Sport

Utrzymana pozycja lidera

LIGOWIEC - Michał Zichlarz

Wszyscy w 11. kolejce ekstraklasy zwracali uwagę na Zabrze, gdzie w ligowym klasyku Górnik mierzył się z mającą mistrzowskie aspiracje Legią. Dla jedenastki prowadzonej przy Michala Gasparika miał to być mecz prawdy. Miał pokazać, ile górnicza drużyna jest faktycznie warta. Legia mająca już na początku rozgrywek spore punktowe straty potraktowała mecz na Stadionie im. Ernesta Pohla priorytetowo. „Odpuściła” czwartkowy mecz w Lidze Konferencji z tureckim Samsunsporem, który zresztą przegrała. Czołowi zawodnicy odpoczywali i jak się okazało - nie po raz pierwszy w futbolu - takie żonglowanie składem niewiele daje, często to przynosi efekt wręcz odwrotny od zamierzonego.

Legia przegrała drugi kolejny ważny mecz i po jednej trzeciej części ligowych rozgrywek ma już siedem punktów straty do prowadzącego Górnika i sześć do Jagiellonii, która w niedzielę, podobnie jak drużyna z Zabrza, też wygrała 3:1. W ogóle taki rezultat w ostatniej kolejce był najbardziej popularny, bo przecież jeszcze w takim samym stosunku Radomiak pokonał Zagłębie Lubin.

A Górnik? Jest na mocnej fali wznoszącej i pokazuje, że jego wysoka pozycja nie jest dziełem przypadku. Kiedy kilka lat temu Michal Gasparik otrzymał szanse w macierzystym Spartaku Trnava, tam się wychowywał - też nikt nie liczył, że prowadzona przez niego drużyna rok w rok przez kilka lat będzie znajdować się w ścisłej czołówce, czyli na medalowych miejscach w słowackiej lidze, że trzy razy wywalczy krajowy puchar i że zagra w fazie ligowej europejskich pucharów. Za południową granicą się udało, więc być może i w Zabrzu trenerowi Gasparikowi się powiedzie... Patrząc na grę prowadzonego przez niego zespołu, wydaje się, że jest na to spora szansa. Górnik po raz ostatni w europejskich pucharach zagrał w 2018 roku, jeszcze za czasów Marcina Brosza, kiedy skończyli sezon na 4. lokacie w lidze. A miejsce na podium ekstraklasy? To już w przypadku Górnika, 14-krotnego mistrza Polski, odległa przeszłość, bo... 1994 rok. Teraz w Zabrzu pojawiają się nadzieje, że dobre czasy dla górniczej drużyny ponownie wrócą.