Żeby nie było nudy
Ligowa czołówka solidarnie przegrała swoje spotkania, a każdy kolejny klub pluł sobie w brodę mocniej niż poprzedni.
Alex Douglas zastanawiający się, jakim cudem tak szybko „zarobił” dwie żółte kartki. Fot. Piotr Matusewicz/Press Focus
Takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko – ale jednak. Jako pierwsza w Mielcu przegrała Jagiellonia, ku uciesze otaczających ją w tabeli przeciwników. Rakowowi mina zrzedła w sobotnie popołudnie, kiedy na swoim terenie pokonała go GieKSa, a następnie zawsze pewna siebie Legia wróciła z niczym z Gliwic. W Poznaniu ze śmiechu wszyscy mieli już oczy zalane łzami, ryzykując poważnym bólem brzucha z ekscytacji, ale wtedy... lider ekstraklasy przegrał z najniżej notowanym rywalem, z jakim mierzyła się czołówka, ulegając na terenie beniaminka w Gdańsku. I tyle było z poznańskiej radości Lecha, będącego jedyną drużyną w weekend, która obejrzała czerwoną kartkę. Alex Douglas wyleciał z boiska już w 14 minucie.
Większe oczekiwania
– Jesteśmy Lechem Poznań i gdziekolwiek, i kiedykolwiek pojedziemy, to chcemy zgarnąć trzy punkty. A to się nie udało dzisiaj, więc musimy być rozczarowani. Fakt faktem jest taki, że czerwona kartka nie pomogła. Zawsze, jak grasz od 14 minuty w dziesiątkę, można stwierdzić, że całe spotkanie jesteś jednego mniej. Inna sprawa, że Lechia fajnie weszła w spotkanie i mieliśmy trochę kłopotów. Chociaż im dalej w las, tym ten obraz gry się zmieniał – mówił rozczarowany bramkarz „Kolejorza” Bartosz Mrozek.
Paradoksalnie jednak, choć Lech miał znakomitą szansę do odskoczenia i zyskania 6 punktów przewagi – co w ekstraklasie na tym etapie sezonu wcale nie jest oczywistością – to finalnie powinien się cieszyć, że przy swojej wpadce niczego nie stracił. Czerwona kartka jest sensownym argumentem usprawiedliwiającym, lecz będąc taką firmą, od poznańskiej ekipy można oczekiwać, że z walczącą o utrzymanie Lechią spisze się zdecydowanie lepiej.
Muszą się podnieść
Słabe wejście w nowy rok mocno irytuje kibiców Legii. Najpierw był remis z Koroną Kielce, a teraz porażka z Piastem Gliwice. „Wojskowi” na mistrzostwo Polski czekają od 2021 roku i coraz mocniej się niecierpliwią, bo wiele wskazuje na to, że i w tym sezonie nie staną na najwyższym stopniu podium. Lech, „Jaga”, Raków – cała trójka prezentuje się poważniej w walce o najważniejsze trofeum i cała trójka... zdobywała je po razie w ostatnich trzech sezonach. Warszawiacy nie mogą tego przeboleć, bo jeszcze kilka lat temu, gdy grali w Lidze Mistrzów, kreślili przed sobą scenariusze długoletniej dominacji. Wyszły jednak z tego nici i teraz stołeczni kibice przebąkują coś... o bojkocie. – Uważam, że zrobiliśmy dużo, by wygrać z Koroną i Piastem. Taki jest futbol. Wiadomo, nie będzie to dla nas łatwe, ale musimy się podnieść. Jestem pewny, że to zrobimy – zadeklarował rozżalony rezultatami piłkarz Legii Paweł Wszołek.
Rzecz niepoważna
Zatrważającą statystyką jest ta, która pokazuje, że czołowa polska czwórka w ostatnich 5 kolejkach zaliczyła w sumie tylko 6 zwycięstw! Na 20 meczów! Dodatkowo kolejna w stawce Cracovia w 5 meczach wstecz ma 4 remisy i porażkę. To nie buduje powagi ekstraklasy, choć... nie jest dla niej niczym nowym. Ligowcy muszą jednak wziąć się w garść, bo silna czołówka, to silna polska piłka. – Jestem trochę w tym kraju, zrobiłem już parę rzeczy. Jeśli chcecie mi zarzucić brak planu, to macie do tego prawo. Nie będę się przed tym bronił, bo wydaje mi się, że moja merytoryka nie ulega wątpliwości – stwierdził w swoim stylu trener Legii Goncalo Feio.
Piotr Tubacki