Walka nabiera rumieńców
Pierwszy w tym roku szczyt ekstraklasy nie zawiódł oczekiwań.
Ateńczyk Stratos Svarnas – autor złotej bramki na Bułgarskiej. Fot. Paweł Jaskółka/Pressfocus.pl
Zostali z niczym
– Cieszę się, że mogłem utrzymać przy życiu drużynę, ale jestem też niezadowolony, bo nie tylko nie mamy trzech punktów, ale nawet jednego. Zostaliśmy z niczym – podsumował bramkarz, który za jakiś czas na pewno będzie rywalizował o jedynkę w kadrze, podobnie jak Kacper Trelowski z Rakowa, który z kolegami rozegrał jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie. Gdyby Raków grał na podobnej kulturze gry w dwóch pierwszych tegorocznych występach – remis z Cracovią i porażka u siebie z GieKSą – byłby już na czele tabeli. Ale zwycięstwo z lechitami i tak gwarantuje jeszcze mocniejsze rozżarzenie ognia walki o mistrzostwo w pozostałych 13 kolejkach. Dla kibiców – wybornie, bo rywalizacja o koronę dopiero nabiera rumieńców.
Papszun zadowolony
– Oglądaliśmy dobry mecz. Cieszę się ze zwycięstwa i stylu, w jakim je odnieśliśmy. Wygraliśmy ważne spotkanie – podkreślał bardzo zadowolony trener Marek Papszun. – Byliśmy do tego dobrze przygotowani. Nasz wysoki pressing funkcjonował na dobrym poziomie i Lech nie mógł sobie z nim poradzić. Odebraliśmy im piłkę chyba 20 razy na ich połowie, co rzadko się zdarza. Kontrolowaliśmy też fazy przejściowe i zniwelowaliśmy atuty Lecha. Dzisiaj w końcu zagraliśmy w taki sposób, jaki trenujemy, bowiem we dwóch wcześniejszych spotkaniach tego nie potrafiliśmy zrobić. Mental u moich zawodników był dziś na topie, pod kątem motorycznym byliśmy bardzo dobrze przygotowani, podobnie też taktycznie. Zagraliśmy znakomite spotkanie.
Jaki kryzys?
W komentarzach do występu gospodarzy natychmiast pojawiło się słowo kryzys – podobnie do piątku mówiono o Rakowie, a teraz „Medaliki” dopadają z każdej strony „achy i ochy” – ale to w Polsce jest bardzo popularna skrajnie rozdygotana huśtawka nastrojów. Tymczasem Lech nie zagrał złego meczu, trafił tylko na lepiej tego dnia dysponowanego przeciwnika. – Uczciwie trzeba przyznać, że Raków był dzisiaj od nas lepszym zespołem i zasłużył na zwycięstwo – przyznał trener Niels Frederiksen. - Rywal był bardziej agresywny, w pressingu sprawiał nam sporo kłopotów w budowaniu akcji. Raków miał też sporo jakości, gdy był w posiadaniu piłki. Nie stworzyliśmy zbyt wielu okazji, zabrakło bezpośredniej gry, za mało też próbowaliśmy wstrzeliwać piłki w pole karne rywala. Nie zagraliśmy zbyt dobrze, ale też nie można określić naszego występu jako katastrofa.
Zbigniew Cieńciała