Sport

Wyprawa na elbląskie Lhotse

Niedziela w kobiecej elicie będzie stała pod znakiem szczytów na dole. Trzy ostatnie zespoły bez jakiejkolwiek zdobyczy powalczą o pierwsze punkty.

Niebieskie kaliszanki po wyjazdowych sesjach zadebiutują w domowej hali. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

W 5. serii najciekawiej będzie się działo na dole tabeli. Tauron Ruch Szczypiorno Kalisz meczem z PR Koszalin zadebiutuje we własnej hali (niedziela, 16.00), a gliwicka Sośnica wybiera się do Elbląga, by zmierzyć się tamtejszą Energą Startem (niedziela, 18.00).

Momenty dobrej gry wystarczą?

Sośnica mierzyła się dotąd z medalistami poprzedniego sezonu (Lubin, Lublin, Kobierzyce), z którymi zdobycie jakichkolwiek punktów jawi się jako wejście na Mount Everest. Dlatego wyprawa do 4. w poprzedniej kampanii Startu będzie jak wyprawa na Lhotse, czwartego najwyższego szczytu na Ziemi. - Staramy się podnieść po tych trzech porażkach - przyznaje trener Michał Kubisztal. - Oczywiście, wiemy z kim graliśmy i z kim zagramy wkrótce, lecz jeśli na początku sezonu wygra się jeden-dwa mecze, to potem jest łatwiej ruszyć. A jeśli mierzysz się z samą górą i przegrywasz, to zaczynasz się chwiać. Zastanawiasz się, czy faktycznie wszystko co robimy ma sens? Czy idziemy w dobrym kierunku? Dyskusja jest trochę jałowa, ale to jednak dyskusja. Zaliczyliśmy cztery potknięcia na starcie (poza medalowym tercetem gliwiczanki przegrały w Gnieźnie - przyp. red.), aczkolwiek pokazaliśmy się z dobrej strony. Pytanie - czy te momenty naszej niezłej gry wystarczą na pozostałą część tabeli?

Zaklinanie rzeczywistości

O tym, że Sośnicę czeka trudna misja, jej szkoleniowca nie trzeba uświadamiać. - Jedziemy do zespołu, który ma wysokie ambicje - podkreśla. - Na papierze ma dość mocny skład. Dlatego zaklinaniem rzeczywistości jest opowiadanie, że elblążanki są młodą drużyną. Mają co prawda kilka fajnych, nawet nastoletnich zawodniczek, które zaniżają średnią wieku, lecz tak naprawdę trzon zespołu tworzą trzy bardzo doświadczone rozgrywające: Joanna Kozłowska, Karolina Wicik i Aleksandra Zych. Jest też w Elblągu kilka innych zawodniczek z olbrzymim ograniem ligowym, co pokazał poprzedni sezon, gdy grały bardzo fajną piłkę ręczną. Zaskoczyły wszystkich tak dobrą postawą, włącznie z sobą. Ja też byłem pod wrażeniem, jak ten zespół szybko się poukładał, jednak w bieżącej kampanii męczył się w Koszalinie i przegrał z Galiczanką. Powstaje więc pytanie, czy będzie w stanie powtórzyć taki sezon?

Z dodatkową presją

Trener Kubisztal zdaje sobie sprawę, że jego zespół wszystko ma w swoich rękach. Nie ma co liczyć na zmęczenie rywalek podróżą do Turcji i zwycięskim dwumeczem w Pucharze EHF, czy ich słabszy dzień. - Udało nam się z nimi wygrać latem na turnieju w Lublinie, więc na pewno jesteśmy w stanie powalczyć z nimi na równi. Natomiast miejscem weryfikacji naszych umiejętności, tego co gramy i co chcemy grać będzie parkiet. Teraz jednak będziemy musieli zmierzyć się także z dodatkową presją, no bo skoro walczyliśmy z „górą”, z którą nie mieliśmy obowiązku wygrać, to z dołem i środkiem tabeli już trzeba punktować. Teraz nasze mecze ważą więcej niż poprzednie, tym bardziej że liga jest bardzo krótka. Po wypadzie do Elbląga czekają nas jeszcze cztery mecze i zakończymy 1. rundę. A tu Piotrków się rozpędził, Gniezno i Elbląg też już mają punkty, a Galiczanka najwyraźniej nie chce być ich dostarczycielem, więc wcale tak łatwo z nią nie będzie, jak się wydawało przed sezonem. Skoro jesteśmy zespołem ze Śląska, to trzeba pokazać ten śląski charakter i wydrzeć z parkietu w Elblągu coś dla siebie - kończy szkoleniowiec Sośnicy.

Szczęście omija Koszalin

W obozie pozostającym bez punktów przeciwniczek Niebieskich z Pomorza Zachodniego panuje opinia, że sportowe szczęście jak na razie im nie sprzyja. Faktem jest, że w pierwszych trzech meczach Biało-zielone trafiły kolejno na złote, srebrne i brązowe medalistki z ubiegłego sezonu. Dobra pierwsza połowa w Lubinie i niezły występ w Kobierzycach nie zaowocowały jednak punktami. Rywalki okazywały się zbyt silne. W ostatnim spotkaniu koszalinianki podejmowały Energę Start Elbląg, ale i tu na chęciach się skończyło (30:33). Początek sezonu okazał się więc niezbyt łaskawy, ale jutro w Kaliszu będzie okazja odwrócić karte. - Zabrakło skuteczności, wiary w swoje możliwości i trochę sportowego szczęścia. Mamy młody zespół, który budujemy od zera. Widać, że dziewczyny są chętne i zapalone do gry, ale to nie wystarczy. Wiem, że wszyscy już oczekują zwycięstw, ale proszę dać nam jeszcze czas - apeluje Dmytro Hrebeniuk, ukraiński trener ekipy z Koszalina.

Zbigniew Cieńciała