Wszyscy się poświęcili
Gdy wydawało się, że przegrają w Anglii, „Królewscy” niespodziewanie podnieśli się z kolan.
Jude Bellingham (z lewej) zapewnił madrytczykom zwycięstwo. Fot. PAP/EPA
Pomimo przeciwności losu - wielu kontuzji - Real Madryt wygrał w niesamowitych okolicznościach z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. „Królewscy” pokazali, że niemożliwe nie istnieje. Grali w obronie z dwoma nominalnymi pomocnikami, dwukrotnie podczas rywalizacji przegrywali, a na sam koniec byli bezlitośni dla „The Citizens” i nie tylko doprowadzili do wyrównania, ale zdobyli też gola na wagę zwycięstwa w doliczonym czasie. Real pokazał charakter, walcząc do końca i wierząc w sukces. Carlo Ancelotti po spotkaniu mógł z uśmiechem na ustach radować się z osiągnięcia pierwszego celu w drodze do awansu do 1/8 finału.
- Oczekiwałem takiego spotkania. Był to mecz kompletny. Długo zastanawialiśmy się, czy osiągniemy balans pomiędzy formacjami, dysponując ograniczoną kadrą. Okazało się, że wszystko jest możliwe, jeśli odpowiednio się poświęcimy. Dzisiaj każdy z piłkarzy zostawił serce na boisku. Jakość Realu jest niepodważalna – powiedział po ostatnim gwizdku włoski szkoleniowiec. Po raz kolejny szczególnie zadowolony mógł być z występu defensora Raula Asencio, który wszedł do pierwszego składu przez kontuzje Davida Alaby, Edera Militao oraz Antonio Ruedigera. 21-latek z meczu na mecz udowadnia, że pomimo nikłego doświadczenia jest bardzo pewnym punktem zespołu. W ciągu kilku tygodni stał się dyrygentem linii defensywnej „Królewskich”. Trenerowi Ancelottiemu z pewnością trudno będzie z niego zrezygnować, gdy konkurenci Hiszpana wrócą do zdrowia. Zresztą, po meczu Włoch podkreślił to, jak dobrze radziła sobie cała obrona. – Bardzo krytykowany Aurelien Tchouameni (zwyczajowo pomocnik – red.) rozegrał spektakularny mecz. Fede Valverde i Ferland Mendy też grali świetnie. Z kolei Raul Asencio cały czas zaskakuje swoją dojrzałością. W awaryjnej sytuacji, przy wielu kontuzjach, pokazaliśmy się z dobrej strony – podkreślił doświadczony opiekun Realu.
Nie tylko linia obrony Realu zasługiwała po meczu na pochwały. Fantastycznie spisali się ci, którzy odpowiadają za strzelanie bramek. Bramka Kyliana Mbappe oczywiście była nieco przypadkowa, ale jest potwierdzeniem tego, że jeśli napastnik jest w formie, wszystko mu wychodzi… nawet jeśli popełni błąd. Bez zarzutu zagrał także rezerwowy Brahim Diaz. Reprezentant Maroka wszedł na boisko w drugiej połowie i miał wspomóc ofensywę „Królewskich”. Zrobił to w najlepszy możliwy sposób, wpisując się na listę strzelców. Pochwalić też trzeba Jude’a Bellinghama, bo to jego gol zdecydował o tym, że madrytczycy cieszyli się ze zwycięstwa. Poszedł za akcją Viniciusa i dzięki temu – pomimo pudła Brazylijczyka, który próbował lobować Edersona – doszedł do futbolówki i umieścił ją w siatce. Z taką siłą w ataku „Królewscy” mogą wygrać z każdym. Nawet jeśli większość piłkarzy z linii obrony zmaga się z kontuzjami.
Kacper Janoszka
Losowanie par półfinałowych Pucharu Króla (pierwszy mecz 25-26.02., rewanż 1-2.04.)
◾ FC Barcelona – Atletico◾ Real Sociedad – Real Madryt