Za moimi plecami ktoś czeka
Rozmowa z Tomaszem Pieńką, kapitanem młodzieżowej reprezentacji Polski, która dziś gra trzeci mecz eliminacji Euro 2027
Tomasz Pieńko ma predyspozycje i talent, by poszybować wysoko na piłkarskich arenach. Fot. PAP / Art Service
REPREZENTACJA U-21
Rozpocznijmy przekornie: cztery miesiące temu 36 milionów Polaków żyło sprawą kapitańskiej opaski. Pan nosi ją w reprezentacji młodzieżowej. Frajda? Zaszczyt?
- Zdecydowanie zaszczyt, że mogę poprowadzić drużynę w tych eliminacjach. I nie tylko w nich, bo mam nadzieję, że również w turnieju finałowym mistrzostw Europy, a potem na igrzyskach. Ta opaska to wyróżnienie i spełnienie jednego z najważniejszych - obok gry w pierwszej reprezentacji - marzeń.
Z czyjego wyboru – selekcjonera czy drużyny – opaska trafiła na pańskie ramię?
- Z tego, co mi wiadomo, trener konsultował tę kwestię z zawodnikami i padło moje nazwisko.
Kapitan rzeczywiście ma więcej roboty? Zdążył się pan już zorientować?
- Ma. Spotykam się częściej ze sztabem, z trenerem, załatwiam sprawy potrzebne zawodnikom.
Dodatkowy czas wolny też?
- Też (śmiech). To fajna funkcja - nic, tylko pielęgnować ten stan i iść w górę!
Ma pan swój „kapitański wzór”?
- Dużo czasu spędziłem w szatni w Zagłębie Lubin, gdzie moim kapitanem był Damian Dąbrowski, więc trochę na nim się wzoruję. Chciałbym w jego stylu pomagać drużynie na boisku podpowiedziami. Chociaż – jako zawodnik ofensywny – może ciut mniej widzę na murawie, ale i tak staram się gestykulować, pokazywać, w którą stronę przesuwam itd. A poza boiskiem najważniejsze to wprowadzać spokój w zespół, koić nerwy z murawy.
A czy funkcja kapitana jest tożsama z rolą lidera?
- Czuję się liderem i tego nie ukrywam. Ale ludzi z zadatkami na lidera mamy w szatni więcej. Antek Kozubal, Sławek Abramowicz, w linii defensywy Igor Drapiński.
Mocne osobowości, których inni na boisku posłuchają?
- Tak. Wynika to z doświadczenia i z faktu, że młodsi kadrowicze słuchają starszych, którzy już trochę przeżyli z tą reprezentacją.
Wspomniany przez pana Kozubal to jedyny zawodnik, który dotrwał na poziomie reprezentacyjnym do dziś, zaliczając wraz z panem pierwszy w życiu występ z orzełkiem na piersi we wrześniu 2017 przeciwko Słowacji. Osiem lat wspólnej gry – to już przyjaźń?
- Znamy się nie tylko dzięki kadrom juniorskim, ale także licznym turniejom. Moje Zagłębie dwa razy w roku zapraszane było do Krosna, skąd pochodzi Antek. Moi rodzice znają się dobrze z jego rodzicami Antka, więc... chyba mogę powiedzieć, że to mój przyjaciel.
O tym, że wciąż jesteście w kadrze, decyduje oczywiście talent. I jeszcze coś?
- Ja bym powiedział, że w moim wypadku także systematyczna gra na każdym etapie rozwoju. No i to, że w Zagłębiu od początku mieli „plan” na mnie.
W kontekście słów o konieczności systematycznej gry nie zaskakuje pana publiczna dyskusja – odnosił się do tego i trener Urban, i trener Brzęczek – o liczbie minut na boisku, jakie powinien spędzać Oskar Pietuszewski?
- Z mojego punktu widzenia właśnie gra jest najważniejsza. Potem za tym idą liczby. Im dłużej przebywasz na boisku, tym więcej masz szans na gole i asysty. A one też wpływają na rozwój.
Pański rozwój to także „wędrówka” po różnych pozycjach: a to skrzydła, a to dziesiątka, czasem dziewiątka...
- Fakt; nie miałem sprecyzowanej pozycji, póki nie przyszedłem do Rakowa. Ale dzięki temu poznałem specyfikę gry w różnych rolach.
Czuje pan na plecach oddech wspomnianego Oskara, ale także Jana Faberskiego na przykład?
- Czuję i... cieszę się, że za moimi plecami ktoś czeka; że będzie mnie w walce o jedenastkę pressował, ciągnął w górę. To fajni chłopacy, z perspektywą bardzo dużego grania, na miarę nawet reprezentacji Polski. Tylko się cieszyć i każdego dnia dokładać cegiełkę, żeby mnie jeszcze teraz nie prześcignęli.
Rywalizację ma pan też na co dzień w Rakowie. To był pana świadomy wybór?
- Tak jest. Potrzebowałem – po pierwsze – zmiany otoczenia. Po drugie – w Zagłębiu mocno stawiano na mnie jako na wychowanka. Więc poszedłem do Rakowa, żeby... nauczyć się tej rywalizacji. W klubie na moją pozycję jest sześciu chętnych i muszę sobie miejsce w składzie wywalczyć!
Niedawno jeden z byłych piłkarzy Rakowa powiedział mi, że odszedł z klubu, bo nie był pewien, czy wytrzyma kolejny rok w reżimie treningowym Marka Papszuna. Pan wytrzyma?
- Oczywiście. Choć na pewno między Zagłębiem a Rakowem jest różnica – kolosalna! – w intensywności, co potem przekłada się na mecze, w których z tej treningowej intensywności czerpiemy.
W każdym razie na czworakach pan jeszcze z treningu nie schodził?
- Nie. Ale ja przyszedłem już po okresie przygotowawczym, a to w nim treningi zwykle są najcięższe. Teraz, w okresie gry co trzy dni, mikrocykl jest zupełnie inny, więcej jest regeneracji.
Wróćmy do młodzieżówki. Jesteśmy tak słabi, jak w czerwcowych finałach ME na Słowacji, czy tak mocni, jak w meczach z Macedonią i Armenią?
- Wolałbym powiedzieć, że jesteśmy tak mocni jak w tych dwóch meczach. Na pewno personalnie jest to inny zespół niż ten grający na Słowacji. I chyba niezły. Na spotkanie z Macedonią wyszliśmy raptem po trzech wspólnych treningach, bez żadnego sparingu. I pokazaliśmy, że potrafimy.
Ja wiem, że każdy z was powtarza: patrzmy tylko w przód. Ale muszę zapytać o lekcję wyniesioną ze słowackiego turnieju....
- Wartościowa była możliwość sprawdzenia się z najlepszymi reprezentacjami na świecie w tym roczniku. Szczególnie mecz z Francją zapadł mi w pamięci. Wchodziłem na boisko na ostatnie 20 minut, a rywale wyglądali tak, jakby każdy z nich właśnie zaczynał grę! Byli bardzo dobrze przygotowani fizycznie; szczupli, ale niezwykle silni. No i to ich operowanie piłką...
Zderzyliśmy się z inną rzeczywistością?
- Można tak powiedzieć; byli od nas dużo lepsi. Widziałem kilka rzeczy, które chciałbym im zabrać.
Na przykład?
- Grę w kontakcie. Nie mają jakichś wielkich warunków, a używają bardzo dobrze rąk. Przydałaby mi się ta umiejętność, bo jestem dobrze zbudowany fizycznie.
W wieku 21 lat jesteśmy w stanie ich dogonić?
- Przede wszystkim każdy z nas powinien sobie zadać pytanie, czego jemu brakuje do takiego rywala. Mnie – tej umiejętności gry w kontakcie. Komuś innemu – być może szybkości. Jeśli ich środkowy pomocnik jest szybszy od naszego skrzydłowego...
Pański tato też był piłkarzem.
- …ale tylko w niższych ligach.
Zna jednak „zapach szatni”. Radzi się go pan czasami w kwestiach sportowych czy mentalnych?
- Owszem, bo dziś jest trenerem, więc trochę o piłce wie. W sprawach sportowych niekoniecznie się z nim zgadzam, bo uważam, że trochę już czasy się pozmieniały. Natomiast w sprawach mentalnych jak najbardziej słucham jego podpowiedzi.
Na przykład?
- Tato zwraca mi uwagę, że brakuje mi czasem trochę spokoju pod bramką. „Uderz nie na siłę, a technicznie” - przypomina.
To jeszcze na koniec pytanie o marzenia, bo przecież marzeniem są igrzyska w Los Angeles. A że lubi pan piłkę hiszpańską, z ciekawością poproszę pana o dokończenie zdania: „W 2028 będę grać...”
- Na igrzyskach – to po pierwsze. A jakiego klubu będę piłkarzem? Mógłbym powiedzieć, że Barcelony, ale.... Najpierw trzeba pojechać na młodzieżowe Euro 2027, a wcześniej – może na mundial 2026? Klubowo też dobrze byłoby zrobić jeszcze jakiś krok pośredni. Niech więc brzmi to tak: „W 2028 będę grać w Sevilli”.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
ELIMINACJE ME U-21
GRUPA E
Piątek: Macedonia Płn. - Armenia (17.00), POLSKA – Czarnogóra (Katowice, godz. 18.00), Włochy - Szwecja (18.15)
|
1 POLSKA |
2 |
6 |
7:0 |
|
2 Włochy |
2 |
6 |
3:1 |
|
3 Czarnogóra |
2 |
3 |
3:2 |
|
Szwecja |
2 |
3 |
3:2 |
|
5 Macedonia Płn. |
2 |
0 |
0:4 |
|
6 Armenia |
2 |
0 |
0:7 |
