Sport

Zabrakło tylko gola

GKS Katowice godnie rywalizował z mistrzem Polski, ale przegrał, pozostając w strefie spadkowej.

Bryan Fiabema (z prawej) zdobył drugiego gola, odkąd dołączył do Lecha Poznań. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz

Do Katowic w niedzielny wieczór zawitał mistrz Polski, świeżo po zwycięstwie z Rapidem Wiedeń w Lidze Konferencji. Było oczywiste, że dla GKS-u Katowice będzie to niewiarygodnie wymagający rywal. Gospodarze co prawda byli w stanie we wcześniejszej kolejce wywieźć remis z Płocka, ale musieli udowodnić przed własną publicznością, że nie było to dzieło przypadku. 

To mu służy

Na początku rywalizacji podopieczni Rafała Góraka rzeczywiście prezentowali się nieźle. Co prawda stworzyli tylko jedną bardzo groźną sytuację, gdy strzał Mateusza Kowalczyka obronił Bartosz Mrozek, a następnie golkiper Lecha świetnie spisał się także przy dobitce Ilji Szkurina. Mimo tego widać było, że katowiczanie mają pomysł na mecz i swój plan chcą realizować.

Pierwsza połowa została przedłużona aż o 12 minut z powodu zadymienia z odpalonych rac unoszącego się nad murawą. Trudno stwierdzić, czy to miało wpływ na wydarzenia boiskowe, ale fakty są takie, że GieKSa straciła gola jeszcze przed rozpoczęciem doliczonego czasu. W 45 minucie na listę strzelców wpisał się Bryan Fiabema. Norweg otrzymał podanie przed pole karne od Filipa Jagiełły, po czym oddał strzał, którego Rafał Strączek nie był w stanie odbić. Była to druga bramka 22-latka, odkąd podpisał kontrakt z Lechem Poznań w lipcu 2024 roku. Wcześniej trafił do siatki w tym sezonie, w meczu z Widzewem Łódź. Trener Niels Frederiksen wystawił go wtedy - po raz pierwszy w bieżących rozgrywkach - w pierwszym składzie, podobnie jak w rywalizacji przy Nowej Bukowej. Widocznie służy mu gra od pierwszej minuty.

Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się znacząco. GKS znów grał solidnie, ale brakowało mu gola, co zresztą jest scenariuszem, który powtarza się nie po raz pierwszy w tym sezonie. Katowiczanie długo starali się o to, żeby doprowadzić do wyrównania, ale Mrozek (w sezonie 2019/20 był wypożyczony do GKS-u z Lecha) pozostawał niepokonany. Aktywny w jego polu karnym był Borja Galan, który najpierw strzałem głową trafił w poprzeczkę. Następnie oddał bardzo groźny strzał, zmuszając golkipera do wymagającej interwencji. Wisienką na torcie była akcja z 80 minuty, gdy po dośrodkowaniu Marcela Wędrychowskiego Hiszpan oddał strzał głową. Tym razem Mrozka na linii bramkowej wyręczył obrońca, ale Galan miał jeszcze szansę dobić piłkę do bramki i… z kilku metrów strzelił wysoko ponad poprzeczką.

Mecz zakończył się więc wynikiem 0:1, ale Kolejorz miał jeszcze w doliczonym czasie stuprocentową szansę na gola. Rezerwowy Taofeek Ismaheel popędził skrzydłem, zszedł do środka i oddał strzał, który obronił Strączek. Piłka trafiła pod nogi Yannicka Agnero, który wręcz musiał trafić do siatki, ale zamiast błyskawicznie uderzyć, poczekał na to, aż w bramce ustawi się defensywa z Katowic. Gdy w końcu postanowił kopnąć futbolówkę, trafił w głowę Arkadiusza Jędrycha.

Kacper Janoszka

GŁOS TRENERÓW

Niels FREDERIKSEN: - Jesteśmy szczęśliwi ze zwycięstwa. Zawsze miło jest rozpocząć przerwę reprezentacyjną ze zdobytymi trzema punktami. Nie zagraliśmy jednak idealnego meczu. Nie było to przekonujące zwycięstwo. Mierzyliśmy się z dobrym przeciwnikiem, który dobrze wyglądał w pressingu, co sprawiło nam problemy. Nie miałem poczucia, że kontrolujemy spotkanie. W ostatnich minutach GKS ryzykował, dzięki czemu mieliśmy kilka okazji, ale zabrakło nam skuteczności. Podsumowując, było to wyrównane starcie.

Rafał GÓRAK: - Trudno pogodzić się z porażką po takim spotkaniu z mistrzem Polski. Przez większość meczu mieliśmy kontrolę. Mieliśmy pomysł i pressingiem sprawialiśmy, że rywal popełniał błędy. Stworzyliśmy tyle okazji, że powinniśmy zdobyć gola. Trzeba oddać zawodnikom, że zagrali dobre zawody i czuję zadowolenie z tego, w jaki sposób zagraliśmy. Trzeba przyjąć porażkę i konsekwentnie pracować z zespołem. Jesteśmy na dużym deficycie, jeśli popatrzymy na to, jak gramy i ile mamy punktów. Nie jesteśmy jednak bezradni. Mamy wyznaczony kierunek.

 

OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐

◼ GKS Katowice – Lech Poznań 0:1 (0:1)

0:1 – Fiabema, 45 min (asysta Jagiełło)

GKS: Strączek 5 – Czerwiński 4 (90+2. Rogala niesklas.), Jędrych 5, Klemenz 5 – Wasielewski 5, Bosch 6, Kowalczyk 5 (59. Milewski 5), Galan 4 (90+2. Błąd niesklas.) – Markovic 5 (67. Wędrychowski 4), Szkurin 4 (67. Rosołek 4), Nowak 5. Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Szczuka, Gruszkowski, Kuusk, Łukasiak.

LECH: Mrozek 7 – Gumny 5 (67. Pereira 4), Skrzypczak 7, Milić 6, Moutinho 6 (67. Gurgul 4) – Fiabema 7 (67. Ismaheel 6), Ouma 6, Jagiełło 5 (67. Agnero 4), Kozubal 5, Bengtsson 4 (84. Lisman niesklas.) – Ishak 5. Trener Niels FREDERIKSEN. Rezerwowi: Pruchniewski, Douglas, Mońka, P. Rodriguez, Thordarson.

Sędziował Karol Arys (Szczecin) – 5. Asystenci: Marek Arys, Marcin Janawa (obaj Szczecin). Czas gry 107 min (57+50). Widzów 12971. Żółte kartki: Galan (74. faul) – Kozubal (50. faul), Moutinho (59. faul), Ishak (90+2. faul).

 

MÓWIĄ LICZBY
GKS  LECH
43  posiadanie piłki 57
5  strzały celne 3
9  strzały niecelne 8
6  rzuty rożne  2
15  faule  17
4  spalone 0
1  żółte kartki 3