Wreszcie poczuł spokój

Prawie 2,5 roku czekał Patryk Sikora, by zagrać kolejny oficjalny mecz. Z Unią Skierniewice były kapitan Niebieskich w końcu wrócił na boisko!

Wielki moment. „Sikor” (nr 8) zastępujący na boisku Michała Chrapka. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

RUCH CHORZÓW

Gdy 20 kwietnia 2024 roku, pod koniec pamiętnego meczu z Widzewem w ekstraklasie, Patryk Sikora zerwał więzadła krzyżowe, wydawało się to najgorszym możliwym scenariuszem. Była to trzecia taka kontuzja dla 24-letniego wówczas pomocnika, co nie zwiastowało niczego dobrego. Nikt jednak nie sądził, że czeka go 870 dni przerwy od kolejnego występu w oficjalnym meczu.

Ulga

Bo „Sikor” wrócił do treningów na początku 2025 roku. Na obozie w Turcji dostał nawet możliwość gry w sparingach i wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – ale nie poszło. Znowu doznał kontuzji, znowu z kolanem, choć tym razem chodziło o uraz rzepki.

Potem rozpoczęła się jeszcze dłuższa batalia o jego dojście do zdrowia, liczne diagnozy, zabiegi, wielokrotnie okazywało się, że coś jest nadal nie tak... Temat się przeciągał i przeciągał, aż w końcu nadszedł ten dzień. W poniedziałek Sikora nie dość, że po raz pierwszy od meczu z Widzewem znalazł się w kadrze meczowej, to jeszcze pod koniec dostał kilka minut na boisku

   Czułem spokój – mówił „Sportowi” uśmiechnięty pomocnik. – Wróciłem do tego, co kocham robić. Dążyłem do tego celu bardzo długo, ponad dwa lata... Wreszcie wyszedłem na boisko, więc poczułem ulgę. Czy to najlepszy dzień w moim życiu? Na pewno jest super, ale mam nadzieję, że wiele fajnych jeszcze przede mną – przyznał wychowanek Ruchu.

Ostrożność

Oczywiście nauczeni doświadczeniem Chorzowianie z odpowiednią ostrożnością wprowadzają Sikorę do gry. Gdy w Turcji szybko doznał kolejnej kontuzji, wiele było wątpliwości, którymi ze „Sportem” dzielił się wówczas ówczesny trener Ruchu Dawid Szulczek  czy dało się coś zrobić inaczej? Czy wprowadzili go za szybko?

Także sam pomocnik miał pewne przemyślenia na temat tego, co się wówczas wydarzyło, ale – gdy kiedyś z nim o tym rozmawialiśmy – nie chciał się nimi dzielić. – Dbamy o pewne aspekty tej nogi – wskazał ostrożnie podejście Sikora. – Nie będę się rozdrabniał, ale jeżeli jestem na boisku, to jest w porządku. Nie korzystałem z żadnej pomocy psychologa, ale nie ukrywam, że to nie był łatwy okres. Myślę, że niejeden mógłby machnąć ręką i podziękować. Na początku sezonu wkradły się jeszcze drobne urazy – i powiązane z tą kontuzją, i niepowiązane. Muszę się po prostu zaadaptować do pełnych obciążeń – przyznał poważnie.

Ignorancja

Na swoje szczęście po ponad dwóch latach „Sikor” nie musiał adaptować się do szatni. Mimo że zespół zmienił swoje oblicze w ogromnej skali, to Patryk ciągle był blisko drużyny. – Cały czas jestem i byłem w szatni. Trenowałem czasem osobno, czasem z drużyną, więc wszystkich znam. Nie ma tutaj najmniejszego problemu, ale to prawda – z jedenastki, z którą zagrałem ostatni mecz, została garstka – stwierdził, jednocześnie nie przejmując się głosami tych kibiców, którzy chcieli go skreślić, nie przedłużać jego kontraktu. – Coś tam do mnie docierało, ale opinia ludzi, którzy nie są mi bliscy, nie jest dla mnie istotna. Jeśli ktoś nie życzy mi dobrze, albo nie buduje mnie – nie interesuje mnie to. Tym, że wszedłem na boisko, zaprzeczyłem wszystkim tym głosom – powiedział były kapitan, który jako kapitan... nie zagrał żadnego meczu, bo leczył kontuzję.

Oczywiście mowa tu o oficjalnym posiadaniu opaski, bo jako zastępca Tomasza Foszmańczyka grał przecież w ekstraklasie. Z opaską doznał też kontuzji... O tym, jak długa była absencja Sikory, świadczy też fakt, że... nigdy nie zagrał oficjalnego meczu u trenera Szulczka. Szkoleniowiec przyszedł i odszedł, a pomocnika z Mikołowa jak nie było, tak nie było.

Ale teraz w końcu jest!

Piotr Tubacki

Fornalik kibicował

– Ciągle podkreślałem, że bardzo na niego liczymy. Przecież był podstawowym zawodnikiem drużyny ekstraklasowej. Wysoko cenię jego umiejętności. Kibicowaliśmy mu, aby powrócił na boisko i bardzo byśmy chcieli, aby to było na stałe i aby nic mu się już nie stało – okazał wsparcie trener Waldemar Fornalik. Ile minut dostanie Sikora w sobotnim meczu z Podbeskidziem?

20 kwietnia 2024, mecz z Widzewem, ponad 50 tys. ludzi na Stadionie Śląskim – i Patryk Sikora znoszony na noszach pod koniec spotkania. Wtedy to się zaczęło. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się