Zabójcza moc serwisu
W hitowym starciu jastrzębianie pokonali kędzierzynian. O ich sukcesie przesądziła siła zagrywki.
Juan Ignacio Finoli, nieoczekiwany bohater starcia z ZAKSĄ. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Do walki z mistrzem Polski ZAKSA przystępowała podbudowana serią siedmiu kolejnych ligowych zwycięstw. I nie przeszkodziły jej problemy zdrowotne. W Jastrzębiu-Zdroju trener Andrea Giani też miał mocno ograniczone pole manewru. Miał do dyspozycji tylko dziesięciu zawodników. Z powodu problemów zdrowotnych nie mogli grać: Igor Grobelny, David Smith, Maciej Nowowsiak i Daniel Chitigoi. Był za to Karol Urbanowicz. Środkowy wrócił po długim leczeniu i potrzebuje jeszcze czasu, by dojść do wysokiej formy. – Mamy problemy, ale też mamy zawodników, którzy potrafią sobie radzić w trudnych sytuacjach. Przyjechaliśmy walczyć o jak najlepszy wynik – zapewniał Andrea Giani.
Gospodarze też nie wystąpili w najsilniejszym zestawieniu. Z powodów osobistych (śmierć ojca) do Argentyny wrócił Luciano Vicentin, z kolei Benjamin Toniutti leczy uraz. Tego drugiego z powodzeniem zastąpił Juan Ignacio Finoli. Argentyńczyk do tej pory grał niewiele, a nawet jak wchodził na parkiet nie zawsze spełniał nadzieje. Przeciwko ZAKSIE pokazał pełnię swoich umiejętności. A ma je ogromne. Przede wszystkim rozgrywał nieszablonowo i dokładnie. Oszukując blok rywali, kreował kolegom znakomite sytuacje do ataku. Wykorzystywał i środkowych, i skrzydłowych. Chętnie wystawiał też na drugą linię, do Timothee Carle'a i Tomasza Fornala.
Mimo problemów goście długo dotrzymywali kroku mistrzom Polski. Wprawdzie zaczęło się od prowadzenia miejscowych 8:5, ale potem role się odwróciły. Kędzierzynianie nie tylko odrobili straty, ale wygrywali nawet 14:12. Gdy jednak set zbliżał się do końca, przewaga gospodarzy rosła. Potężne serwisy Carle'a oraz Tomasza Fornala zrobiły różnicę. Gracze ZAKSY – zwłaszcza Jakub Szymański – mieli problemy z utrzymaniem piłki w grze. Nawet gdy ją podbili, rozgrywający Marcin Janusz zmuszony był do gry na skrzydła, a tam na kędzierzynian czekał już blok, z Norbertem Huberem, specjalistą od tego elementu, na czele.
W drugim secie sytuacja się powtórzyła. Do stanu 21:21 było równo. Żadna z drużyn nie była w stanie wywalczyć większej przewagi niż dwa „oczka”. Potem nastąpił zryw gospodarzy. Tym razem w roli głównej wystąpił Fornal. Było 23:22 gdy poszedł na zagrywkę i dwoma asami zakończył seta.
Trzecia partia okazała się ostatnią. Goście jeszcze próbowali podjąć walkę. Niewiele mogli jednak wskórać, bo rozpędzeni jastrzębianie grali jak z nut, popisując się efektownymi akacjami. Gdy zrobiło się 16:11 przyjezdni spasowali.
JASTRZĘBIE: Finoli, Fornal (15), Huber (8), Kaczmarek (9), Carle (14), Brehme (9), Popiwczak (libero). Trener Marcelo MENDEZ.
KĘDZIERZYN-KOŹLE: Janusz, Szymański (9), Takvam (5), Kurek (14), Szymura (12), Poręba (3), Shoji (libero) oraz Kubicki, Rećko, Urbanowicz. Trener Andrea GIANI.
Sędziowali: Mariusz Gadzina (Strzyżów), Grzegorz Janusz (Jasło). Widzów 3112.
Przebieg meczu
I: 10:9, 14:15, 20:18, 25:21.
II: 10:9, 15:14, 20:18, 25:22.
III: 10:9, 15:11, 20:15, 25:19.
Bohater – Juan Ignacio FINOLI.
(mic)