Sport

Warto wpajać w dzieci odwagę

Rozmowa z Dariuszem Wolnym, byłym piłkarzem ekstraklasy, dziś trenerem indywidualnym dzieci

Niepokoi nas, co dzieje się z polską piłką...

- Mnie też. Powody do niepokoju można zresztą odczuwać nie od dziś.Nie mam nic przeciw grze cudzoziemców w naszych ligach, pod warunkiem, że są to klasowi zawodnicy, którzy rzeczywiście dają swoim drużynom wiele, są ich ozdobą.Nie jestem przeciw cudzoziemcom, którzy potrafią grać, jestem przeciw cudzoziemcom, którzy zajmują miejsce! Pamiętam jeszcze jako zawodnik inwestycje brazylijskie ŁKS-u za czasów Antoniego Ptaka, masowy hurt piłkarzy z tego kraju nie okazał się receptą na sukces, podobnie było potem z Pogonią. Rozumiem różne modele funkcjonowania klubów, ale uważam, że nigdy nie powinno zabraknąć miejsca dla wychowanków. Niestety, presja wyniku dyktuje wszystko, a przeciętny cudzoziemiec dobrze przygotowany fizycznie najczęściej stłamsi zdolnego, polskiego juniora, który powinien być wprowadzany do dorosłego futbolu umiejętnie. A dziś kiedy obserwujemy ligę, to...

- ...to obcokrajowców jest więcej niż Polaków.

- Właśnie, więcej! A później się dziwimy, że nasze juniorskie reprezentacje nienadzwyczajnie czy wręcz słabo grają. A jak ma być inaczej skoro młodzi są wypychani ze składów ligowych klubów przez zagranicznych piłkarzy? Jak oni mają wchodzić w dorosły futbol?Myślę, że to również problem... menedżerski. Po co mieć wychowanka, gdy można zarobić pieniądze wspólnie z menedżerami? Im większy ruch, tym większy biznes. W efekcie trafia do nas często - nikogo nie obrażając, ja to tak nazywam - europejski szrot. Ilu z tych zawodników było wybitnych? Do głowy przychodzi mi Danijel Ljuboja.

A Gija Guruli?

- Aaaaaa, to w ogóle inna bajka! Miałem okazję z nim grać i trenować, więc wiem najlepiej, że Gruzin robił potężną różnicę. A my podniecamy się transferami z 3. ligi hiszpańskiej. Strzeli taki jedną bramkę na pół roku i się tym ekscytujemy. Ludzie, szanujmy się trochę! W wielkich klubach i zresztą mniejszych też - brakuje ich wychowanków...

Cóż, wynik musi być tu i teraz. Łatwiej zrobić go nawet nie pierwszoplanowymi, ale przyzwoicie przygotowanymi fizycznie cudzoziemcami niż dając szansę młodym.

- Zgodzę się z tym, rzeczywiście tak jest. A dla młodych najważniejsze jest przecież, żeby grali. Lepiej wypożyczyć go choćby do klubu z niższej klasy niż trzymać na ławie. Puścić go w świat... Jedyny warunek: ma grać! Przypadek Kapustki, który pojechał do Leicester i przepadł, jest znamienny. Dziś gra, ale czy na poziomie, który mógł osiągnąć? No, właśnie...

Dobrzy piłkarze nie biorą się znikąd. Najpierw trzeba ich wychować. Przechodzimy do sedna sprawy... Czy u nas szkolenie dzieci nie jest trochę zaniedbane? W Holandii zajmują się tym byli zawodnicy z przeszłością w Eredivisie. A u nas?

- U nas bardzo często zajmują się tym... animatorzy.

Czyli amatorzy kochający piłkę.

- Właśnie. Jest to ich hobby, ale często nie mają pojęcia, co robią. A nie mają pojęcia, bo nie mają doświadczenia.

Powinna być specjalizacja już nawet na początkowym poziomie. Chłopcami marzącymi o grze w ataku powinni zajmować się byli napastnicy, kandydatami na defensorów - byli obrońcy itd.

- Cóż, trening może zrobić każdy, nawet ojciec dziecku. Nic do tego nie mam, ruch jest wskazany, każda aktywność. Ale profesjonalizmu nie nauczy człowiek, którego główną cechą jest... miłość do piłki. Ja kocham siatkówkę, hokej, trening pewnie bym zrobił, ale co by z tego było - tego nie wie nikt (śmiech). Tak samo jest z piłką. Powtórzę: fakt, że ktoś kocha piłkę nożną, nie znaczy, że się na niej zna. U nas panuje jednak przekonanie, że na futbolu i medycynie zna się każdy... Żeby było jasne: nic do tych ludzi nie mam, zdarzają się oczywiście trenerzy dzieci, którzy nie grali wysoko, ale rzeczywiście mają pojęcie, takich też znam. Jednak gdyby mieć do wyboru za trenera pana Józia z piątej klatki, gorącego miłośnika piłki i wielbiciela gry Barcelony czy Manchesteru United, który doświadczenie czerpie z oglądania meczów w telewizji albo byłego zawodnika, to raczej trudno się zastanawiać. Chłopak od byłego piłkarza nauczy się tego, czego od pana Józia - nigdy, choćby ten był wyjątkowo zaangażowany i dawał z siebie wszystko.

Jakiś konkretny przykład?

- Proszę bardzo: zauważam, że dziś dzieci mają problem z wykonaniem dalekiego, celnego, mocnego przerzutu, a także ze strzałem z prostego podbicia. Technika uderzenia w obu przypadkach jest diametralnie różna, stopę układa się zupełnie inaczej, jest inny kąt. Trudno żeby uczyły się tego dopiero jako dorośli piłkarze. Dlatego warto poświęcać uwagę na żmudne doskonalenie techniki tego rodzaju uderzeń już teraz. Jako trener zwracam na to uwagę, to dla mnie wręcz kluczowe. Dodam, że - niektórzy będą może zaskoczeni - nauka piłki nożnej nie polega tylko na... nauce piłki nożnej. Także na demonstrowaniu zachowań przed i w trakcie gry, które ułatwiają życie takiemu chłopcu w przyszłości, gdy wejdzie w rolę zawodowego piłkarza. Najprostsze sprawy: gdy nie wyjdzie ci jakieś zagranie, nie okazuj słabości albo zdenerwowania. Rywal widząc to, z pewnością będzie cię chciał wyprowadzić z równowagi i może być jeszcze gorzej. To szczegóły, które w dorosłej karierze są bardzo przydatne. O takich i podobnych sprawach trzeba podczas zajęć rozmawiać, wpajać chłopcom różne przydatne zachowania, choćby cwaniactwo na boisku w dobrym znaczeniu tego słowa. Muszę przy tym powiedzieć, że nic nie przychodzi łatwo i od razu. Kiedy 20 lat temu zaczynałem się tym zajmować, robić kolejne kursy - z perspektywy czasu wiem - byłem... „zielony”. To doświadczenie w tym względzie jest siłą; chodzi o doświadczenie, które przynosi zrozumienie, co dla tych dzieci jest dobre, a co złe. Kiedy zaczynałem zajmować się tym dawno temu, jeszcze w GKS-ie Katowice, była wtedy wielka presja wyniku. Teraz wiem, że to bez sensu. Uważam, że takie dzieciaki nie powinny w ogóle przejmować się wynikami! Trenerzy powinni w dzieciach wzmacniać ich predyspozycje, mocne strony, a niwelować słabsze. Do każdego z tych dzieci należy podchodzić osobno, każde to odrębny przypadek. Co pomoże jednemu, może zaszkodzić drugiemu i jako trener muszę to zauważać oraz rozumieć. Oczywiście, każdy z tych chłopców musi umieć przyjąć piłkę i odpowiednio zagrać, czyli podać albo strzelić, musi uczyć się rozumienia gry, wyjścia na pozycję itd. Jednak każde dziecko dochodzi do założonego poziomu inaczej, w różnym tempie. Trzeba mieć i tego świadomość! A dzieci muszą też wiedzieć, że nic samo nie przyjdzie. Żeby zostać ligowcem, nie wystarczy, że mama przywiezie cię na trening i z niego zabierze dwa-trzy razy w tygodniu. Bardzo ważne jest wyrobienie charakteru. Trzeba te dzieci uczyć, że porażka nie jest końcem świata, ale trzeba się starać, żeby przychodziła jak najrzadziej. Bo po kilku zwycięstwach nagle przychodzi przegrana i jest... płacz. Co teraz? Trzeba właśnie uczyć, jak reagować w takiej sytuacji. Dzieci potrafią się zniechęcić. Dlatego twierdzę, że do 15-16 lat nie powinno być meczów, w których chodzi o wynik. Właśnie przez to wielu chłopaków odpada, zniechęca się też z powodu słabszych warunków fizycznych. Rodzice mówią: „trudno, jak ci nie idzie, zajmij się czymś innym”.. Niestety, dziś dzieci są bardzo słabe psychicznie i łatwo się poddają. Szkoda, bo przecież często zdarza się tak, że wytrwały dzieciak przerasta potem wyraźnie konkurentów, z którymi wcześniej, właśnie z powodów warunków fizycznych, nie miał szans. Tak często jest!

A presja?

- Na naukę radzenia sobie z nią przyjdzie czas później, przed wejściem w dorosłość. Wiadomo, że zanim dzieci wejdą w poważną piłkę, muszą nauczyć się znoszenia właśnie presji, która w zawodowym futbolu jest codziennością. Kiedyś patrzyłem na to inaczej, ale dziś myślę, że najważniejsza w piłce jest... głowa. Moim zadaniem jest wpoić w te dzieci odwagę. Nie mogą się bać choćby gry jeden na jeden, a w związku tym nie mogą się bać tego, że stracą piłkę. Wręcz przeciwnie! A dziś dzieci często się boją, co na nieudane zagranie powiedzą... rodzice na trybunach. Jestem przeciwny wywoływaniu na nich presji, powtarzam - na naukę, jak sobie z nią dawać radę, przyjdzie jeszcze czas. Tak samo jest z taktyką. Nie męczmy nią dzieci, zdążą się jej nauczyć. Po co ona 9-latkowi? On traktuje piłkę jak zabawę i nie warto tego niszczyć. I najważniejsze - nie ma co dzieci chłostać negatywnymi uwagami, powtarzać, że coś źle zrobiły. Lepiej skupiać ich uwagę na tym, że mogą przecież zrobić to... lepiej. Może lepiej powiedzieć: „Nie było idealnie, ale było nieźle, bo chciałeś. Spróbujmy jeszcze raz”... Na koniec jeszcze jedno: opieprzać za grę można jedynie dorosłego zawodnika. Dla mnie opieprzanie dzieciaka, że coś źle na boisku zrobił to kryminał. U mnie nie ma takiej możliwości.

Rozmawiał Paweł Czado

Dariusz Wolny wie, że nie ma futbolu u góry, bez futbolu na dole. Fot. Paweł Czado


Dariusz Wolny

Urodzony 30.04.1969 roku
Kluby: Odra Opole (do 1991) , GKS Katowice (1991-94)
Sukcesy: wicemistrz Polski (1992, 1994), zdobywca Pucharu (1993) i Superpucharu Polski(1992).
Posiada uprawnienia trenerskie UEFA A.