Sport

Zabrakło szacunku

Piłkarze GKS-u Tychy zagrali w wolnym tempie, strzelili dużo bramek i odnieśli niewielką korzyść.

Styczniowy trening piłkarzy GKS-u Tychy. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Dwudniowe zgrupowanie w Busku-Zdroju tyszanie mieli zakończyć grą z Radomiakiem. Przeciwnik z ekstraklasy zostawił jednak podopiecznych Artura Skowronka na lodzie w przeddzień umówionego sparingu, odwołując spotkanie.

- Niepoważna sytuacja – stwierdził w mediach klubowych trener tyszan. - Mówiąc szczerze, ja się z czymś takim nie spotkałem. W moim odczuciu zabrakło szacunku do naszego klubu i do naszej drużyny. Oczywiście różne rzeczy w piłce się wydarzają i czasami jest splot wydarzeń, gdzie trzeba rzeczywiście odwołać sparing, ale z tego co wiemy to niekoniecznie tak było w tej sytuacji.

9 goli

Jako wyjście awaryjne sztab szkoleniowy tyskiej drużyny znalazł dwóch rywali z niższych klas, czyli III-ligowego słabeusza Unię Tarnów i „solidnego” IV-ligowca Igloopol Dębica. Z tymi amatorskimi drużynami profesjonaliści z trójkolorowym trójkątem na piersiach, podzieleni na dwa składy, mogli zagrać po 90 minut. Efekt? Zaaplikowali przeciwnikom w sumie 9 goli – 4 razy trafiając do siatki tarnowian oraz 5-krotnie pokonując bramkarza zespołu z Dębicy i zachowali czyste konto strat.

Nawyk zwyciężania

- Wiadomo, że dobry wynik jest zawsze potrzebny – dodał szkoleniowiec GKS-u Tychy. - Chcemy budować taki nawyk zwyciężania i oczywiście to jest kluczowe, ale myśląc o zamknięciu drugiego tygodnia przygotowań do restartu sezonu to naprawdę możemy być zadowoleni. Intensywność była bardzo dobra. Nieplanowane 90 minut zniesiono na bardzo dobrej intensywności do końca. I cieszę się z płynności naszej gry wtedy kiedy mamy piłkę, bo mogliśmy kilka goli strzelić więcej. Ale to jak zespół pracuje już w nawykach, wtedy kiedy nie mamy piłki to jest naprawdę bardzo mocno budujące.

Na stojąco

Gdy ktoś nie obserwował spotkań na bocznym boisku stadionu w Busku-Zdroju to po takiej wypowiedzi może pomyśleć, że tyszanie wznieśli się na wyżyny. W rzeczywistości jednak, tydzień po poniesionej w kompromitującym stylu porażce z II-ligową Polonią Bytom, zespół GKS-u Tychy wcale nie zaimponował. Przez spore fragmenty meczu rozgrywał piłkę na stojąco, na swojej połowie, bo rywale rzadko podchodzili do wysokiego pressingu. Na przykład Marcel Łubik, nieatakowany, wychodził wyprowadzając akcję aż w okolice koła środkowego. Ponadto sporo piłek adresowanych było do tyłu. Owszem, gdy tylko trójkolorowi przyspieszyli to bez trudu mijali rywali – przypomnijmy z III i IV ligi.

To idzie w dobrą stronę

- Założyliśmy sobie na te dwa tygodnie sporo konceptów ofensywnych i nawet zrobiliśmy ponad program coś, bo bardzo szybko ekipa łapała pewne rzeczy i to jej pomaga kreować więcej sytuacji – zapewnił opiekun trójkolorowych. - Do tego dążyliśmy w dwóch ostatnich tygodniach i z tego się cieszę, że mogliśmy w tym jednym, czy drugim sparingu zobaczyć nie schematy, ale nasze zasady gry. Piłkarze rozumieją się coraz lepiej i dzięki temu napędzamy grę w trzeciej tercji ataku, gdzie mieliśmy problem na początku sezonu. Z biegiem kolejek było to lepsze, ale z finalizacją był problem. To naprawiamy i to idzie w dobrą stronę. Myślę, że te treningi formacyjne i rozmowy z piłkarzami przeradzają się na efekt końcowy.

Jerzy Dusik