Wreszcie w domu!
Tomasz Tułacz brał w tym tygodniu udział w kolizji drogowej. Jego drużyna z dwóch ostatnich meczów wyszła bez szwanku, a w niedzielę zagra u siebie.
Trzy zwycięstwa w osiem dni to marzenie szkoleniowca Puszczy. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
Przełom lutego i marca jest bardzo intensywnym czasem dla Puszczy i jej szkoleniowca. Zespołowi idzie ostatnio dobrze, ale Tomaszowi Tułaczowi do wielu obowiązków zawodowych doszły problemy osobiste. Nie dojechał na galę, w trakcie której miał odebrać nagrodę za zajęcie 3. miejsca w głosowaniu na najlepszego trenera Małopolski minionego roku.
Krótki pobyt w szpitalu
Jadąc samochodem do Krakowa, wziął udział w kolizji drogowej i zamiast do Pałacu Krzysztofory, trafił do szpitala. Na gali Małopolskiego Związku Piłki Nożnej zastępował go prezes Jarosław Pieprzyca, którego słowa wywołały małą konsternację. Prosił, by pomodlić się za trenera. Gdy po wyjściu z pałacu zadzwoniliśmy do rzeczniczki prasowej „Żubrów”, uspokoiła nas, że trener jest poobijany, ale po badaniach został zwolniony do domu i w środę wraca do pracy. Tak też się stało i w czwartek w Warszawie po raz pierwszy w historii wprowadził Puszczę do półfinału Pucharu Polski. Jego piłkarze mieli w Warszawie pod górkę, ale w podstawowym czasie odrobili gola, a w dogrywce przypieczętowali awans. - To historyczny rezultat i czapki z głów przed chłopakami. Dziękuję również kibicom, którzy za nami przyjechali. To prezent dla nich. Kapitalnie, że jesteśmy w tym miejscu - mówił Tomasz Tułacz. - W pucharze zacierają się różnice między ligami. Drugoligowa Resovia wygrała z Lechem, Ruch pokonał Koronę... Polonia momentami grała dobrze, my mieliśmy problem z operowaniem piłką i pewnością w grze. Po zmianach wróciliśmy do gry, ale musieliśmy się napracować, by zwyciężyć.
Po dwóch latach
Być może pochodzący z Mielca szkoleniowiec odczuwał jeszcze skutki kolizji, ale był bardzo szczęśliwy. Puszczę dzieli tylko i aż jedna wygrana od finału na PGE Stadionie Narodowym. Czy w maju wrócą do Warszawy? Jeden ze stołecznych dziennikarzy zapytał Tułacza o europejskie puchary, do których przepustkę daje zdobycie Pucharu Polski. 56-latek szybko odpowiedział, że redaktor tym pytaniem „pojechał po bandzie”, ale potem podkreślił, że mimo skromnego budżetu udało się awansować do ekstraklasy i w niej utrzymać, bo współpracuje z bardzo ambitnymi działaczami. Szybko jednak przypomniał, że trzeba wrócić na ziemię i twardo po niej stąpać, bo jego zespół czeka kolejne wyzwanie. W niedzielne południe w 16-tysięcznych Niepołomicach, na stadionie z 2 tysiącami krzesełek, odbędzie się pierwszy w historii mecz ekstraklasy. Niemal dwa lata po promocji z 1. ligi i rozgrywaniu domowych spotkań w Krakowie, Puszcza w końcu wróci do siebie.
Bilety poszły w kwadrans
Przed meczem z Motorem Lublin klub przygotował dwuminutowy klip. Nie był on potrzebny, by zachęcić kibiców do kupna biletów, bo rozeszły się w kwadrans. Ujęcia pięknej Puszczy Niepołomickiej i żubrów przeplatane są m.in. fragmentami meczów gospodarzy, którzy są nazywani „Żubrami” oraz zdjęciami z przebiegu prac, dzięki którym kameralny obiekt został dopuszczony do rozgrywek ekstraklasy. „Żubry najlepiej czują się na swoim terytorium, gdzie niestraszni im są przedstawiciele innych gatunków” - mówi lektor.
Michał Knura
CZY WIESZ, ŻE...
Ostatni mecz Puszczy w Niepołomicach odbył się 3 czerwca 2023 roku w 1. lidze. Rywale z Chrobrego Głogów wygrali 1:0, ale niedługo potem zespół Tomasza Tułacza wygrał dwa spotkania barażowe na terenie rywali i świętował historyczny awans do ekstraklasy.