Sport

Wałbrzyski fenomen

Powrót Górnika do ekstraklasy to najlepsze, co polskiej koszykówce mogło się przydarzyć.

Kibice w Wałbrzychu uwielbiają trenera Andrzeja Adamka. Fot. PAP / Łukasz Gągulski

PUCHAR POLSKI MĘŻCZYZN

Podczas finałowego turnieju o Puchar Polski w Sosnowcu napisana została niezwykła historia. Serca kibiców basketu w naszym kraju podbili waleczni koszykarze beniaminka z Wałbrzycha. Górnik po dramatycznym meczu ograł w finale Kinga Szczecin i po 40 latach wywalczył trofeum.

Siedmiu wspaniałych

Górnik został założony tuż po wojnie, a koszykarska sekcja była w nim od początku. W 1970 roku zespół po raz pierwszy awansował do ekstraklasy, a w latach 80. dominował w polskim baskecie, sięgając po trzy wicemistrzostwa (1981, 1983, 1986) oraz dwa tytuły mistrzowskie (1982, 1988). Dwa lata temu uhonorowano tamtych mistrzów – w asyście orkiestry górniczej i młodych adeptów przebranych za górników, w obecności władz PZKosz. odznaczono siedmiu wałbrzyskich wspaniałych: Zenona Kozłowskiego, Tadeusza Reschkę, Wojciecha Krzykałę, Ryszarda Wieczorka, Jerzego Żywarskiego, Mieczysława Młynarskiego i Stanisława Kiełbika. Tamten okres wałbrzyscy kibice wspominają najlepiej. Do ostatniej niedzieli, bo podczas turnieju w Sosnowcu narodziła się nowa legenda. Teraz bohaterami są Dariusz Wyka, Grzegorz Kulka, Toddrick Gotcher czy Ike Smith. W lidze są na trzecim stopniu podium i mają apetyt na medal. W Pucharze Polski ograli wszystkich i sięgnęli po trofeum. Atmosferę w zespole najlepiej pokazuje sytuacja, która wydarzyła się zaraz po meczu finałowym. Organizatorzy dość niespodziewanie zdecydowali, że Toddrick Gotcher zostanie MVP turnieju. Tymczasem drużyna z Wałbrzycha była pewna, że będzie to Ike Smith, który w każdym z trzech spotkań zdobywał ponad 20 punktów. Kiedy ogłoszono werdykt, Gotcher zaciągnął kolegę na środek parkietu i gospodarze – chcąc nie chcąc – statuetkę wręczyli temu pierwszemu, ale zegarek odebrał już ten drugi. – Wziąłem Ike'a na środek, bo to on zasłużył na MVP. Zrobił wszystko dla drużyny i poprowadził nas przez ten mecz – tłumaczył potem Gotcher.

Dariusz Wyka, który przed rokiem sięgnął po trofeum w barwach Legii, jest dobrym duchem zespołu. Potrafi zażartować, rozładować napięcie, ale na boisku to tytan pracy. W finale pod tablicami był dla szczecinian nie do zatrzymania, aż 12 razy zebrał piłkę! – Skłamałbym, mówiąc, że na początku sezonu wyobrażaliśmy sobie, że właśnie tak będzie wyglądała nasza gra jako beniaminka. Nie spodziewaliśmy się tego kompletnie, ale zrobiliśmy niesamowitą robotę do tej pory. Ta drużyna jest tak twarda, tak silna, że ciężko będzie ją komukolwiek rozbić – mówił w niedzielę przed telewizyjną kamerą.

Stabilizacja

Warto podkreślić rolę trenera. Andrzej Adamek (rocznik 1972) to rodowity wałbrzyszanin, jako młodzieżowiec stawiał pierwsze kroki w Górniku, mógł wtedy podpatrywać klubowe legendy – Kiełbika czy Młynarskiego. Szkoleniowcem wałbrzyskich koszykarzy został w czerwcu 2023 roku i z marszu wprowadził ich do ekstraklasy. – Myślę, że w niedzielnym finale wszyscy wiedzieli, o co idzie walka i tylko emocje przeszkadzały nam czasami w wyegzekwowaniu tego, co chcieliśmy. Nie wątpiłem w zespół. Nie było większego problemu z jego zdyscyplinowaniem – mówił po meczu z Kingiem.

Recepta Górnika na sukces? Wydaje się, że kluczowe słowo to „stabilizacja”. To jedyny zespół w ekstraklasie, który nie zmieniał składu zbudowanego latem. Jest ten sam trener, ci sami obcokrajowcy rozpoczynali rozgrywki. Adamek spokojnie buduje i choć zdarzają mu się wpadki, to ma komfort pracy. Nie wpada w panikę, nie działa pod wpływem chwili czy emocji. Spokojnie buduje zespół. – Nie wiem, czy będę mógł spokojnie chodzić ulicami Wałbrzycha, ale myślę, że mimo wszystko ewentualna popularność po zdobyciu trofeum jest lepszym uczuciem niż obawa przed wychodzeniem z domu z innych powodów. Jestem człowiekiem małych potrzeb. Do szczęścia wystarczy mi trochę lasu, ciszy i spokoju, ale zdaję sobie sprawę, że od czasu do czasu trzeba ponosić konsekwencje bycia osobą publiczną – przyznał po finałowym sukcesie.

Koszykarski Zamek

Zamek Książ jest sponsorem tytularnym koszykarzy z Wałbrzycha od roku 2022. Jeden z najważniejszych zabytków na Dolnym Śląsku to miejska spółka. W momencie podpisywania pierwszej umowy Górnik grał w I lidze. Porozumienie przedłużono przed obecnym sezonem, gdy zespół awansował do ekstraklasy. – To historyczne połączenie ważnego dolnośląskiego zabytku z legendarną wałbrzyską drużyną. Na zespół koszykarzy zawsze można liczyć nie tylko na parkiecie, ale i w działaniach społecznych czy charytatywnych – mówiła wtedy Anna Żabska, ówczesna prezes Zamku. Od kilku miesięcy jest ona wojewodą dolnośląską, a w niedzielę przyjechała do Sosnowca i wspierała zespół z trybun. „Co za emocje! Górnik Zamek Książ Wałbrzych zdobywa Puchar Polski! Prawie tysiąc osób na trybunach, niesamowita atmosfera i historia, która pisze się na naszych oczach. Gratulacje dla zawodników, sztabu i wszystkich, którzy byli częścią tej drogi – od I ligi aż po dzisiejszy triumf. Ogromny szacunek także dla kibiców, którzy jak zawsze pokazali, że są sercem tej drużyny! Dolny Śląsk znów na szczycie!” – napisała w mediach społecznościowych.

Wałbrzyski kocioł

Nie byłoby tego sukcesu bez kibiców. To oni przez lata ciągnęli zespół w każdym meczu, ich wsparcie pomagało w pokonywaniu kolejnych szczebli. „Wałbrzyski kocioł” to był zawsze kłopot dla rywali oraz szósty gracz Górnika. Nie inaczej było w Sosnowcu. – Staramy się dostosować do wymagań kibiców i ich niesamowitego dopingu. To oni nas nakręcają do wysiłku na parkiecie. Serdecznie dziękuję im za to wszystko – komplementował fanów trener Adamek.

„Podczas niedzielnego finału z Wilkami Morskimi Szczecin nikt nie siedzi, nikt nie je popcornu. Każdy z nas musi dać z siebie 1946 procent, by pomóc tym wariatom na parkiecie zdobyć dla nas ten upragniony puchar! Zap... na trybunie od pierwszej do ostatniej sekundy spotkania!” – taka dyrektywa padła w mediach społecznościowych „Wałbrzyskiego kotła”, szalikowców Górnika. Podczas finału rzeczywiście nikt nie siedział, fani Górnika robili, co mogli, by pomóc swoim ulubieńcom. Po ostatnim gwizdku – nie patrząc na nic – weszli na parkiet, by ich wyściskać. Puchar Polski to także ich sukces. Niekoniecznie ostatni w tym roku...

(p)