Sport

Zrezygnuje z urlopu

Anna Matuszewicz podczas halowych mistrzostw Polski w Toruniu skoczyła w dal 6,71, to najlepszy wynik w kraju w tej konkurencji w XXI wieku.

Ten skok Anny Matuszewicz był prawie idealny. Fot. PAP/Tytus Żmijewski

Rezultat niespełna 22-letniej skoczkini MKL Toruń to trzeci wynik w historii polskiej lekkiej atletyki. Rekord kraju pod dachem - 6,74 m - należy od 1980 roku do Anny Włodarczyk. Anna Matuszewicz jest niemal pewna udziału w halowych mistrzostwach świata w Nankinie.

- Był wybuch radości po tym skoku, ale musiałam się hamować, bo to był zaledwie początek konkursu, a nie mogłam się rozkleić - analizowała swój występ Anna Matuszewicz. W trakcie udzielania wywiadów pogratulować przyszedł jej prezes PZLA, Sebastian Chmara. - Ania, rewelacja. Wszystko było dobrze w tym skoku - i rozbieg, i odbicie. Przeanalizuj sobie kolejne próby, bo już były nerwy. Świetny wynik, ogromne gratulacje - mówił.

Zawodniczka przyznała, że później było kilka spalonych prób, bo jeszcze bardziej ryzykowała, aby skoczyć jeszcze dalej. - Mam nadzieję, że to 6,71 wystarczy do wyjazdu na mistrzostwa Europy (6-9 marca w Apeldorn). W końcu to było dziś to. Wiedziałam, że stać mnie na takie skakanie, ale cały czas coś się nie składało. Dziś wyszło wszystko. To był naprawdę dobry skok, a wiem, że mogę wylądować dalej. Miałam co prawda w terminie ME zarezerwowane wakacje w Londynie, bo będzie przerwa między semestrami na studiach, ale bez żalu zrezygnuję z tego wyjazdu. Sporo się dzieje, słyszę, że jadę też na mistrzostwa świata. Wow - powiedziała mistrzyni Polski.

Stojący obok mistrz Polski w biegu na 60 m ppł Jakub Szymański krzyknął tylko: jakie rankingi, ciebie stać na pełne minima. Oboje są jednymi z nadziei polskiej lekkiej atletyki, nowym pokoleniem, które wchodzi coraz śmielej w świat królowej sportu.

- Dzisiejszy skok był przyjemny. Takie muszą być skoki. Jeżeli nic mnie nie zabolało, nie zmęczyłam się, to była to dobra próba. Trener tylko na szybko rzucił, że mam pilnować rąk. Są jeszcze rzeczy do poprawienia. Ile by takie poprawki dały? Nie wiem. Wiedziałam, że jestem w świetnej dyspozycji. Po prostu ją pokazałam - oceniła Matuszewicz.

Przyznała, że wierzyła zawsze w swoje możliwości, ale były chwile zwątpienia. - Szalenie się z tego cieszę, że będę mogła pojechać na mistrzostwa Europy. Jeszcze mam sesję do zaliczenia na studiach, ale mam nadzieję, że i z tym nie będzie problemu - podkreśliła.

Przyznała, że jej marzeniem jest remont toruńskiego stadionu lekkoatletycznego. - Bardzo proszę o ten remont. Bardzo bolą mnie plecy po skakaniu tam. Szkoda, żebyśmy nie mieli gdzie się przygotowywać do letniego sezonu. Mogę aspirować do medali mistrzostw w swojej kategorii wiekowej, mogę walczyć o finały z seniorkami. Miasto mi zawsze pomagało, dawało stypendia, a teraz bardzo proszę o nową nawierzchnię. W poprzednich latach trenowaliśmy na boisku przy szkole, ale tam są ostre łuki, ciężko się biega. Może teraz zapracowałam na jakiś obóz klimatyczny? Zobaczymy. Warunki na miejscu to jednak podstawa i mniej czasu spędzanego u fizjoterapeutów - oceniła Matuszewicz.