Wicemistrz... Kaput
Drużyna z Oporowskiej w Radomiu wypuściła zwycięstwo z rąk, co jeszcze bardziej skomplikowało jej nieciekawą sytuację w tabeli.
Obrońca Śląska Łukasz Gerstenstein (z lewej, nr 6) po meczu w Radomiu był wściekły jak osa. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
Nie da się ukryć, że aktualny wicemistrz Polski jest na skraju przepaści. Podopieczni trenera Ante Szimundzy w wyjazdowym meczu z Radomiakiem mogli - a nawet powinni - poprawić swoje notowania, lecz w doliczonym czasie wypuścili zwycięstwo z rąk. Kompletu punktów pozbawił ich Michał Kaput. Po końcowym gwizdku doszło do spięcia bramkarza wrocławian Rafała Leszczyńskiego z Sylvestrem Jasperem, który w 89 minucie zmarnował „setkę” i tym sam pozbawił swoją drużynę kompletu punktów.
Sfrustrowani kibice
Nieporadność piłkarzy z Oporowskiej doprowadziła do stanu wrzenia kibiców. Ci nie hamowali się, obrzucając ich niewybrednymi epitetami i wyjątkowo złośliwymi komentarzami. Oto próbka ich „twórczości”: „Starcie gigantów”, „Pojedynek dżumy z cholerą polskiej ekstraklasy zakończony zarażeniem jednego przez drugiego”, „Pozoranci wrocławskiego Śląska to trzecia część dziadów”, „Dwie ekipy do spadku. Tego nie dało się oglądać”, „Niech więcej miasto tym dziadygom płaci”. Dobra, nie będę dłużej pastwił się nad piłkarzami „czerwonej latarni” tabeli PKO BP Ekstraklasy.
A tak w ogóle źle się dzieje w państwie... W następnej kolejce wrocławianie zmierzą się na własnym stadionie z Widzewem Łódź, ale trener Ante Simundza przy ustalaniu składu nie będzie mógł uwzględnić Słowaka Petera Pokornego i Serafina Szoty z powodu nadmiaru żółtych kartek. Poza tym decyzją słoweńskiego szkoleniowca do trzecioligowych rezerw zostali przesunięci Adam Basse, Filip Rejczyk i Aleksander Wołczek. Klub z Oporowskiej chciał ich wypożyczyć do innych drużyn, lecz zawodnicy postanowili zostać we Wrocławiu, to teraz mają... Usługami Rejczyka była zainteresowana pierwszoligowa Polonia Warszawa, natomiast Adama Basse chciał występujący w 2. lidze Hutnik Kraków.
Widzi światełko
Remis w Radomiu, który de facto wrocławianom niewiele daje, nie pozbawił ich szkoleniowca optymizmu. - Każdy może mieć swoją opinię, ale uważam, że zasłużyliśmy na więcej - powiedział Ante Szimundża. - Co dla nas jest dobre, to fakt, że pokazaliśmy charakter. Pokazaliśmy inną twarz niż w meczu z Piastem. Dzięki temu widzę światełko w tunelu. Jeżeli nie podejdziemy do kolejnych treningów i meczów z wielką ambicją - nie będzie dobrze, ale jestem zadowolony z tego, jak pokazaliśmy się na boisku w meczu z Radomiakiem. W sobotę byliśmy na poziomie, na którym chcieliśmy być. Zagraliśmy trudny mecz na trudnym terenie i widzę różnicę w porównaniu z poprzednim meczem. Brakowało tylko zdobycia kolejnej bramki. Mieliśmy kilka okazji, ale mam nadzieję, że w kolejnych meczach już je wykorzystamy i wygramy spotkanie. Debiutanci, czyli Al Hamlawi i Pozo, grali na dobrym poziomie, od pierwszej minuty pokazali charakter i jakość, jakiej wymagam. Czy zagrają również w kolejnym meczu? Jest zbyt wcześnie, żeby o czymkolwiek przesądzać.
Dla samych siebie
Niepocieszony był niespełna 21-letni obrońca Śląska Łukasz Gerstenstein. - To było trudne spotkanie, trudno grało się w piłkę, głównie był to mecz walki - stwierdził wychowanek Chojnika Jelenia Góra. - Bardzo chcieliśmy wygranej, ale straciliśmy gola w końcówce. Bramka padła po sytuacji, która nie powinna się nam przytrafić. Walczymy o życie i nie możemy takich spotkań nie wygrywać. Na pewno nie powinniśmy tak się cofnąć, jak to miało miejsce w drugiej połowie. Nie chcieliśmy tak grać, ale przeciwnik zaatakował i nas do tego zmusił. Tak to się potoczyło, że rywalom udało się wcisnąć bramkę. Musimy walczyć do końca i będziemy to robić w każdym meczu. Dla naszych kibiców, naszych rodzin i dla samych siebie.
Bogdan Nather