Sport

Zabija futbol?

Zanosi się na kolejną rewolucję w piłkarskim światku. Tym razem chodzi o system Video Assistant Referee, czyli popularny VAR.

Decyzję należy podjąć natychmiast. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

Wprowadzone kilka lat temu rozwiązanie szybko zyskało popularność na całym świecie i wydawało się wtedy, że nic lepszego futbolu nie mogło spotkać. I faktycznie - VAR rozwiązał wiele problemów z poważnymi błędami sędziowskimi w tle. Jednocześnie jednak pojawiły się kontrowersje, że system zabija piękno futbolu, a brak publicznego tłumaczenia decyzji wywołuje negatywne emocje na trybunach i przed telewizorami.

Pilotażowy program Bundesligi

Będąca w awangardzie przemian Niemiecka Liga Piłkarska (DFL) poinformowała, że począwszy od najbliższej soboty uruchamia projekt pilotażowy, w ramach którego sędziowie mają ogłaszać decyzje VAR widzom, korzystając z nagłośnienia na stadionie. Do udziału w projekcie zgłosiło się dziewięć klubów, w tym broniący tytułu mistrzowskiego Bayer Leverkusen oraz obecny lider rozgrywek Bayern Monachium. W najbliższy weekend sędziowie będą mieli możliwość wyjaśnienia publiczności spornych sytuacji rozstrzyganych przez arbitra VAR podczas pięciu spotkań ligowych, których gospodarzami będą: drugoligowa Fortuna Duesseldorf oraz Bayern Monachium, FC Sankt Pauli, Bayer Leverkusen i Eintracht Frankfurt. Max Eberl (członek komisji DFL) podkreśla, że celem projektu jest zwiększenie przejrzystości decyzji sędziowskich. - Chcemy, aby widzowie na stadionach mieli większy wgląd w proces podejmowania decyzji przez sędziów. To krok w kierunku większej transparentności – powiedział, dodając, że testy potrwają do końca sezonu, a ich wyniki będą analizowane.

DFL planuje przeprowadzić ankiety wśród widzów, aby ocenić skuteczność nowego systemu. W przyszłości możliwe jest dalsze rozwijanie projektu, w tym wprowadzenie wizualizacji na ekranach stadionowych. Podobny eksperyment zastosowano na początku stycznia podczas półfinałów Pucharu Ligi Angielskiej, czyli w tym samym kraju, gdzie jeszcze na początku ubiegłego roku zastanawiano się, czy nie zrezygnować zupełnie z wideoweryfikacji. Wniosek o wycofanie systemu z rozgrywek ligowych złożyło Wolverhampton, przeprowadzono głosowanie w tej sprawie, ale już w czerwcu większością głosów zdecydowano o pozostawieniu systemu, który został wprowadzony do Premier League przed sezonem 2019/2020.

Norwegowie mają dość

Tymczasem dość VAR-u mają Norwegowie i wkrótce zamierzają dołączyć do swoich skandynawskich sąsiadów, Szwedów, którzy nie korzystają z dobrodziejstw wideoweryfikacji. Norsk Toppfotball (NTF) - organizacja zrzeszająca 32 kluby norweskiej Eliteserien oraz pierwszej ligi - zorganizowała głosowanie dotyczące przyszłości systemu VAR. Jak podał podał portal vg.no" - w głosowaniu 19 klubów było za usunięciem VAR-u, 13 klubów za pozostawieniem, co oznacza, że VAR powinien zniknąć z norweskiego futbolu - Technologia ma potencjał, ale dzięki dyskusjom oraz głosowaniu widzimy, że większość naszych klubów uważa, że obecnie VAR nie działa wystarczająco dobrze - powiedział szef NTF Cato Haug.

Ta rekomendacja nie oznacza, że VAR w Norwegii natychmiast zniknie z rozgrywek ligowych - nowy sezon ligi norweskiej rozpocznie się pod koniec marca i potrwa do końca listopada. Teraz decyzja klubów zostanie przekazana do norweskiej federacji, ta przedstawi swoje stanowisko, a na początku marca odbędzie się głosowanie, w którym prawo głosu będzie miał każdy norweski klub. To ono zdecyduje o przyszłości VAR-u w tym kraju. Choć wielu norweskich kibiców jest przeciwko systemowi VAR, to poparcie dla niego jest jednak ogromne w zarządach różnych klubów oraz na szczycie norweskiej federacji. Takie informacje przekazał portal vg.no", przypominając, że norwescy sędziowie korzystają z tego systemu od 2023 roku.

Podolski i Ceferin na nie

W Polsce system VAR też ma swoich krytyków, którzy uważają, że przynosi więcej szkód niż pożytku. Do grona zapiekłych oponentów VAR-u należy najbardziej rozpoznawalny na świecie piłkarz ze wszystkich biegających po boiskach rodzimej ekstraklasy, którego głos mocno niesie się nie tylko nad Wisłą. Lukas Podolski już trzy lata temu stwierdził, że VAR zabija futbol. Od tego czasu jego słowa nabierają mocy. - Siedzą w tych „piwnicach”, czy to w Polsce, Turcji, Anglii, czy we Włoszech, a na końcu, w niektórych przypadkach, sami sędziowie chyba nie są pewni swych werdyktów – podnosił w kilku wywiadach temat VAR-u, nie ukrywając, że jest przeciwnikiem wideoweryfikacji, która jego zdaniem robi więcej złego niż dobrego. - Cieszę się, że pamiętam jeszcze piłkę bez VAR-u i było lepiej. Teraz piłkarz boi się nawet wślizg zrobić, bo wie, że zaraz to będzie analizowane. Przy strzale rywala obrońca odruchowo i panicznie chowa ręce za siebie, bo boi się karnego. Komedia! Rozumiem sprawdzanie najważniejszych sytuacji: gol, czerwona kartka. Ale to się zaczyna wszystko rozdrabniać. Każdy faul, każda niepewność może iść pod lupę VAR-u. Sorry, to nie mój świat. A dyskusji piłkarzy z sędziami jest przy tym dużo więcej niż było przed epoką VAR – podsumowuje piłkarz Górnika.

O dziwo, w podobnym tonie skrytykował technologię VAR prezydent UEFA Aleksander Ceferin, twierdząc, że zmieniła ona charakter meczów piłkarskich. - Futbol potrzebuje niepewności - Słoweniec zapewnił, że nie jest przeciwnikiem systemu, tylko jego zdaniem decyzje podejmowane są za długo. - Trzeba to wyjaśnić, przyspieszyć i uczynić mniej inwazyjnym. Zastanowić się, czy sprawdzamy pięć minut, czy kwadrans? Nadal nie wiemy, kiedy zagranie ręką jest zagraniem ręką, kto rysuje linie, jak są one grube... Czeka nas wiele pytań – zaznaczył prezydent UEFA.

FIFA z kolei planuje wprowadzić możliwość sprawdzenia sytuacji przez system VAR na życzenie szkoleniowców. Jak poinformowało holenderskie ESPN" światowa federacja chce dokonać rewolucyjnej zmiany, która przez część środowiska jest proponowana od dawna. Chodzi o nowe uprawnienia dla szkoleniowców, którzy mogliby zażądać sprawdzenia danej sytuacji, podobnie, jak funkcjonuje to obecnie w siatkówce. Football Video Support – bo tak miałaby się nazywać się ta zmiana, była ostatnio testowana podczas mistrzostw świata kobiet do lat 17. Recenzje są pomyślne i FIFA wystąpi do IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska) o wprowadzenie przepisu na szeroką skalę.

Krótka historia VAR-u

Pierwsze pomysły na wprowadzenie technologii wideo do piłki nożnej pojawiły się już na początku XXI wieku. Pionierskim meczem, w którym testowano VAR, było spotkanie United Soccer League w Stanach Zjednoczonych 13 sierpnia 2016 roku. New York Red Bull II zmierzył się wtedy u siebie z Orlando City B. Piłka nożna długo opierała się nowościom, choć inne sporty korzystały już z tego typu rozwiązań. Poważniejsze testy VAR-u przeprowadzono dopiero w 2016 roku, między innymi podczas mistrzostw świata U-20. Po pozytywnych wynikach sprawdzianów Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB) zdecydowała w 2017 roku o wprowadzeniu VAR-u do użytku na stałe. Debiut systemu VAR na dużym turnieju nastąpił podczas mistrzostw świata w 2018 roku w Rosji. Od tamtego czasu system stopniowo wprowadzano w największych ligach świata.

Sztuczna inteligencja i algorytmy

W miarę rozwoju technologii, VAR będzie prawdopodobnie dalej ewoluować, stając się jeszcze bardziej precyzyjnym narzędziem. Możliwe, że w przyszłości systemy wideo będą bardziej zautomatyzowane, co pozwoli na szybsze podejmowanie decyzji, wprowadzenie dodatkowych kamer czy ulepszonych algorytmów, które mogłyby jeszcze bardziej zredukować ryzyko błędów sędziowskich.

Być może wkrótce sztuczna inteligencja będzie miała karty na stole. IFAB i FIFA powoli zbliżają się do wprowadzenia nowych rozwiązań technologicznych, które umożliwią błyskawiczną ocenę pozycji poszczególnych zawodników względem linii spalonego i umożliwią błyskawiczne przekazywanie odpowiednich informacji sędziemu głównemu i asystentom. Wtedy liniowy nie będzie już musiał czekać z podniesieniem chorągiewki do zakończenia akcji, lecz będzie mógł ze spokojną głową podnieść ją niezwłocznie. Informacje o tym, kto był na pozycji spalonej, a kto nie był, będzie otrzymywać natychmiast.

Naukowcy też działają

Od strony naukowej tematem zajął się portal Chip.pl", który informował, że Pooya Soltani z University of Bath stanął na czele zespołu zajmującego się oceną przydatności systemu VAR w zakresie wykrywania pozycji spalonych. Tutaj już niestety tak różowo nie jest. Kamery miały nagrywać zawodnika odbierającego piłkę od boiskowego kolegi, który był obserwowany pod różnymi kątami z użyciem sprzętu typu „motion capture”. Jednocześnie system monitorował zachowanie piłki oraz pozostałych zawodników. Osoby biorące udział w eksperymencie miały następnie ocenić, w których sytuacjach powinna zostać uniesiona chorągiewka oraz wskazać moment podania. Soltani i jego współpracownicy zauważyli, że średnio uczestnicy wybierali moment podania o 132 milisekundy później niż miało to miejsce w rzeczywistości. Najlepiej radzili sobie w wydawaniu osądów, gdy akcja była oglądana pod kątem 0 i 90 stopni, a na „murawę” (w tym przypadku studia nagraniowe) nakładano wirtualne linie wyznaczające pozycję spaloną. Zdaniem badaczy dokładność VAR-u mogłaby wzrosnąć dzięki użyciu kamer nagrywających z wyższą liczbą klatek na sekundę. Poza tym naukowcy proponują, by wirtualne linie były grubsze, tak, by wyeliminować konieczność doszukiwania się „milimetrowych” spalonych. Kluczowe dla poprawy sytuacji mogłoby być również zwiększenie dostępnych kątów, pod jakimi weryfikowane są akcje.

Treningi na symulatorach

Polska należała do pionierów w Europie w tej materii, a ekstraklasa wystartowała z użyciem innowacyjnej technologii dokładnie 28 maja 2017 roku podczas meczu Korony Kielce z Legią Warszawa. Teraz VAR jest używany podczas wszystkich meczów PKO BP Ekstraklasy oraz Betclic 1. Ligi, a także podczas większości spotkań Pucharu Polski. „Fakt” uczestniczył w specjalnym szkoleniu „Video Assistant Referee” dla sędziów ekstraklasy, gdzie miał okazję zobaczyć, jak ćwiczy się stosowanie go podczas treningów na symulatorze. Przeprowadził je Paweł Gil, były arbiter międzynarodowy, który dziś jest instruktorem VAR w UEFA, a także koordynatorem ds. szkolenia sędziów VAR w PZPN. - Ostatnie mecze w ekstraklasie i I lidze były w grudniu. Aby wrócić do nawyków, właściwego procesu podejmowania decyzji, konieczne są ćwiczenia na symulatorze. Im więcej takich ćwiczeń, tym lepiej. Od tego sezonu nawiązaliśmy współpracę z Danią, Norwegią i Hiszpanią, aby wymieniać klipy szkoleniowe, co przynosi korzyści wszystkim stronom. Dzięki temu możemy się szkolić na nowych sytuacjach, których nasi sędziowie nie znali – tłumaczył „Faktowi” Paweł Gil.

Sędziowie szlifowali m.in. komunikację między sobą i z operatorami, którzy pomagają im w wozie VAR. W sytuacjach, gdy trzeba błyskawicznie podjąć prawidłową decyzję, ekipy muszą rozumieć się bez słów. Celem szkoleń było nie tylko to, by arbiter zareagował właściwie na wydarzenia na boisku, ale też skrócenie czasu do tego potrzebnego. Dzięki temu interwencje VAR będą jak najmniej ingerowały w dynamikę meczu. - Ćwiczyliśmy po to, aby być jeszcze lepsi w procesie podejmowania decyzji, w komunikacji i „sprzedaży” ich kibicom. To aspekty, nad którymi teraz najbardziej pracujemy. Ludzie nie słyszą naszej komunikacji. Nie wiedzą, o czym mówią sędziowie. Żeby zrozumieć decyzję, potrzebują dostać 15-sekundowy film, który wyjaśni powód interwencji – wyjaśnił Paweł Gil.

Zbigniew Cieńciała

Tak wewnątrz wygląda wóz VAR. Fot. Adam Starszyński/PressFocus


Kiedy VAR jest używany

Bramki – przy sprawdzaniu, czy bramka została zdobyta zgodnie z przepisami, np. czy piłka całkowicie przekroczyła linię bramkową, czy nie było spalonego, lub czy w akcji poprzedzającej zdobycie gola nie doszło do faulu.

Rzuty karne – przy analizie, czy rzut karny został przyznany słusznie, czy doszło do faulu w polu karnym

Czerwone kartki – przy weryfikacji sytuacji związanych z poważnymi przewinieniami, które mogą skutkować wykluczeniem zawodnika z gry.

Identyfikacja zawodników – w sytuacjach, gdy sędzia nie jest pewny, który zawodnik popełnił przewinienie, VAR może pomóc w poprawnej identyfikacji piłkarza.