Sport

Ziółkowski dał do myślenia selekcjonerowi

Rozmowa z Waldemarem Prusikiem, byłym kapitanem reprezentacji Polski

Jan Ziółkowski (z prawej) zaliczył udany debiut w zespole narodowym. Fot. PAP / Art Service

Czego dowiedzieliśmy się o zespole Jana Urbana w meczu z Nową Zelandią?

- Że kiedy brakuje kilku zawodników wcześniej grających w pierwszym składzie, gra nie układa się dobrze w polskiej drużynie. Można mieć zastrzeżenia, szczególnie w pierwszej połowie, o niedopuszczalną na poziomie reprezentacyjnym liczbę niedokładnych podań. Mam na myśli zagrania na odległość 5-8 metrów. Również 3-4 kontakty z piłką, żeby podać ją do partnera, to zdecydowanie za wiele na tym poziomie. Generalne myślę, że najważniejsze jest zwycięstwo. Ono zawsze buduje zespół. Ważne też, że udało się uniknąć kontuzji. A druga połowa, na pewno lepsza od tej pierwszej, daje nieco optymizmu.

Jan Urban mówił o „luksusie meczu towarzyskiego”. Może jednak, miast szeroko testować zmienników, trzeba było zgrywać wrześniowy skład...

- Myślę, że dla Janka to był ważny i wartościowy sprawdzian. Musi mieć szansę sprawdzić tych, którzy nie grali we wrześniowych meczach eliminacyjnych i z Holandią i Finlandią. Ma dzięki temu szerszy obraz selekcji.

A wniosek z tej selekcji?

- Myślę, że należy szukać następnych piłkarzy, którzy będą mogli wchodzić do drużyny już na wiosnę. Może kogoś z kadry młodzieżowej, bo są tam nieźle zapowiadający się piłkarze...

Wygrani tego meczu kontrolnego?

- Podkreśliłbym dobrą grę Jana Ziółkowskiego, to był na pewno wyróżniający się zawodnik defensywy. Myślę, że jeżeli będzie częściej grać w drużynie klubowej, szybko może stać się podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski. Aktywny był też Michał Skóraś. Często pojawiał się przy piłce, ale z tej jego aktywności niewiele wynikało, bo szwankowało u niego ostatnie podanie.

Jeszcze ktoś?

- Szczerze? Ograniczyłbym się do tych dwóch nazwisk, jeśli chodzi o przydatność na ten moment do reprezentacji. Choć nie powinniśmy tracić z oczu Kacpra Kozłowskiego; powinien być jeszcze sprawdzany.

A w drugą stronę? Ma pan wrażenie, że być może z tego notesu Jana Urbana ktoś ubędzie po tym spotkaniu?

- Było paru piłkarzy, którzy zaprezentowali się słabo. Ale nie chciałbym być bardzo krytyczny, bo jednak to był mecz wygrany.

Wrócę jeszcze do Ziółkowskiego. Dał przed meczem z Litwą do myślenia trenerowi Urbanowi w kontekście zestawienia tej żelaznej, wydawałoby się w dwóch poprzednich meczach, trójce: Kiwior-Bednarek-Wiśniewski?

- Tak, dał do myślenia. Nie ma co się oszukiwać, że w czwartek nie zagrał dobrze Przemek Wiśniewski. Wiem, że z Holandią był zawodnikiem wyróżniającym się, ale pierwsza połowa nie była dobra w jego wykonaniu. I myślę, że nad Ziółkowskim warto się przed niedzielą zastanowić.

Nie martwi pana, że – pod nieobecność Roberta Lewandowskiego – dwaj nominalni napastnicy nie stworzyli wielkiego zagrożenia pod bramką rywali?

- Cóż, ten mecz pokazał, że choć czasami Lewandowski jest krytykowany za swoje występy, lepszego od niego na razie w reprezentacji nie ma. Wciąż jest bardzo ważnym piłkarzem tej drużyny i jeśli go brak, robi się duży problem w ofensywie. Oby nie za szybko kończył tę reprezentacyjną karierę, bo będziemy mieć problem z zawodnikiem na pozycji numer dziewięć.

No to jeszcze powróżmy z fusów: jak będzie w Kownie?

- Dobrze będzie. Po prostu mamy lepszą reprezentację. Oczywiście nie wolno oczywiście lekceważyć Litwinów, bo dużo kłopotów sprawili nie tylko Holendrom miesiąc temu, ale i Finom w czwartek. Niemniej uważam, że umiejętności piłkarskie są po stronie naszych zawodników i powinniśmy sobie poradzić. Ja wiem, że to może dziwnie brzmi, kiedy ostrzegać trzeba przed reprezentacją Litwy. Ale my jesteśmy na takim etapie, że każdego rywala trzeba traktować bardzo poważnie. Bo bez tego zdarzają się takie porażki jak ta z Mołdawią. Wierzę natomiast, że w Kownie sprawę załatwią przede wszystkim Zieliński z Lewandowskim.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski