy z innych podrzędnych klubów rozsianych po kilku kontynentach.

Powinniśmy byli prowadzić po kilku minutach, kiedy Zieliński w łatwy sposób odebrał piłkę Matthew Garbettowi, pognał na bramkę, ale trafił tylko w boczną siatkę. W odpowiedzi po kontrze celnie uderzał grający na co dzień w duńskim Silkeborgu Callum McCowatt, lecz nasz bramkarz był na miejscu. W pierwszym kwadransie godnym odnotowania był jeszcze strzał starającego się na skrzydle Skórasia, po którym piłka minimalnie minęła cel. Podobnie było chwilę później po trafieniu Sebastiana Szymańskiego – dogrywał Skóraś. Nudno nie było, choć spotkanie nie było rozgrywane w oszałamiającym tempie.   

W naszym zespole pokazywał się przede wszystkim chcący grać Skóraś. Tyrał z przodu i z tyłu, pokazywał się na pozycji, starał się brać grę na siebie. To też on pierwszy strzelał celnie - końcówka pierwszej połowy – na bramkę występującego na co dzień w Lechii Gdańsk Alexa Paulsena. Niestety, takich graczy jak Skóraś nie było w naszej drużynie za wielu. Co raziło, to niepotrzebne, niewymuszone straty czy nieporozumienia. Także często z udziałem naszego kapitana i teoretycznie lidera Piotra Zielińskiego.    

Rywale nie mieli zamiaru asystować i mieli swoje momenty, dobrze na nasze szczęście interweniował Drągowski, najpierw piąstkując piłkę po strzale napastnika Bena Waina, a potem nogą intuicyjnie wybijając futbolówkę po strzale Garbetta.   

Trafia na Śląskim!  

Zaraz po przerwie oprócz Grabary na murawie w naszej jedenastce pojawili się też Karol Świderski, Jakub Kiwior oraz Paweł Wszołek. Szybko przyniosło to efekt! Składna akcja naszej drużyny, gdzie piłka wędrowała jak po sznurku, żeby trafić na prawą stronę do Wszołka. Ten odegrał do Zielińskiego, a nasz kapitan huknął tak, że Paulsen nie miał szans na interwencję, a futbolówka jeszcze dwukrotnie obiła poprzeczkę. To 15. bramka doświadczonego pomocnika w 102. występie w narodowych barwach. Trzy z tych goli zdobywał na Stadionie Śląskim, z Koreą Południową w 2018, ze Szwecją w barażu o mundial w Katarze w 2022 i w czwartek.

Po stracie bramki Nowozelandczycy ruszyli do przodu, w ten sposób zrobiło się więcej przestrzeni, ale też trzeba było uważać, bo goście dążyli do wyrównania. Oglądaliśmy dwa groźne strzały, z jednej strony Haarpreta Singha, a z drugiej Świderskiego, który po zejściu z boiska „Ziela” przejął od niego kapitańską opaskę. Piłki po obu uderzeniach przeleciały nad poprzeczką.

Końcówka spotkania była już nieciekawa, niewiele się działo, nie było konkretów pod jedną i drugą bramką. Nasi piłkarze uważali, żeby nie stracić głupiej bramki, a rywale nie mieli argumentu na zaskoczenie polskiej defensywy. W ten sposób w swoim trzecim meczu jako selekcjoner Jan Urban odniósł drugą wygraną.    

Teraz zapominamy już o starciu z Kiwi i szykujemy się na twardą rywalizację z Litwą o punkty w eliminacjach do amerykańskiego mundialu w niedzielę. Nowozelandczycy, którzy już zabukowali sobie bilety na MŚ 2026 i po raz trzeci w historii wystąpią w mundialu, we wtorek zagrają towarzysko w Oslo z Norwegią.    

Michał Zichlarz

◼ Polska – Nowa Zelandia 1:0 (0:0)

1:0 – Zieliński, 49 min (asysta Wszołek)

POLSKA: Drągowski (46. Grabara) – Wiśniewski (46. Kiwior), Ziółkowski, Kędziora – Frankowski (46. Wszołek), Piotrowski, Kozłowski, Szymański (46. Świderski), Zieliński (63. Kapustka), Skóraś (73. Pyrka) - Piątek. Trener Jan URBAN.

NOWA ZELANDIA: Paulsen – Payne (83. Tuiloma), Boxall, Surman, de Vries (83. Kelly-Heald) – McCowatt (84. Wood), Thomas (83. Parker-Price), Stamenic, Singh, Garbett (72. Old) – Waine (72. de Jong). Trener Darren BAZELEY.

Sędziował Erik Lambrechts (Belgia). Asystenci Jo de Weirdt i Romain Deviller (obaj Belgia). Czas gry 94 min (45+49). Widzów 30 412. Żółte kartki: Piątek – Boxall, Stamenic, Garbett.  


MÓWIĄ LICZBY
POLSKA NOWA ZELANDIA
54 posiadanie piłki 46
3 strzały celne 2
13 strzały niecelne 11
7 rzuty rożne 4
2 spalone 1
14 faule 15
1 żółte kartki 3