Sport

Znowu się nie udało...

Polacy kolejny raz nie wygrali Speedway of Nations. W sobotę bezkonkurencyjni okazali się Australijczycy.

Australijczycy w radosnych nastrojach zakończyli turniej w Toruniu. Jack Holder podrzucany przez kolegów. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus

SPEEDWAY OF NATIONS

- Jak nie teraz, to kiedy? - Takie opinie najczęściej pojawiały się przed toruńskim finałem turnieju SoN, który jest uznawany za drużynowe mistrzostwa świata na żużlu, choć ekipy mogą wystawić tak naprawdę dwójkę zawodników. Świętujący szóste indywidualne mistrzostwo świata Bartosz Zmarzlik oraz mający niesamowity sezon (zwycięstwo w IMP, SEC oraz druga średnia w ekstralidze) Patryk Dudek startujący w dodatku na domowym torze, na papierze wydawali się murowanymi faworytami do końcowego triumfu.

Miłe złego początki

Polacy zaczęli zresztą z bardzo wysokiego "c", podwójnie pokonując już w pierwszym swoim starcie Brady'ego Kurtza oraz Jacka Holdera. Tyle tylko, że dla duetu z Antypodów były to jedyne stracone punkty tego dnia, a nasi żużlowcy gubili je regularnie: szans nie dał im Fredrik Lindgren, nasz duet potrafił przedzielić Robert Lambert, nawet Adam Bednar przez jedno okrążenie postraszył "Duzersa". O tym, że coś jest nie tak, dobitnie przekonaliśmy się pod koniec części zasadniczej, gdy Polacy przegrali 3:6 z duńskim duetem Leon Madsen - Michael Jepsen Jensen. Niepokojąco bezradny był w tym biegu Zmarzlik.

Ta porażka sprawiła, że aby znaleźć się w finale, musieliśmy stanąć do barażu przeznaczonego dla ekip z drugiego i trzeciego miejsca. W nim atakujący po małej Madsen doprowadził do upadku Dudka. Sędzia po wnikliwej analizie wykluczył Duńczyka, choć gdyby podjął inną decyzję - też by się ona obroniła. - Zawodnik, który decyduje się na przeprowadzenie ataku, musi mieć świadomość, aby nie skosić rywala. Nie mogło być innej decyzji - mówił o tej sytuacji szkoleniowiec żużlowej kadry Rafał Dobrucki. Przy krytykowanej i nieco kuriozalnej punktacji: 4,3,2,0 oznaczało to awans Biało-czerwonych do finału, choć MJJ w powtórce po szerokiej objechał obu naszych reprezentantów w sposób bezdyskusyjny.

Zawiedli się ci, którzy liczyli, że nasi mistrzowie sprężą się na bieg o mistrzostwo świata. Kurtz z Holderem właściwie od startu nie dali Zmarzlikowi i Dudkowi żadnych szans. Kolejny raz musieliśmy obejść się smakiem... - Robiliśmy co mogliśmy, końcówka trochę nam uciekła, jeśli chodzi o szybkość na torze. Plan na finał był prosty: wygrać start i jechać do przodu, ale nic z tego nie wyszło. Jestem troszkę poobijany, ale jest koniec sezonu, więc do marca wszystko będzie dobrze. Z torem nie działo się nic złego, choć był używany od wtorku, zawodnicy zrobili na nim wiele kółek. Zdobyłem tyle złotych medali, teraz srebro, że indywidualnie nie mogę nie być zadowolony z tego sezonu - przyznał po zawodach zdobywca 17 punktów Patryk Dudek. - Mam mieszane odczucia, bo pewnie mogło być lepiej, ale też z drugiej strony nigdy lepszego wyniku w tych zawodach nie uzyskaliśmy. Turniej zaklęty dla Polski? Chyba można tak powiedzieć - ocenił na gorąco trener żużlowej kadry Rafał Dobrucki.

Polacy nie kochają SoN

Wynik sportowy, co naturalne, wywołał niedosyt, ale trudno go też nazwać wielką klęską. O takiej można mówić w przypadku frekwencji. Drogie ceny biletów (250 zł), w połączeniu z bardzo kiepską pogodą (przez całe zawody intensywnie padało i nigdzie indziej poza posiadającą dach toruńską Motoareną te zawody w sobotę nie miałyby szans się odbyć) oraz powszechną niechęcią polskich kibiców do formuły SoN okazały się przepisem na katastrofę. Puste krzesełka dało się znaleźć na całym stadionie, a na drugim łuku wprost kłuły w oczy. Można było odnieść wrażenie, że to mało znaczący mecz ligowy, albo wręcz przedsezonowy sparing, a nie teoretycznie najważniejsza drużynowa impreza w kalendarzu. Za rok na szczęście SoN już nie będzie. Wraca uwielbiany przez Polaków Drużynowy Puchar Świata, który zostanie rozegrany na PGE Narodowym.

- Taka impreza odbędzie się pierwszy raz w życiu i już nie mogę się jej doczekać - przyznał Dudek. - Inny rodzaj zawodów, zdecydowanie wyższa ranga i chyba zgodzimy się wszyscy, że formuła SoN nie budzi takiego zainteresowania i nie spełnia swoich założeń popularyzacji żużla w nowych krajach - zakończył trener Dobrucki, nie potwierdzając jednoznacznie, że w przyszłym roku poprowadzi kadrę.

Mariusz Rajek, Toruń

Speedway of Nations w Toruniu

1. Australia 44: Kurtz 24 (0, 4, 4, 4, 4, 4, 4), J. Holder 20+5 (2, 3*, 3*, 3*, 3*, 3*, 3), Doyle ns.
2. Polska 37: Dudek 17+2 (4, 2, 3*, 2, 3*, 3, 0), Zmarzlik 20+1 (3*, 3, 4, 4, 4, 0, 2), Pi. Pawlicki ns. 
3. Dania 34: Madsen 18+2 (3*, 0, 4, 4, 3*, 4), Jepsen Jensen 16 (4, 2, 2, 2, 4, 2), Michelsen ns. 
4. Szwecja 27: Thorssell 6+2 (3*, 0, 0, 0, 0, 3*), Lindgren 21 (4, 4, 2, 3, 4, 4), Lahti ns. 
5. Wielka Brytania 24: Lambert 16+1 (2, 3, 3*, 3, 3, 2), Bewley 6 (0, 2, 4, w, -, -), Brennan 2 (2, 0) 
6. Łotwa 18: Lebiediew 14 (3, 4, 3, 2, 2, -), Kostygow 0 (-, 0, -, -, 0, 0), Kołodinski 4 (2, 0, 0, 2) 

7. Czechy 14: Milik 2 (0, -, -, 2, 0, 0), Kvech 12 (2, 4, 2, d, 2, 2), Bednar 0 (d, 0)