Warto walczyć do ostatka!
Ruch robił, co mógł, żeby zdobyć choćby punkt z liderem. Udało się w ostatniej chwili!
Bartłomiejowi Barańskiemu z Ruchu ten mecz będzie śnił się po nocach. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Szybko i... boleśnie. Tak zaczął się mecz na Stadionie Śląskim. Ruch podejmował Niecieczę, która jawi się jako machina do wygrywania na ekstraklasowym zapleczu. Początek potwierdzał te przewidywania. Koniec - wręcz przeciwnie.
To nie był paraliżujący potwór
Źle zaczęło się dla gospodarzy. W 5 minucie Śląski ucichł i... zamarł. Po rzucie rożnym Bartosz Kopacz zgrał piłkę głową i Andrzej Trubeha z bliska zdobył bramkę dla lidera. W 14 minucie bardzo podobna sytuacja, choć tym razem strzał był niecelny.
Chorzowianie wzięli się do pracy: w 22 minucie groźnie strzelał Bartłomiej Barański. Gola nie było, do siatki nie wpadły także trzy dobitki z rzędu „Niebieskich”! Co się odwlecze, to nie uciecze... Stadion Śląski wpadł w ekstazę, gdy Jehor Cykało ładnym, płaskim strzałem wyrównał. Do końca pierwszej połowy wydarzyło się już niewiele. Jedno jest pewne: w tej części gry Nieciecza nie była paraliżującym rywala potworem, do czego nas wcześniej przyzwyczaiła. We wcześniejszych meczach jej rywale nie oddawali zbyt wiele strzałów, tymczasem Ruch grał aktywnie i dość często dochodził do sytuacji strzeleckich.
„Bibi”, coś ty zrobił?!
Trener gości Marcin Brosz chciał ten mecz wygrać, dlatego po przerwie wpuścił na boisko doświadczonego napastnika Kamila Zapolnika. Opłaciło się, ale po kolei...
W 52 minucie pudło roku: po błyskawicznej kontrze Jakub Myszor idealnie podał rozpędzonemu Barańskiemu, a ten fatalnie przestrzelił. „Bibi”, coś ty zrobił?! - zamarli chorzowscy kibice. Jakby tego było mało, zamiast 2:1, tablica świetna wyświetliła 1:2. Znów potwierdziło się: jeśli ty nie strzelisz, zaraz strzelą tobie. Nieciecza wykorzystała okazję z zimną krwią: po kontrze piłkę głową do siatki z najbliższej odległości posłał właśnie Zapolnik. Ten sam zawodnik nie będzie jednak spał spokojnie. Po chwili biegł samotnie na bramkę Ruchu i mógł bramkarza spytać, w który róg strzelać. Nie spytał i trafił w... zewnętrzną część słupka. Po sekundzie schował twarz w dłoniach i w ogóle się temu nie dziwimy - też byśmy schowali na jego miejscu... Zresztą nie tylko jego. Sposób, w jaki piłkarz Ruchu Mo Mezghrani wyłożył jak na tacy piłkę Zapolnikowi ,to kryminał.
W ten poniedziałkowy, rześki wieczór mecz oglądało ponad 10 tysięcy widzów (szanujemy to!) i nie dawali oni zapomnieć Ruchowi, jakie są oczekiwania. „Niebiescy, tylko zwycięstwo!” - skandowali kibice. Chorzowian jakby przytkało. Z wolnego strzelił Denis Ventura, ale tak, że zaraz zszedł z boiska po zmianie.
Wydawało się, że Nieciecza nie da sobie wydrzeć zwycięstwa. Umiejętnie ograniczała ruchy przeciwnika, świetną robotę w środku pola wykonywał niewidoczny niby, ale cholernie skuteczny Maciej Ambrosiewicz. Warto jednak walczyć do końca. W ostatniej minucie Cykało oddał groźny strzał z dystansu. Adrian Chovan odbił wprawdzie tę piłkę, ale wobec dobitki rezerwowego Daniela Szczepana był już bezradny. Ruch mógł nawet wygrać, ale w doliczonym czasie świetnej szansy nie wykorzystał Miłosz Kozak. Dziwny mecz! Obie drużyny mogą odczuwać i niedosyt, i... zadowolenie.
Paweł Czado
CO NAM SIĘ NIE PODOBAŁO
Wiadomo, że w każdym meczu nie wykorzystuje się wspaniałych szans, ale zepsucie tak wspaniałych okazji, jakie mieli w drugiej połowie Bartłomiej Barański z Ruchu i Kamil Zapolnik z Niecieczy, woła o pomstę do nieba. Sytuacje z gatunku „to strzeliłaby nawet moje teściowa”. Bez przesady!
(pacz)
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Ruch Chorzów - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:2 (1:1)
0:1 - Trubeha, 5 min (głową), 1:1 - Cykało, 29 min., 1:2 - Zapolnik, 52 min, 2:2 - Szczepan, 90 min
RUCH: Turk - Mezghrani, Lukić, Szymański, Karasiński - Myszor, Ventura (75. Adkonis), Cykało, Starzyński (59. Szwoch), Barański (59. Kozak) - Nowothny (59. Szczepan). Trener Dawid SZULCZEK.
NIECIECZA: Chovan - Kopacz, Kasperkiewicz (86. Spendlhofer), Isik - Hilbrycht (74. Wolski), Strzałek (68. Biniek), Ambrosiewicz, Kubica, Zawijśkyj - Fassbender (46. Zapolnik), Nowothny, Trubeha (68. Karasek). Trener Marcin BROSZ.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 10214. Żółte kartki: Starzyński, Szczepan - Isik, Fassbender, Kubica.
Piłkarz meczu - Maciej AMBROSIEWICZ