Sport

Wszystko jest możliwe

Rozmowa z Patrikiem Hellebrandem, pomocnikiem Górnika Zabrze

25-letni czeski pomocnik Patrik Hellebrand to od początku sezonu mocny punkt Górnika. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Po dwóch meczach w 2025 roku macie tylko punkt. Zadowolenia chyba nie ma…

– To prawda, ale idziemy mecz po meczu. Tego, co było, już nie zmienimy i koncentrujemy się na tym, co przed nami, a czeka nas w sobotę spotkanie z Radomiakiem i na tym się koncentrujemy. Trzeba zrobić wszystko, żeby w tym spotkaniu zdobyć trzy punkty.

To będzie trochę taki mecz jak z Puszczą na początku drugiej rundy?

– Na pewno to dla nas ciężkie zadanie, bo grają o utrzymanie, a do tego mają w składzie wielu zawodników dobrze wyszkolonych technicznie. W ekstraklasie nie ma zresztą łatwych spotkań. Musimy nastawić się na swoją dobrą grę i jak mówię, ważne będzie zwycięstwo.

Radomiak jest już bez Leonardo Rochy, który przeniósł się do Rakowa. Dzięki temu będzie łatwiej?

– Nie możemy na to tak potrzeć. Może nie ma Rochy, ale jest wielu innych dobrych technicznie piłkarzy z Brazylii czy Portugalii. Trzeba patrzeć głównie na siebie.

Co stało się z Górnikiem tydzień temu w rywalizacji z Pogonią?

– To był zły mecz. Było czuć na boisku, że to nie jest to, co chcemy grać. Przeanalizowaliśmy wszystko, zostawiamy to za sobą i skupiamy się na tym, co jest przed nami. Dla naszych kibiców zrobimy wszystko, żeby punkty zostały u nas w Zabrzu.  

Nie ma już w zespole Damiana Rasaka, z którym grał pan – z powodzeniem dodajmy – jesienią. Jego odejście tak negatywnie rzutuje na zespół?

– Z Damianem grało mi się naprawdę dobrze i tworzyliśmy takie dobre duo. Teraz jest „Sara” [chodzi o Dominika Sarapatę – przyp. red.], to też bardzo dobry piłkarz. Za nim dwa dobre spotkania i muszę powiedzieć, że też dobrze nam się razem występuje.

W kadrze Górnika jest teraz aż trzech czeskich zawodników, bo pan, Lukas Ambros i pozyskany przed kilkoma dniami ze Slavii Praga Filip Prebsl. Co powie pan o tym zawodniku?

– Znam go z ligi czeskiej, bo graliśmy przeciwko sobie. Teraz jest okazja do spotkania się i lepszego poznania. Uważam, że pomoże nam w rozgrywkach.

To zawodnik, który walczy w reprezentacji Czech o wyjazd na młodzieżowe ME w czerwcu na Słowacji. To ktoś taki, kto od razu wskoczy do grania?

– Trudno odpowiedzieć, jest z nami od tygodnia. Jak go pamiętam, to dobry, pozytywny charakter, a o jego umiejętnościach mogę się wypowiadać tylko pozytywnie. Przed podpisaniem kontraktu więcej rozmawiał z „Ambro”, bo razem znają się z czeskiej młodzieżówki.

W waszej szatni jest teraz sześciu nowych zagranicznych piłkarzy. Czy w jakiś sposób po tym zimowym okienku ona się zmieniła?

– Jest coś nowego, ale charakter został ten sam. Na pewno będzie dobrze!

Po meczu z Radomiakiem macie w perspektywie wyjazd na Raków i spotkanie u siebie z Cracovią. Patrząc na wasz terminarz, musielibyście to sobotnie starcie rozstrzygnąć na swoją korzyść.

– Tak, ale lepiej nie podchodzić do tego w tych kategoriach. W polskiej ekstraklasie nie ma jednoznacznych faworytów. Wszystkie mecze są takie, że może wygrać jeden albo drugi. My idziemy mecz po meczu.

Czy w czeskiej Chance Lidze jest możliwa taka sytuacja, że w jednej kolejce swoje mecze przegrywa Slavia, Sparta i Viktoria Pilzno?

– Nie jest to możliwe. Rozmawialiśmy o tym w szatni z kolegami, że w jednej kolejce przegrywają wszystkie zespoły walczące o mistrzostwo Polski i uznaliśmy, że jest to nie do zrozumienia. Czegoś takiego nie widziałem, ale z drugiej strony, jak już mówiłem, tutaj nie ma faworytów, więc wszystko może się zdarzyć i stąd te niespodzianki.

Polscy kibice patrzą na czeską ligę z zazdrością, bo nie ma sezonu, żeby Slavii czy Sparty nie było w Lidze Mistrzów. Wy, piłkarze, przyjeżdżacie jednak do ekstraklasy. Jak ocenić poziomy w obu ligach?

– W czeskiej jest więcej taktyki i biegania oraz walki. Uważam jednak, że w ekstraklasie jest więcej indywidualności niż u nas. Dlaczego tak jest i nam lepiej wychodzi w pucharach, tego nie wiem, nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. W Czechach najważniejszy jest pressing, walka. Tutaj z kolei w czołowych klubach jest wielu dobrych zawodników np. z Brazylii, jak ma to miejsce w Legii. Dla mnie wyższy poziom jest w Polsce.

Pochodzi pan z bardzo piłkarskiej rodziny, bo w czeskiej ekstraklasie i potem z powodzeniem w słowackiej Artmedii Peterżalka grał pana ojciec Alesz, a grają też pana bracia, prawda?

– Tak, są młodsi ode mnie. Jan występuje w Zbrojovce Brno (jak Patrik ma występy w juniorskiej reprezentacji Czech – przyp. red.). Z kolei bliźniacy Filip i Tomas występują w FC Żlin w U-19. W rodzinie grali wszyscy, dwóch dziadków, tata, wujek, kuzyn, a teraz trzech braci. Jak byliśmy młodsi, to graliśmy wszyscy razem (śmiech).  

Rozmawiał Michał Zichlarz