Sport

Witali go jak Maradonę

Rozmowa z Joachimem Marxem, byłym piłkarzem RC Lens

Przemysław Frankowski był rozchwytywany przez kibiców w Białymstoku, w Chicago, w Lens... Będzie i w Stambule. Fot. Paweł Bejnarowicz/PressFocus

Przemysław Frankowski odszedł kilka dni temu do Galatasaray. Został wypożyczony na pół roku za milion euro. Jeśli się sprawdzi, Turcy podpiszą z nim definitywny kontrakt do 2028 roku i będą musieli dopłacić 7 mln euro. Nieczęsto Polak przenosi się z ligi francuskiej do tureckiej. Jako były piłkarz Lens, związany emocjonalnie z francuskim klubem, żałuje pan?

- Oczywiście! „Frankie”, bo tak na niego wszyscy tutaj wołali - jako że nikt nie umie we Francji wymówić imienia Przemysław - potrafił zrobić różnicę. Świetnie się w Lens rozwinął i stał się ważnym zawodnikiem. Moim zdaniem osiągnął wręcz największy progres z obecnej kadry! Z drugiej strony – doskonale tego chłopaka rozumiem. Dostał ofertę życia. Takiej się zwyczajnie nie odrzuca.

Co utkwiło panu w pamięci z gry Frankowskiego w Lens?

- Kiedy przyszedł z MLS, początkowo ustawiany był na lewej obronie, bo ponoć na tej pozycji grał w Stanach ostatnie mecze. Potem okazało się, że nie jest to jego optymalna pozycja. „Frankie” grał tam, gdzie ustawiał go trener i nigdy się nie skarżył. Zaczynał jako defensor, a przed nim grał wtedy Seko Fofana, który oczekiwał podań. Przemek mu zagrywał, choć czasem prosiło się, żeby poszedł sam. Wszystko zmieniło się, kiedy zaczął być ustawiany po przeciwnej stronie, na prawym wahadle. Pokazał wtedy, że jest świetnym piłkarzem. Ma umiejętność „gry do przodu”, ale nie takiej na hurra, lecz przemyślanej. Było zaskoczenie, zarówno we Francji, jak i w Polsce, gdy okazało się, że Frankowski stał się filarem drużyny walczącej o awans do Ligi Mistrzów. Składało się na to wiele aspektów: łatwo dostosowywał się do taktyki, potrafił reagować na grę przeciwników. Rzadko był kontuzjowany. Nigdy nie można mu było odmówić zaangażowania. Potrafił grać nawet ze złamanym nosem. Świetnie prezentował się w ofensywie i strzelał dla Lens dużo bramek, do tego ważnych (jak choćby w prestiżowych derbach z Lille w 2021 roku, gdy wbił zwycięskiego gola - red.). Nie można więc się dziwić, że zdobył tu szacunek, że cieszył się ogromną popularnością wśród kibiców Lens. Dlatego jego brak jest dla klubu dużą stratą i to nie tylko moja opinia.

Muszę przy okazji powiedzieć, że poznaliśmy się i spotkali tete-a-tete kilka razy. Okazało się, że to serdeczny, poukładany chłopak. Dał się lubić i wiem, że był lubiany w drużynie. Powiedział mi zresztą, że we Francji chciałby być kojarzony tylko z grą w RC Lens, w żadnym innym klubie.

Rozmawialiście przed transferem? Co mówił?

- Dzwonił do mnie w niedzielę i przyznał, że ma ofertę z Galatasaray. Zaskoczył mnie. Pytał mnie, czy nie mógłbym mu jakoś pomóc przekonać działaczy, mówił, że nie chcą go puścić. Wcześniej był u trenera Willa Stilla, z pochodzenia pół Anglika, pół Belga, który prowadzi Lens od czerwca. Still przyznał, że mu to nie pasuje, ale że nie będzie robił mu przeszkód. Działacze mieli jednak obiekcje. Ostatecznie moja pomoc nie była mu potrzebna, dał sobie radę sam.

Jak przyjęli ten krok kibice Lens?

- Różnie, jak zawsze w takich przypadkach... Jedni dziękowali mu za ostatnie sezony i wkład w grę drużyny. Wielu jest bardzo zawiedzionych. Inni są wściekli, narzekają, że zostawia zespół, a nie ma nikogo na jego miejsce, bo okienko we Francji już się zamknęło i Lens nie może już nikogo sprowadzić w zastępstwie. Nie jest możliwe znalezienie jego następcy z zewnątrz aż do lipca. Nikt nie miał przecież pojęcia, że „Frankie” będzie w gronie piłkarzy, którzy będą chcieli odejść. Lens musi sobie radzić z tą kadrą, którą posiada. Przemek mówił mi jednak, że przecież nie zwlekał, nie zrobił tego specjalnie. Gdyby oferta przyszła tydzień wcześniej, to starałby się odejść wcześniej.

Pieniądze odgrywają tu ważną rolę. Galatasaray zdążył opublikować wysokość zarobków reprezentanta Polski. Za grę w sezonie 2024/25 ma mu zapłacić mu 900 tysięcy euro netto. Jeśli Galatasaray wykupi Frankowskiego, to począwszy od sezonu 2025/26 miałby zarabiać 1,7 mln euro netto rocznie.

- Trudno się więc dziwić, że chciał odejść. Muszę w tym momencie przypomnieć artykuł w „L’Equipe", gdzie napisali kiedyś o zarobkach piłkarzy Lens. Frankowski nie mieścił się nawet w pierwszej dziesiątce... Oczywiście niektórzy fani na kibicowskich forach wytykają piłkarzowi, że zrobił to dla pieniędzy. Kłócą się. Ci bardziej rozsądni pytają tych narzekających, co by zrobili na jego miejscu…

Frankowski poradzi sobie w Stambule?

- Życzę mu tego. Wiadomo, że będzie musiał poradzić sobie z nie byle jaką presją. Turcy wiele od niego oczekują. Kibice przywitali go na lotnisku w Stambule jak... neapolitańczycy Maradonę (śmiech).

Kto może go zastąpić w Lens?

- W kadrze jest kilku piłkarzy, którzy mogą grać na prawym wahadle, ale, szczerze mówiąc, „Frankie” jest od nich o wiele lepszy.

Rozmawiał Paweł Czado

BILANS FRANKOWSKIEGO W LENS W OBECNYM SEZONIE

- 18 meczów w Ligue1 (na 21 możliwych) i 4 gole (strzelił bramki Monaco, St. Etienne, Nantes i Angers);
- 2 mecze w kwalifikacjach Ligi Europy, 1 gol (strzelił bramkę Panathinaikosowi);
- 1 mecz w Pucharze Francji.

Łącznie spędził na boisku 1659 minut. Ogółem od 2021 roku strzelił dla Lens łącznie 18 ligowych goli.