Wiara powróci?
TRYBUNA KIBICA – GKS Katowice
W piątkowy wieczór, 26 września, kibiców katowickiego klubu nurtowało jedno zasadnicze pytanie: czy po czterech dniach od zwycięstwa 4:2 po dogrywce z Wisłą Płock w Pucharze Polski na Nowej Bukowej stać będzie ich ulubieńców na odniesienie wygranej w meczu o ligowe punkty w Płocku? Ostatecznie skończyło się tam na remisie 1:1, a zatem trudno bez wątpliwości ocenić, czy ten podział punktów był satysfakcjonujący dla kibiców, czy też nie.
Podział punktów na pewno nie zadowolił w pełni żadnej z drużyn. Z drugiej strony dla tej prowadzonej przez trenera Rafała Góraka to pierwszy zdobyty punkt na wyjeździe w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy. Zatem, patrząc chociażby z tej perspektywy, nie sposób nie doszukać się w tym remisie pozytywów. Bądź co bądź został on wywalczony na terenie niedawnego lidera tabeli.
Jak to się stało? Katowiczanie potrafili zneutralizować atuty ofensywne zespołu Wisły, a przede wszystkim wykorzystali błąd (czytaj: gapiostwo) bramkarza gospodarzy, Rafała Leszczyńskiego. Oczywiście, wielka w tym zasługa Marcina Wasielewskiego, który intuicyjnie wyczuł, że szarża na bawiącego się piłką bramkarza się opłaci.
Co ten remis może dać piłkarzom GieKSy w kontekście zbliżającego się meczu z Lechem Poznań na Nowej Bukowej? Ano przede wszystkim może dać wiarę, że z zespołami czołówki ekstraklasy da się powalczyć i zdobywać z nimi punkty. Pamiętajmy też jednak, że zespół Lecha w meczach wyjazdowych w tym sezonie nie zaznał jeszcze goryczy porażki. Jest jednak i druga strona tego medalu: otóż daje do myślenia bilans straconych przez poznaniaków bramek. Z jedenastu zapisanych po stronie strat w wyjazdowych meczach trzy gole zdobyła Lechia Gdańsk, a dwa Raków Częstochowa, czyli zespoły sąsiadujące z piłkarzami GKS-u Katowice w tabeli. Wniosek z tego taki, że nie trzeba być nadzwyczajnym tuzem, żeby Lecha postraszyć i jego kosztem zdobyć punkty.
Marzyciel
