Sport

Wróg publiczny numer jeden

Hiszpanie wracają do Stuttgartu, gdzie rok temu zagrali najlepszy mecz Euro 2024. Oczy lokalnej publiki będą skierowane na Marca Cucurellę.

Tego piłkarza nasi zachodni sąsiedzi zdecydowanie nie lubią. Fot. David Catry/Sportpix/Content Curation/SIPA USA/PressFocus

LIGA NARODÓW

Półfinałowe starcie Ligi Narodów pomiędzy Hiszpanią a Francją będzie walką wagi ciężkiej. Będzie także okazją do rewanżu dla Trójkolorowych, którzy na zeszłorocznym Euro ulegli późniejszym zwycięzcom turnieju 1:2, mimo że od 8 minuty prowadzili po golu Randala Kolo Muaniego. Wtedy giganci zagrali w Monachium, teraz udadzą się do Stuttgartu. Ten stadion dobrze kojarzy się Hiszpanom.

Nie boi się gwizdów

Na Euro rozegrano tam bowiem najlepszy mecz turnieju, nie bez kozery nazywany przedwczesnym finałem. La Furia Roja pokonali wówczas w ćwierćfinale gospodarzy, Niemców, 2:1 po bramce Mikela Merino zdobytej w 119 minucie. Tamto spotkanie wspomina się do dzisiaj, także z powodu kontrowersji, która miała miejsce chwilę przed decydującym golem. Wówczas Jamal Musiala oddał uderzenie, po którym piłka trafiła w wyciągniętą do boku rękę hiszpańskiego obrońcy Marca Cucurelli. Zawodnik Chelsea znajdował się w polu karnym, więc wydawało się, że arbiter wskaże „na wapno”. Nie wskazał. Niemieccy kibice byli wściekli i gwizdali na Cucurellę w pozostałych meczach mistrzostw, głównie w finale. O tym zajściu długo też dyskutowali sędziowie, którzy w dobie tysiąca interpretacji... nie wiedzieli, która jest tą właściwą. Ostatecznie doszli do wniosku, że Niemcom raczej należała się „jedenastka”, która – z dużą dozą prawdopodobieństwa – zadecydowałaby o ich awansie. Ta sytuacja wciąż jest za Odrą Cucurelli pamiętana i należy się spodziewać kolejnych gwizdów skierowanych w jego stronę. – Wiem, że znów będą gwizdy, ale to część futbolu, mimo że niczego złego nie zrobiłem. To mnie nie dotknie, a wręcz przeciwnie. Dzięki temu, że większa uwaga będzie skupiona na mnie, inni zawodnicy zyskają więcej swobody – mówił 26-letni defensor.

Przy wyborze ból głowy

Francuzi takich problemów mieć nie będą, choć na pewno ich gra w ostatnich miesiącach nie była tak imponująca, jak ma to miejsce w przypadku Hiszpanii. Na poprawę jej jakości może wpłynąć potencjalny debiutant, którego powołał selekcjoner Didier Deschamps – mowa o Rayanie Cherkim. Niespełna 22-letni gwiazdor Olympique'u Lyon to zawodnik bynajmniej nie anonimowy, który już od dawna przyciąga uwagę mocniejszych klubów. Wcale nie tak dawno był bliski przejścia do Borussii Dortmund, ale teraz wszystko wskazuje na to, że stanie się częścią rewolucji kadrowej w Manchesterze City. Oferta będzie promocyjna, bo z racji wygasającego za rok kontraktu Cherki opuści Lyon za ok. 30 mln euro i potencjalnie dobre występy w reprezentacji Francji raczej nie pomogą Olympique'owi podbić tej stawki. Oprócz tego należy spodziewać się, że selekcjoner Trójkolorowych da szansę gwieździe niedawnego finału Ligi Mistrzów. Desire Doue z PSG w kadrze rozegrał tylko jeden mecz, ale w ostatnich miesiącach poczynił tak wielki progres, że na pewno zasługuje na miejsce na boisku. Pytanie tylko... kogo wygryzie? W pierwszej linii Deschamps może wystawić bowiem jeszcze takich piłkarzy, jak Kylian Mbappe, Ousmane Dembele, Michael Olise czy Marcus Thuram.

Piotr Tubacki

6 PIŁKARZY Barcelony zostało powołanych na trwające zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii. Atletico Madryt „dostarczyło” tylko jednego, podobnie zresztą jak Real Madryt. W przypadku tych ostatnich jednak chodzi o Deana Huijsena, dopiero co sprowadzonego za 60 mln euro z angielskiego Bournemouth. Gdyby nie transfer, w reprezentacji nie byłoby żadnego Królewskiego!


CZWARTEK, 5 CZERWCA, GODZ. 21.00
◼  HISZPANIA – FRANCJA
Sędzia – Michael Oliver (Anglia). Stadion – Stuttgart