Sport

WF nie jest mniej ważny!

„Ninanki" - zwierzątka wymyślone przez entuzjastów skupionych wokół wybitnego śląskiego ortopedy, Krzysztofa Ficka - propagują zdrowy styl życia nie tylko w Polsce.

Zajęcia podczas programu.

Fatalnie się w naszym kraju przyjęło, że rodzice lubią zwalniać dzieci z zajęć wychowania fizycznego, a dzieci też lubią być zwalniane. WF często uważany jest wręcz za przedmiot na doczepkę, traktowany po macoszemu. Teraz chodzi o to, żeby jak najwięcej ludzi uzmysłowiło sobie jak ogromny to błąd. Wychowanie fizyczne jest równie ważne jak język polski, matematyka czy geografia.

Przysiad, chód, pchanie

Prof. Krzysztof Ficek, ortopeda traumatolog i specjalista medycyny sportowej nie ma wątpliwości: - Fizyczna tożsamość kształtuje dziecięcą osobowość, daje dzieciom pewność siebie. Chcemy wśród nich propagować przydatne wzorce ruchowe. Wiadomo że nawyki kształtują się u nich także dzięki zabawie, dlatego wymyśliliśmy „Ninanki".

„Ninanki" to kompozycja edukacyjna skierowana do przedszkolaków i uczniów klas 1-3 szkół podstawowych. Obejmuje obszar rozwoju fizycznego i psychicznego w oparciu o naukę podstawowych wzorców ruchowych przy pomocy elementów muzycznych, plastycznych oraz ekologii.

- Siedem zwierząt symbolizuje siedem wzorców ruchowych. Te siedem wzorców tworzy całą symfonię ruchu, którą widzimy w najbardziej wyspecjalizowanych zachowaniach, choćby gimnastycznych, pływackich, piłkarskich. Zaczyna się od najprostszych elementów: skłon, przysiad, chód – to są elementy, które dotyczą każdego z nas – podkreśla prof. Ficek.

Te zwierzęta to: lama (chód), kangur (przysiad), kot (zgięcie), lew (wyprost), pantera (rotacja), tygrys (pchanie) i miś (ciągnięcie). Zwierzątka propagują właśnie chód, przysiad, zginanie, prostowanie i skręt tułowia, a także pchanie i ciągnięcie. Te wzorce stanowią alfabet ruchu, którego przyswojenie na wczesnym etapie życia przygotuje do systematycznej aktywności fizycznej, co w późniejszych okresach rozwoju może pomóc w utrzymaniu zdrowia.

- Program, który dotyczy dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych oparty jest nie tylko na aktywności fizycznej, ale również na elementach plastycznych, muzycznych i ekologicznych – podkreśla prof. Ficek. Całość ma przyciągać dzieci i… przyciąga. – To są te fundamenty, które pozwalają dziecku stworzyć wewnętrzną tożsamość, wrażliwość postrzegania świata i pewność siebie - przyznaje nasz rozmówca. – Myślę, że dzieci nie trzeba uczyć ruchu, trzeba im jedynie stworzyć odpowiednie środowisko do wypracowania nawyków ruchowych. Nawyki niosą za sobą wzmocnienie poczucia wartości, a co za tym idzie - stworzenia z siebie wewnętrznego bohatera. A czyż nie jest to najlepsza inwestycja w przyszłość dziecka?

Prawda jest taka, że poczucie wstydu i niska ocena własnej wartości może dziecko stygmatyzować na długie lata, utrwalać kompleksy. – Najgorzej jest zawstydzić dziecko. Gruby, rudy, zezowaty... Potem ma traumę ma długo. Jednak wykluczenia są często niwelowane przez umiejętności zachowań sportowych nawet tych dzieci, które są poszkodowane losowo i tej sprawności nie mają, ale gdy uczestniczą w naszych zajęciach grupowych idealnie potrafią wpasować w się całokształt ćwiczeń. Kiedy takie dziecko potrafi się podciągnąć albo zrobić podpór przodem, zaczyna wierzyć w siebie. Szuka w sobie bohatera – podkreśla Ficek.

Korzystają rodzice i dziadkowie

Koordynatorem programu jest Martyna Borowska, absolwentka muzykoterapii, utalentowana... wokalistka, absolwentka Akademii Muzycznej, grająca na wielu instrumentach. - Naszym programem objętych jest na razie ponad 300 dzieci - mówi.

Twórcy programu uważają, że branie przykładu ze zwierząt będących naturalnym przykładem radosnej zabawy ruchem pozwoli nauczyć dzieci różnych sposobów poruszania się, a właściwie dobrany program zajęć sportowych wpłynie pozytywnie na fizyczny i emocjonalny rozwój podopiecznych. Coś w tym jest! Ideą projektu jest przede wszystkim zwiększenie poczucia własnego ciała oraz budowanie świadomości ruchu. Ale chodzi także o przeniesienie nabytych umiejętności na grono najbliższych, w tym… rodziców i dziadków!

- Rodzice wypychali dzieci żeby ćwiczyły, ale z nami nie jest tak łatwo. Wciągaliśmy też rodziców. Kiedy było ćwiczenie tygrysa w parach, to rodzic - dziecko. Czasami na... siłę. Nie, dzieci nie trzeba zmuszać, częściej rodziców - uśmiecha się Borowska.

Program, który jest bardzo spójny, zaczyna wchodzić w życie nie tylko u nas, jak choćby w Bieruniu, ale i za granicą. Twórcy przedstawili ten program na wydziale kultury fizycznej uniwersytetu w Walencji i Hiszpanie są nim bardzo zainteresowani. Wkrótce prof. Ficek pojedzie na wykłady na Wybrzeże Kości Słoniowej, program trafi też do Belgii, Azerbejdżanu, Namibii i Kamerunu. Twórcy wykorzystują w tym celu osobiste kontakty. Program jest przetłumaczony m.in. na angielski i francuski (a także na śląski!) , zarówno jeśli chodzi o metodologię, jak i używane podczas zajęć środki, choćby… wiersze.

Czy obecnym piłkarzom mogłoby brakować takiego wprowadzenia w sport? Zdaniem profesora im brakuje raczej… zakochania się w sporcie. Przesądza o tym często szybka profesjonalizacja. – Młodym utalentowanym osobom jest proponowana szybka specjalizacja. Potem realizują program ich dyscypliny bez korzystania z dobrodziejstw innych dyscyplin, a przecież wszechstronność wzbogaca, a monotematyczność zubaża – twierdzi prof. Ficek.

Wokół AWF

Twórcy i entuzjaści programu skupieni są wokół katowickiej AWF. - Chcemy naszą uczelnię ożywić, żeby nie była uważana za schematyczną, oferującą jedynie studiowanie klasycznych kierunków, ale dającą coś więcej. Do młodych ludzi przemawia ruch, kolor, dynamika, dźwięk. Chcemy pokazać, że nasza uczelnia też to ma, pokazać, że też się tym interesujemy. Od „Ninanek” dla najmłodszych po oferty dla studentów. Chcemy ten program propagować w sposób oddolny, chociaż wsparcie samorządów też odczuwamy – mówi prof. Ficek. – Uczelnia, przez akademickie centrum szkolenia dysponuje możliwością dofinansowania lwiej części kształcenia edukatora „ninankowego”, czyli kogoś kto zrozumie istotę tego programu i będzie wprowadzał ten program w życie. Jeśli ktoś zda egzamin z wiedzy, którą daje metodologia „ninankowa”, dostaje certyfikat czasowy na prowadzenie zajęć od 2 do 5 lat - podkreśla prof. Ficek.

Dodaje, że zawsze irytowało go lekceważące podejście do zawodu nauczyciela wychowania fizycznego, określanie go „magistrem od fikołków" - Potem okazuje się często, że drwiący nie umie tego nieszczęsnego fikołka zrobić...

Paweł Czado, Zbigniew Cieńciała

Credo twórców „Ninanek"

Ruch to nasz dom i wspólny język. Żyjemy w czasie, który sam w sobie jest zmianą, ale wciąż od starożytności niezmienna jest grecka myśl Paideia dotycząca wychowania i kształcenia dzieci wraz z ćwiczeniami fizycznymi oraz duchowymi. Nasz projekt jest próbą zwrócenia uwagi na znaczenie podstawowych ruchów, dźwięków, kolorów i postrzeganie otaczającego dzieci środowiska. Ten multiminimalizm propozycji stwarza podstawę kształtowania w dziecku wrażliwości do spojrzenia i odczuwania rzeczywistości.

Dzieci ćwiczące w programie „Ninanki". Fot. archiwum programu