Zamknął usta niedowiarkom

Czy będzie piąty Polak w NBA? Igor Milicić wierzy w siebie i liczy, że podpisze kontrakt w najsilniejszej lidze świata!

Trener kadry może być dumny z syna. Igor Milicić junior pracuje na własne nazwisko. Fot. Facebook Kosz Kadra/Wojciech Figurski

REPREZENTACJA POLSKI

„Pressure? Not in Igor’s vocabulary” – napisano na oficjalnym profilu FIBA EuroBasket po meczu z reprezentacją Niemiec. I trudno o celniejszą diagnozę. Gdy z powodu fauli i urazów boisko kolejno opuszczali liderzy polskiej kadry, 24-letni Igor Milicić Jr nie tylko nie pękł, ale przejął dowodzenie na parkiecie. Po solidnym występie w meczu z Izraelem (13 punktów, 6 asyst, eval 22), przeciwko mistrzom świata zagrał aż 38 minut, wykręcając 18 punktów, 8 zbiórek i 3 bloki (eval 24). Zapomnijcie o narracji o „synu trenera” – na naszych oczach rodzi się nowy lider reprezentacji Polski.

Koniec krzywdzącego mitu

Milicić jeszcze do niedawna nie miał "dobrej prasy", jego odbiór u kibiców był często mocno niesprawiedliwy. Przez długi czas ciągnęła się za nim łatka „syna trenera” - zawodnika, który w reprezentacji pojawił się głównie ze względu na znane nazwisko i rodzinną hierarchię na ławce trenerskiej. Sceptycy chętnie punktowali każde jego nieudane zagranie, dopatrując się w decyzjach selekcjonera nepotyzmu, a nie chłodnej kalkulacji.

Wystarczyły jednak dwa mecze, by ten krzywdzący mit rozbić w pył. Nie tylko udowodnił, że na swoje miejsce w kadrowej hierarchii w pełni zasłużył, ale zamknął usta niedowiarkom w najlepszy możliwy sposób - grą na poziomie, do którego większość ligowych wyjadaczy nie jest w stanie nawet się zbliżyć. W starciach z Izraelem i Niemcami pokazał dojrzałość, spokój i koszykarskie IQ, które idealnie tłumaczą, dlaczego tak wysoko cenią go skauci po obu stronach Oceanu. To już nie jest obiecujący młokos podnoszący umiejętności pod okiem ojca. To pełnoprawny, nowoczesny skrzydłowy, który po parkiecie porusza się z pewnością siebie godną lidera zespołu.

Ewolucję 24-latka dostrzegają nie tylko eksperci FIBA, ale i legendarne postacie polskiej koszykówki. Marcin Gortat w pomeczowym studiu nie szczędził mu komplementów: - Widziałem dzisiaj fenomenalnego chłopaka. Ma świetne warunki, doskonale wygląda fizycznie, ma rzut, penetrację i jest fundamentalnie bardzo dobrze wyszkolony. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że Igor powinien wskoczyć jako trzeci lider tej reprezentacji i zacząć ją ciągnąć, bo to po prostu kawał gracza – oceniał na gorąco w podcaście PostPrime po meczu z Niemcami.

Niemiecki szlif w OrangeAcademy

Urodzony w Puli w 2002 roku zawodnik koszykarskie geny ma w DNA, ale jego sportowa tożsamość kształtowała się na styku kilku zupełnie różnych kultur i szkół koszykówki. Pierwsze kroki stawiał w Polsce, w młodzieżowych zespołach w Sopocie. Prawdziwy przełom w jego rozwoju nastąpił jednak w 2017 roku. To wtedy ojciec, Igor Milicić senior, zdecydował o wysłaniu 15-latka do Niemiec. Igor Jr trafił do słynnej OrangeAcademy w Ulm – jednego z najlepszych i najbardziej rygorystycznych ośrodków szkolenia młodzieży w Europie. To tam, pod okiem wybitnych fachowców, przeszedł kompleksową transformację. Z utalentowanego chłopca stał się koszykarzem o uniwersalnym profilu: nauczył się twardej obrony, czytania gry i nowoczesnego grania na pozycjach obwodowo-skrzydłowych.

Amerykański dyplom

Potem wyjechał za ocean. Trafił do uniwersyteckiej ligi NCAA, gdzie zaliczył niezwykle wartościową i wymagającą ścieżkę przez trzy uczelnie: Charlotte, Virginia oraz prestiżowy University of Tennessee. Gra w barwach Tennessee Volunteers w potężnej konferencji SEC oznaczała zderzenie z fizycznością i atletyzmem na poziomie bliskim zawodowemu. Milicić Jr nie tylko udźwignął te wymagania sportowo, rywalizując na co dzień przed 20-tysięczną widownią, ale zrealizował także nadrzędny plan rodziny – zdobył dyplom wyższej uczelni, kompletując pełną edukację akademicką.

- Bez względu na to, że jestem trenerem i wierzę w talent moich dzieci oraz wiem jak ciężko pracowały, to dla mnie i tak najważniejsza pozostaje ich edukacja. Ponieważ zapewni im życie także po koszykówce, która może trwać 15 lat, ale równie dobrze tylko trzy lata. Igor skończył University of Tennessee i gdyby jutro powiedział, że kończy z koszykówką, za miesiąc może dostać kontrakt w korporacji, która czeka na absolwentów takiej uczelni. Może otrzymać pracę, która zabezpieczy go na kolejne 50 lat. Dla mnie jako ojca to wielka rzecz. Ten etap koszykarski jest stosunkowo ograniczony czasowo, a biorąc pod uwagę, że nawet w Europie koszykarska edukacja nie wygląda już tak jak kiedyś, priorytetem staje się dla mnie wykształcenie - tak selekcjoner naszej kadry tłumaczył w rozmowie z chorwackim dziennikiem "Večernji list".

Pech w Chicago

Fatalna kontuzja kolana w maju 2025 roku odniesiona podczas oficjalnego campu zaplecza NBA w Chicago odebrała mu niemal pewne miejsce w drafcie. Marzenia o elicie zostały odłożone w czasie, ale nie skreślone. Podpisał kontrakt w lidze G-League z Delaware Blue Coats (filią Philadelphia 76ers), gdzie jesienią 2025 roku zadebiutował w pełni profesjonalnym amerykańskim baskecie, rzucając 10 punktów w swoim pierwszym meczu. Kolejnym krokiem (lato 2026) była zacięta walka w Lidze Letniej NBA w barwach San Antonio Spurs.

W notesach skautów

Podczas zgrupowania w Krakowie, a potem w meczu z Niemcami miałem okazję przyglądać się treningowi i grze młodego Milicicia. Wypowiedzi Igora Jr. po meczu w Sopocie najlepiej pokazują jego amerykański mental. 24-latek nie ukrywa, że jego cel pozostaje niezmienny - wywalczenie umowy w najlepszej lidze świata. Jego udane występy w barwach narodowych znowu wzbudziły spore zamieszanie wśród amerykańskich skautów, a w grze pozostaje kilka klubów. - Będę walczył o NBA tak długo, aż mi się uda. Będę stawiał na siebie do końca. Po ostatnich meczach w reprezentacji jest kilka klubów, które biją się o mnie za Oceanem. Idealny byłby kontrakt two-way, dający realną szansę na grę w NBA i przestrzeń do rozwoju w G-League - podkreślał Igor Milicić Jr.

Czy ten scenariusz się spełni, przekonamy się pewnie w najbliższych tygodniach. Jedno jest pewne: reprezentacja Polski zyskała klasowego lidera na lata, a nazwisko Milicić w polskiej koszykówce właśnie zyskało zupełnie nowy, własny wymiar.

Piotr Płatek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się