Sport

Wałbrzych podbił Sosnowiec!

Górnik zdobył Puchar Polski! Beniaminek wygrał finał z Kingiem Szczecin po rzucie Toddricka Gotchera w ostatniej sekundzie!

Euforia w Sosnowcu. Kibice z Wałbrzycha sukces świętowali wspólnie ze swoimi pupilami. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

PUCHAR POLSKI MĘŻCZYZN

Po ostatnim gwizdku parkiet Areny Sosnowiec opanowali kibice z Wałbrzycha. Tańczyli, płakali, śpiewali, ściskali zawodników i siebie nawzajem. Beniaminek podbił sosnowiecki obiekt i serca kibiców basketu w całym kraju. Ale po kolei.

Dwaj dominatorzy

Turniej w Sosnowcu zdominowały dwie drużyny. W zapowiedzi przed jego rozpoczęciem obstawialiśmy, że Górnik może być czarnym koniem. I tak rzeczywiście było! Wałbrzyszanie najpierw w ćwierćfinale ograli Legię, a dzień później w grze o finał rozbili Start Lublin. - Przed przyjazdem tutaj nawet nie marzyliśmy, że będziemy w finale - mówił kapitan Górnika Krzysztof Jakóbczyk. - Z przebiegu meczu wydaje się, że zachowaliśmy więcej energii po czwartkowym ćwierćfinale. Może na rozgrzewce czuliśmy delikatne zmęczenie, ale jak zobaczyliśmy naszych kibiców, którzy są z nami i dodają nam skrzydeł, odeszło całe zmęczenie. Kontrolowaliśmy to spotkanie.

Drugim pozytywnym zaskoczeniem imprezy był zespól ze Szczecina. King na początku sezonu stracił swojego lidera; Andy Mazurczak przeszedł poważną operację kolana i do końca rozgrywek na boisku go nie zobaczymy. Wydawało się, że to przekreśla szanse szczecinian na jakiekolwiek sukcesy. Tymczasem w ćwierćfinale King rozbił mistrza Polski, momentami prowadząc różnicą blisko trzydziestu punktów. Trefl w tym meczu nie istniał. W sobotnim półfinale goście z zachodniopomorskiego ograli z kolei aktualnego lidera ekstraklasy, Anwil musiał opuszczać Sosnowiec wcześniej niż planował. - Nikt z ekspertów nie stawiał na taką niespodziankę, a my te niespodzianki lubimy sprawiać - zacierał ręce trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski.

W sobotę odbyły się dwa tradycyjne konkursy. W rywalizacji specjalistów od dunków najlepszy okazał się Artur Łabinowicz z Orlen Zastalu Zielona Góra, który w rundzie finałowej pokonał dwóch zawodników Arki Gdynia - Jakuba Szumerta i Sage Tolberta. Z kolei konkurs rzutów za trzy punkty wygrał Adam Waczyński (Śląsk Wrocław). Były reprezentant Polski w pokonanym polu zostawił Dominika Wilczka (Arriva Polski Cukier Toruń)  i Toddricka Gotchera (Górnik Zamek Książ Wałbrzych).

Emocje w finale

W finale zagrały dwie drużyny, które nigdy nie zdobyły tego trofeum. Pierwsza kwarta miała zaskakujący przebieg. Szczecinianie mieli ogromną przewagę pod tablicami, zebrali aż 9 piłek w ataku, a mimo to Górnik wygrał tę odsłonę 19:13! Bardzo dobrze grał Grzegorz Kulka (5 punktów, 3 zbiórki). Niespodziewanie w drugiej kwarcie wałbrzyszanie jeszcze bardziej podkręcają tempo. Fantastyczną zmianę dał Ike Smith, który do przerwy wywalczył 14 punktów. Duet Kulka - Wyka po 20 minutach miał  13 zbiórek. Na długą przerwę oba zespoły schodziły przy 12-punktowym prowadzeniu Górnika (41:29).

Trzecia kwarta zdecydowanie dla Kinga. Rewelacyjnie w ofensywie grał Jovan Novak, który swoim unikalnym rzutem za trzy punkty raził rywali (5/7 w ten sposób). Punktował też Aleksander Dziewa. Przed ostatnią częścią przewaga Górnika wynosiła tylko jedno oczko (57:56).

Ostatnia kwarta była bardzo zacięta. Kosz za kosz. 3 punkty za 3 punkty. Strzelecki pojedynek toczyli Novak i Dziewa z jednej strony oraz Gotcher i Smith z drugiej. Trzy sekundy przed końcem dwa osobiste pewnie trafił Dziewa i na tablicy wyników był remis. Ostatnia akcja to popis wspomnianego Gotchera, który wszedł pod kosz i wrzucił piłkę do kosza! Górnik wygrał! Kibice szaleli.

Podczas dekoracji doszło do niecodziennej sytuacji. Organizatorzy dość niespodziewanie zdecydowali, że Gotcher został MVP turnieju. Drużyna z Wałbrzycha była pewna, że będzie to Smith, który w każdym z trzech spotkań zdobywał ponad 20 punktów. W tej sytuacji Gotcher zaciągnął kolegę na środek hali i gospodarze chcąc nie chcąc statuetkę dali temu pierwszemu, a zegarek odebrał ten drugi.

Półfinały

◼  Górnik Zamek Książ Wałbrzych - PGE Start Lublin 88:60 (17:12, 25:16, 22:12, 24:20)

WAŁBRZYCH: Goitcher 16 (3x3), Gilbert 10 (1x3), Marchewka 8, Kulka 8, Niedźwiedzki 4 oraz Smith 24 (3x3), Wyka 8, Jakóbczyk 6 (2x3), Berzins 4, Wiśniewski, Patton. Trener Andrzej ADAMEK.

LUBLIN: Lecomte 12 (3x3), De Lattibeaudiere 8, Ramey 5 (1x3), Williams, Szymański - Pelczar 10 (2x3), Krasuski 9 (1x3), Drame 7 (1x3), Put 6, J. Karolak 2, Brown 1. Trener Wojciech KAMIŃSKI.


◼  King Szczecin - Anwil Włocławek 77:73 (17:21, 27:15, 21:15, 12:22)

SZCZECIN: Nicholson 5 (1x3), Dziewa 7 (1x3), Whitehead 23 (4x3), Meier 7 (1x3), Novak 7 - Woodard 13 (2x3), Kierlewicz, Wójcik 5, Kostrzewski 10. Trener Arkadiusz MIŁOSZEWSKI.

WŁOCŁAWEK: Pipes 6, Taylor 12 (2x3), Petrasek 6, Ongenda 6, Michalak 8 - Funderburk 9, Turner 9 (1x3), Nelson 3 (1x3), Sulima 3, Łączyński 11 (2x3), Gruszecki. Trener Selcuk ERNAK.

 

Finał

◼  Górnik Zamek Książ Wałbrzych - King Szczecin 80:78 (19:13, 22:16, 16:27, 23:22)

WAŁBRZYCH: Gotcher 24 (4x3), Gilbert 5 (1x3), Marchewka, Kulka 10 (2x3), Wyka 7 - Smith 27 (1x3), Wiśniewski 3 (1x3), Patton 2, Berzins 2. Trener Andrzej ADAMEK.

SZCZECIN: Nicholson 9 (1x3), Dziewa 22 (3x3), Whitehead 6 (2x3), Meier 5 (1x3), Novak 24 (6x3) - Woodard 5, Kierlewicz, Wójcik 2, Kostrzewski 5. Trener Arkadiusz MIŁOSZEWSKI.

(bb)