Sport

Wrócić na dobre tory

Rozmowa z Rafałem Janickim, obrońcą Górnika Zabrze

Rafał Janicki, lider defensywy Górnika chce, żeby zespół zaczął grać jak w końcówce 2024 roku. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Jest pan usatysfakcjonowany początkiem 2025 roku w wykonaniu Górnika?

– Nie, nie jestem. Nie tego oczekiwaliśmy. Jakbyśmy mieli sześć punktów, to inaczej by to wszystko wyglądało, ale cztery punkty w czterech grach, to na pewno nie jest wynik zadowalający. Szkoda przede wszystkim tego pierwszego meczu z Puszczą u siebie, kiedy wygrana wymknęła się w końcówce.

Przed wami mecz z Cracovią, która wprawdzie w tym roku w lidze jeszcze nie przegrała, ale też nie zeszła z boiska pokonana, a jak się patrzy na ich bilans na wyjeździe, to może imponować: na obcych stadionach zgromadzili aż 20 punktów. Trudny rywal?

– Są groźni, a nawet bardzo groźni. To taki zespół, który nie kalkuluje, idzie na całość, nie patrząc na to, z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Nie boją się nikogo, a wygrać chcą za wszelką cenę czy to przez jakieś wrzutki, czy wybijanie piłki. Ciężki mecz przed nami, ale gramy u siebie, chcemy ponownie wrócić do lepszej gry i zacząć punktować.

Cracovia jest dla was niewygodna, co pokazały mecze w 2024 roku, bo w Krakowie wiosną przegraliście aż 0:5, a w sierpniu było 2:3 po pechowej grze, gdzie m.in. pan otrzymał czerwoną kartkę. Ostatnio źle się z nimi gra?

– Może i tak, ale trzeba też pamiętać o tych przyjemniejszych meczach, rozegranych w Zabrzu. Własne boisko to dla nas atut. Owszem, grając u nich, nie za dobrze w tym ostatnim czasie to dla nas się kończyło, ale na własnym stadionie potrafiliśmy niedawno wygrać 3:0, kiedy ich zupełnie zdominowaliśmy (chodzi o mecz z marca 2022 – przyp. red.). Jesteśmy nastawieni na bardzo ciężkie spotkanie. Musimy nastawić się na grę z pomysłem, a nie wdawać się w taką chaotyczne kopanie, jak oni lubią, bo w takiej fizycznej walce nie za dobrze to może wyglądać: nie mamy takiego zespołu jak oni, gdzie na 10-11 zawodników – wszyscy mają po 180 cm i więcej.

Po wygranym meczu z Radomiakiem mówił pan, że te dwie kolejne gry z Rakowem i Cracovią pokażą, w którym miejscu będzie Górnik. 50 proc. z tego zadania nie udało się wykonać, jak będzie z krakowianami?

– Jest mecz w piątek wieczorem, a jeśli zapyta pan po nim, to będę mądrzejszy.

Wygrana z „Pasami” to od razu awans w tabeli. To też czynnik mobilizujący?

– Nie wiem, czy na tym etapie ma to znaczenie, bo tych kolejek do końca trochę jeszcze przecież jest. Podkreślam, że my przede wszystkim musimy wrócić do tego lepszego grania w naszym wykonaniu. Jak złapiemy lepszy poziom, to te wyniki, uważam, przyjdą same. W ostatnim spotkaniu z Rakowem nie mieliśmy z przodu nic, straciliśmy bramkę i nie było szans na zapunktowanie w Częstochowie.

Zimą w zespole znalazło się miejsce dla sześciu nowych, zagranicznych zawodników. Widać to w treningu?

– Ja mam to szczęście, że nie jestem trenerem i nie muszę się głowić nad tym, czy zawodnicy od razu muszą „wskoczyć” do składu, czy nie, czy można uznać, że już są gotowi. Mogę coś tam jedynie z boku podpowiedzieć, ale decyduje szkoleniowiec. Trzeba też pamiętać, że każdy z nich trafił do nas w innym dla siebie momencie. Jeden grał w lidze, drugi nie. My, jako zawodnicy, musimy pomóc tym chłopakom w jak najszybszym zaaklimatyzowaniu się, w tym, żeby czuli się tutaj jak najlepiej i żeby szybko załapali, jak chcemy grać.

Rozmawiał Michał Zichlarz   

Nowe ławki

Przed meczem z Cracovią na Stadionie im. Ernesta Pohla montowano nowe ławki rezerwowych. Teraz piłkarze nie będą siedzieć na plastikowych krzesełkach, jak było przez lata, ale na wygodnych fotelach jak na największych futbolowych arenach w Europie. – Nowe ławki to dobry omen? Tego nie wiem (śmiech), ale na pewno przysiądę, choć mecze jednak oglądam na stojąco, przekazując na bieżąco uwagi zawodnikom. Na pewno jednak fajnie, że coś się dzieje – mówi nam trener Jan Urban.    

(zich)