Zaczęło się źle
Czegoś nam zabrakło – mówił wyraźnie smutny po remisie w Siedlcach trener Dawid Szulczek.
Pod nieobecność Patryka Sikory i Macieja Sadloka kapitanem Ruchu w Siedlcach był Szymon Szymański (przy piłce). Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus
Wchodząc na salę bankietową jako ostatni z gości, Ruch potknął się o własne nogi i wyrżnął twarzą prosto w parkiet. Niczego sobie nie połamał, bo obok glebę zaliczyło też kilku innych zaproszonych, ale nie jest to żadnym usprawiedliwieniem dla tak słabego wejścia. Kibice „Niebieskich” byli mocno rozczarowani postawą zespołu, szczególnie po optymistycznej jesieni i solidnym okresie przygotowawczym. Do tego w następnych tygodniach łatwiej na pewno nie będzie i poprawa jest w tej chwili koniecznością najwyższej wagi.
Mieli tego świadomość
– Było to dla nas trudne spotkanie, które źle się zaczęło – analizował trener Dawid Szulczek, który – remisując w Siedlcach 1:1 – zaliczył pierwszy podział punktów w roli szkoleniowca Ruchu. – Pogoń postawiła trudne warunki. Wiedzieliśmy, że ta drużyna będzie grała zdecydowanie lepiej wiosną. Po pierwsze doszło trochę doświadczenia, jeśli chodzi o linię obrony. Po drugie organizacja gry w sparingach pokazywała, że będzie przed nami ciężkie zadanie. Myślę, że ten wynik jest sprawiedliwy – przyznał trener urodzony w Świętochłowicach, a zamieszkały w Siemianowicach Śląskich.
Faktycznie, w Chorzowie panowała pełna świadomość tego, co może zaprezentować beniaminek. Było to zapowiadane przez sztab także w oficjalnych wypowiedziach przed meczem, ale... co z tego? Dlaczego w takim razie Ruch był taki nijaki? Fakt faktem, że wspomniane doświadczenie w obronie zrobiło siedlczanom „robotę”. Zimą klub wypożyczył z Radomiaka blisko 35-letniego Damiana Jakubika, a z bezrobocia wziął 31-letniego Marcina Flisa (wcześniej ŁKS i Mielec). Obaj z Ruchem zagrali znakomicie. Ten drugi zresztą już w 8 minucie zdobył debiutancką bramkę, wyrównując swój „rekord strzelecki” z wcześniejszych kilku sezonów w I lidze. Pozytywne impulsy dał także wypożyczony z Górnika Zabrze Nikodem Zielonka. – Nowi zawodnicy nieźle się zaprezentowali – pochwalił trener Adam Nocoń.
Angielskie sędziowanie
– Pogoń miała kilka groźnych kontr, my też mieliśmy sytuacje, ale myślę, że rywal zapracował na to, jak się ten mecz zakończył – docenił Szulczek, którego zespół oddał jedno uderzenie więcej od Pogoni. Jednakże to siedlczanie mieli więcej uderzeń celnych i to Martin Turk musiał popisać się dwiema paradami – na początku meczu przy „setce” Karola Podlińskiego (po błędzie Andreja Lukicia) oraz w drugiej połowie, gdy po zagraniu Cezarego Demianiuka omal nie pokonał go... Lukić. – Jeszcze nam czegoś zabrakło. Musimy stwarzać więcej sytuacji, podkręcać tempo. Można spojrzeć przez pryzmat cech wolicjonalnych i tego, że przegrywaliśmy 0:1, że było naprawdę trudno. Sędzia wysoko powiesił poprzeczkę, jeśli chodzi o „angielską piłkę”. Z mojej perspektywy, z boiska, uważam, że było intensywnie i kości trzeszczały, ale staraliśmy się też tym odgryzać. Co do piłkarskich walorów, to między polami karnymi pewnie trochę lepiej operowaliśmy piłką, natomiast w „szesnastce” tej przewagi nie było widać – ocenił trener Szulczek, choć wydaje się, że w kwestii operowania w środku pola lepiej zaprezentował się beniaminek. Nie bez powodu 23-letniego Miłosza Drąga, który zanotował asystę, uznaliśmy za piłkarza meczu, rozważając też wyróżnienie grającego obok, choć nieco „niżej”, 27-letniego Eryka Dzięcioła.
Gips i szpital
Co do twardej gry, to faktycznie było charakternie, choć przekonali się o tym nie chorzowianie, lecz siedlczanie i... sędzia Bartosz Frankowski. – Bierzemy punkcik z bardzo dobrym zespołem, ale nawet gdy gramy z Ruchem, musimy myśleć o zwycięstwie. Wiadomo, ile mamy punktów. Było bardzo intensywnie i twardo. Jakub Sinior trafi chyba do gipsu (pechowiec po wejściu z ławki pograł tylko kilka minut – przyp. red.), a bramkarz Jakub Lemanowicz po meczu pojechał do szpitala założyć szwy. Było ostro i po męsku – mówił trener Nocoń. Natomiast sędzia Frankowski w końcówce... także doznał kontuzji, ale po udzieleniu pomocy wrócił na murawę i dokończył mecz.
Piotr Tubacki