Zabójcze 12 sekund!
Mecz w „Satelicie" był niezwykle emocjonujący, z punktami na katowiczan.
Patryk Krężołek (na pierwszym planie) i jego koledzy dzielnie walczyli, ale nie wystarczyło. Fot. PAP/Michał Meissner
Działacze GieKSy przed zamknięciem okna transferowego pozyskali jeszcze jednego defensora. W meczu z Zagłębiem debiutował 28-letni Fin Jimi Jalonen (181 cm, 88 kg), mający w CV występy w młodzieżowej reprezentacji oraz w rodzimej Liidze (najwyższe stopień rozgrywkowy), a także w Rumunii (Erste Lidze) i ostatnio w Jokericie (Mestis, drugi stopień rozgrywkowy). Jalonen wskoczył do składu, ale ciągle brakuje trzech napastników: Bartosza Fraszki, Mateusza Michalskiego i Igora Smala. W tej sytuacji otworzyła się szansa przed bliźniakami, Jakubem i Jonaszem Hofmanami. Do składu Zagłębia powrócił Marek Charvat, który kilka dni temu został ojcem, a 30. urodziny spędził na lodzie. Brakowało Patrika Spesznego i między słupkami ponownie stanął Mikołaj Szczepkowski. Z tego wynika, że uraz czeskiego golkipera jest poważniejszy.
Goście przyjechali do
Na początku 22 min szarżującego Jeana Dupuy faulował Matthew Sozanski i sędziowie podyktowali rzut karny, jednak Ben Sokay nie zdołał zmylić Szczepkowskiego. Przewaga była po stronie GieKSy, a gola zdobyli goście. Mirko Djumić sprytnie zachował się pod bramką Kielera i skierował krążek pod poprzeczkę. Dwa gole to niezły kapitał, ale gospodarze zdołali to zniwelować. W roli głównej wystąpił Pontus Englund, który najpierw wykorzystał szybką kombinację skrzydłowych Brandona Magee oraz Wronki i osamotniony przed bramką nie miał problemu z umieszczeniem krążka w siatce. Potem, podczas liczebnej przewagi, popisał się silnym i precyzyjnym strzałem spod niebieskiej linii.
Remis nie zadowalał żadnej z drużyn, jednak nikt nie przypuszczał, że w ciągu 12 sekund ta potyczka się rozstrzygnie. Najpierw Dante Salituro zbił krążek przed nosem sosnowieckiego golkipera, a chwilę potem Magee sprytnie posłał kauczuk między parkanami. Dupuy podwyższył na 5:2, ale goście zdobyli dwa gole i rozpoczęły niesłychane emocje. Gdy Englund w 58:05 min poszedł na ławę kar, Szczepkowski zjechał z lodu. Gdy Pasiut kierował krążek do pustej bramki, został sfaulowany. Zgodnie z przepisami gol został uznany.
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Katowice – EC Będzin Zagłębie Sosnowiec 6:4 (0:1, 2:1, 4:2)0:1 – Krężołek – Tyczyński – Saur (4:03), 0:2 – Djumić – Krężołek (24:23), 1:2 – Englund – Wronka – Magee (29:59), 2:2 – Englund – Wronka – Pasiut (32:42 w przewadze). 3:2 – Salituro – Maciaś – Jonasz Hofman (42:43), 4:2 – Magee (42:55), 5:2 – Dupuy – Wronka – Pasiut (48:32, w przewadze), 5:3 – Viikila – Korenczuk – Charvat (49:07), 5:4 – Charvat – Tyczyński – Krężolek (54:29), 6:4 – Pasiut (59:40).
Sędziowali: Wojciech Czech i Mateusz Krzywda – Łukasz Sośnierz i Maciej Waluszek. Widzów 1435.
GKS: Kieler; Runesson – Englund (2), Verveda – Norberg (2), Koponen – Varttinen (2), Maciaś – Jalonen; Magee (2) – Pasiut – Wronka, Mroczkowski – Sokay – Dupuy, Kallionkielli – Andreson – Bepierszcz, Jakub Hofman – Salituro – Jonasz Hofman. Trener Jacek PŁACHTA.
ZAGŁĘBIE: Szczepkowski; Charvat (2) – Kotlorz, Sozanski – Naróg, Saur – Krawczyk, Andrejkiw; Djumić – Tyczyński – Krężołek (2), Korenczuk – Viikila (2) – Sirkia (2), Szturc – Sawicki – Shin, Bernacki – Bucenko – Sołtys. Trener Matias LEHTONEN.
Kary: GKS - 8 min, Zagłębie - 8 min
8 SEKUND było do końca kary Sirki, gdy Dupuy podwyższył na 5:2.
37 SEKUND odsiedział Jesperi Viikila, gdy Englund doprowadził do remisu.