Sport

Złote dzieci Brzęczka

Reprezentacja młodzieżowa dokonuje rzeczy spektakularnych. Tak ofensywnej gry i i efektownych zwycięstw mało kto się spodziewał. Gdzie tkwi tajemnica sukcesu kadry U-21?

Jerzy Brzęczek może bić brawo swoim podopiecznym. Zasłużyli. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

REPREZENTACJA U-21

Zbigniew Boniek nigdy się do tego nie przyzna, ale pewnie jest mu trochę głupio. Po wyborze Jerzego Brzęczka na trenera kadry U-21 w sierpniu były prezes PZPN stwierdził, że "może on jeszcze dużo dobrych rzeczy zrobić i coś udowodnić, ale w U-21 to nie widzi go dobrze". Dziś wiele osób wypomina te słowa Bońkowi, ale tak całkiem szczerze - podobnie myślących było zdecydowanie więcej. Niektórzy teraz decydują się nawet na publiczne przeprosiny względem byłego selekcjonera. Niech bowiem z ręką na sercu przyzna się ten, kto wierzył, że powierzenie młodzieżówki akurat Brzęczkowi okaże się aż takim strzałem w dziesiątkę?

Wycisnął maksimum

Tymczasem druga co do ważności reprezentacja wykonuje obecnie 300 procent normy. W eliminacjach Euro 2027 nie tylko punktuje z żelazną regularnością, strzela mnóstwo bramek (średnio blisko cztery na mecz!), nie traci ich w ogóle, gra w sposób niezwykle efektowny, ultraofensywny, stwarza mnóstwo sytuacji bramkowych, do tego buduje piłkarzy, którzy za chwilę będą już nie pukać, a łomotać do bram reprezentacji Jana Urbana oraz silniejszych lig niż ekstraklasa.

Ktoś powie, że Brzęczkowi trafiła się genialna generacja młodych zawodników, ale nie mniejszą sztuką było do nich trafić, wyciągnąć z nich absolutne maksimum, wznieść na wyżyny, aby chcieli i potrafili (kolejność dowolna) grać taki futbol, jak we wtorek przeciwko Szwecji. - To jest efekt tego, że wszystko zafunkcjonowało tak, jak powinno. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani pod względem taktycznym, na podstawie dokładnej analizy gry zespołu Szwecji, co się potwierdziło. Wiedzieliśmy, że po stracie piłki nie są dobrze zorganizowani w defensywie, zostawiają dużo miejsca i przestrzeni. Wykorzystaliśmy to perfekcyjnie - mówił Brzęczek po wygranej 6:0 w Jonkoping.

Siła ekstraklasy

Co równie warte podkreślenia, czołowymi postaciami kadry Brzęczka są gracze z naszej ekstraklasy. Udało mu się zbudować drużynę - to słowo mantrę podkreśla zarówno szkoleniowiec, jak i zawodnicy. Zachwyca 17-letni Oskar Pietuszewski z Jagiellonii, ze Szwedami hat-trick skompletował Tomasz Pieńko z Rakowa. W środku pola rządzi Mateusz Kowalczyk z GKS-u Katowice. W meczach przeciwko Czarnogórze (2:0) oraz Szwecji szkoleniowiec wystawił tę samą jedenastkę, złożoną niemalże wyłącznie z graczy naszej ekstraklasy. Jedynym wyjątkiem był Miłosz Matysik z Arisu Limassol. Wśród pięciu zmienników również królują reprezentanci krajowych boisk, jedyny wyjątek to Jan Faberski z PEC Zwolle.

Demolka Szwecji 6:0 odbiła się szerokim echem. Ile bowiem drużyn, mając prowadzenie 3:0 do przerwy, w drugiej połowie, nawet podświadomie, nie zaczęłoby oszczędzać siły, skupiając się na kontroli spotkania? Młodzi Polacy przez długi czas tak zresztą robili, ale w końcówce postanowili wrzucić wyższy bieg i zmasakrować będącego w kryzysie rywala. "Kropkę nad i" wyjątkowo pięknym trafieniem przy współudziale poprzeczki postawił Tomasz Pieńko, dla którego był to pierwszy hat-trick w karierze. - Ma szczęście albo pecha, że mieszka w Częstochowie. Od czasu do czasu rozmawiamy, spotykamy się i analizujemy pewne rzeczy. Na dzień dzisiejszy duży plus dla niego, bo zdobył trzy bramki, ale to efekt pracy całego zespołu - mówi Brzęczek.

Lód na głowę

Możliwe, że teraz nie mniej trudnym zadaniem trenera, jak i całego sztabu, będzie utrzymanie zawodników w ryzach i niedopuszczenie do tego, aby popadli w samozachwyt. - Mam nadzieję, że lodu nad głowami zarówno u zawodników, jak i u całego sztabu nie zabraknie. Musimy być świadomi tego, co nas czeka za miesiąc. Postawiliśmy sobie cele i będziemy do nich konsekwentnie dążyć. Widzimy, jak ta drużyna funkcjonuje. To nie tylko jedenastu zawodników, ale cała kadra. Ci, którzy nie grają lub są na trybunach, też wnoszą ważną energię - kończy Brzęczek. Zaplanowane na 14 listopada w Szczecinie spotkanie z Włochami może się okazać kluczowe dla losów całych eliminacji.

Mariusz Rajek