Zdrowie, radość, postęp...
Cieszę się, że mogłam niektórym utrzeć nosa, bo to przykre, kiedy ludzie cię skreślają po nieudanym sezonie - triumfowała Justyna Święty-Ersetic.
Mistrzynię 400 metrów, Justynę Święty-Ersetic, znów cieszy bieganie. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Ośmioro Polaków stanęło na podium niedzielnego Orlen Copernicus Cup 2025, mityngu zaliczanego do prestiżowego cyklu World Athletics Indoor Tour Gold. W pięcioboju zwyciężyła Paulina Ligarska, która nieoczekiwanie wyprzedziła Adriannę Sułek-Schubert. Drugie miejsce zajęli także tyczkarz Piotr Lisek, Patryk Sieradzki na 800 metrów i płotkarz Krzysztof Kiljan. Na podium zameldowały się Ewa Swoboda (60 m), Justyna Święty-Ersetic (400 m) i Anna Wielgosz (800 m).
Renesans mistrzyni
Cieszy zwłaszcza wynik Justyny Święty-Ersetic. Po kilku słabszych sezonach spowodowanych kontuzjami wygląda na to, że 32-letnia raciborzanka znów będzie się liczyć w Europie na dystansie 400 m. Mistrzyni Starego Kontynentu ze stadionu (2018) zanotowała trzeci wynik wśród uczestniczek w Toruniu - 51,36 sek., to już niewiele od „życiówki” pod dachem 51,04 sprzed trzech lat.
- Zbliżam się do „życiówki” coraz bardziej, chciałabym ją poprawić. Cieszę się, że mogłam niektórym utrzeć nosa, bo to jest przykre, kiedy ludzie cię skreślają po nieudanym sezonie. Nie wiem, dlaczego w Polsce jest taka mentalność: jesteś na topie, jesteśmy z tobą, a jak nie, to powbijamy ci szpilki w plecy - żaliła się nieco mistrzyni olimpijska z Tokio (2021) w sztafecie mieszanej 4x400 m i wicemistrzyni w sztafecie żeńskiej 4x400 m.
Podopieczna Aleksandra Matusińskiego zgodziła się z obserwacją, że widać po niej znowu zadowolenie z biegania. - Gdy ktoś mnie pyta o cele na ten sezon, to nie mam wielkich oczekiwań. Chcę być po prostu zdrowa, cieszyć się tym, że tutaj jestem i mogę się świetnie bawić, poprawiając się z biegu na bieg - powiedziała radna Raciborza.
Po co siedzieć z piwskiem
Nie poddaje się także 32-letni Piotr Lisek, który skoczył o tyczce 5,70 m - to najlepszy rezultat halowego mistrza Europy (2017) w tym sezonie. Wygrał po skoku na 5,80 Filipińczyk Ernest Obiena.
- Daleki jestem od zadowolenia, ale nie jest najgorzej. Cieszę się, że razem mogliśmy się tutaj bawić, bo to jest dla mnie bardzo ważne, aby dawać emocje. Czasem czysto sportowe - na międzynarodowych arenach, czasem takie jak dzisiaj - powiedział rekordzista Polski (6,02).
Jego zdaniem większość kibiców docenia pracę sportowców i wie, że „nie jest to łatwy kawałek chleba”. - Oczywiście znajdą się osoby, którym łatwo wyskakują literki spod dużego palca. To przykre, ale wraz z popularnością, bo coraz więcej osób przychodzi do hal i na stadiony, wzrasta też hejt. Dziś bawiliśmy się dobrze. Z faktu, ile osób chciało zdjęcia ze mną, z Pią Skrzyszowską, Ewą Swobodą, Konradem Bukowieckim, wnioskuję, że to była fajna niedziela, bo po co siedzieć w domu przed telewizorem z piwskiem - mówił Lisek.
Wystarczy poskładać
Tuż za podium na 60 m przez płotki była Pia Skrzyszowska, mimo uzyskania najlepszego rezultatu w sezonie 7,87. Reprezentantka Polski jest przekonana, że wciąż może się poprawić. - Forma była, jest i będzie. Wystarczy poskładać elementy techniczne. To jest mój największy problem, ale jak widać idzie to coraz lepiej - podkreśliła.
W przyszły weekend w hali w Toruniu odbędą się mistrzostwa Polski. Będzie to ostatni sprawdzian Skrzyszowskiej przed mistrzostwami Europy w holenderskim Apeldoorn (6-9 marca).
- Nie będę już startowała w mityngach. Przede mną jeszcze tylko mistrzostwa Polski w Toruniu (22-23 lutego) oraz mistrzostwa Europy i świata. Od wtorku zaczynamy pracę pod mistrzostwa kontynentu. Teraz wrócę do porządnych treningów, których ostatnio nie robiłam, bo ciągle były starty - poinformowała zawodniczka AZS AWF Warszawa.
„Życiówka” po urodzeniu…
Formy na pewno już nie znajdzie pod dachem Adrianna Sułek-Schubert, która w Toruniu wystartowała w 5-boju w tym roku po raz pierwszy i… ostatni, bo 4458 punktów nie dało jej minimum na HME, które wynosiło 4600 pkt. Halowa wicemistrzyni świata (2022) i Europy (2023) zaszokowała kolejnym nowym trenerem - w Arenie Toruń towarzyszył jej Toni Minichiello… dożywotnio zdyskwalifikowany przez brytyjską federację m.in. za nadużycia seksualne.
- Tym startem zakończyłam swój sezon halowy. Przyjechałam ze świadomością, że ciężko mi będzie walczyć o zwycięstwo. Zmieniłam trenera niecałe 20 dni temu. Jestem bardzo podekscytowana. To jest moja „życiówka" po urodzeniu dziecka (w Toruniu startowała po raz pierwszy w hali po porodzie - przyp. red.), wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Do września na mistrzostwa świata w Tokio zdążymy z formą - zapewniła kontrowersyjna lekkoatletka na antenie Polsatu Sport.
(t, PAP)