Sport

Urban będzie wymagać więcej

Rozmowa z Marcinem Baszczyńskim, byłym reprezentantem, uczestnikiem finałów MŚ 2006, sześciokrotnym mistrzem Polski

"Będzie lepiej" - Jan Urban obiecuje Robertowi Lewandowskiemu. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Podoba się panu nasza reprezentacja z Janem Urbanem na ławce?

- Odkąd przejął kadrę trener Urban, z przyjemnością patrzę na reprezentację. Mam podobne spojrzenie na piłkę nożną, dlatego jest mi łatwiej oglądać mecze Biało-czerwonych.

Chce pan powiedzieć: właściwy człowiek na właściwym miejscu?

- Ten trener mi pasuje. Miałem okazję przyglądać się jego pracy w ekstraklasie, poznać go, rozmawiać z nim wielokrotnie. Widziałem, jak rozwiązuje problemy w klubie, jak podchodzi do kłopotów, do sytuacji trudnych, jak sobie z nimi radzi, jak ocenia piłkarzy indywidualnie, na jakie cechy zwraca uwagę. I czuję się, jakbyśmy szli tą samą drogą piłkarską.

Rozumiem, że mówi pan o rzeczach pozaboiskowych, życiu szatni, kontakcie z drużyną. A sama gra naszych na boisku jest inna?

- A pan nie ma takich spostrzeżeń? Przede wszystkim sportowo jasny i zrozumiały jest dla mnie dobór piłkarzy, pozycjonowanie ich na boisku i sposób gry reprezentacji. A myślę, że to jest dopiero początek. Że w przyszłości trener Urban od tej kadry będzie wymagać zdecydowanie więcej, jeżeli chodzi o wartość piłkarską.

Czyli to gra taka, jaką pan lubi? Troszkę hiszpańska, bardziej odważna, ofensywna może nawet za cenę jakiegoś błędu w destrukcji?

- Tak. A zarazem myślę, że praca w Górniku i w ekstraklasie nauczyła trenera tego, by czasem zrobić krok w tył, wycofać zespół i zagrać bezpieczniej. To wymaga szacunku do piłki, ale tym bardziej stawia trenera w pozytywnym świetle.

Jeszcze za kadencji Michała Probierza mówił pan, że jest zwolennikiem gry czwórką obrońców. Jan Urban nie zmienił sposobu gry: jest trójka stoperów, a jednak zaczęło to inaczej funkcjonować. Czemu?

- Bo to jest dobry fachowiec i ocenia możliwości i najkorzystniejszy sposób gry kadry pod kątem materiału, jaki ma w tej chwili do dyspozycji.

Czyli już pan nie apeluje, by wracać do gry czwórką w defensywie?

- Nie, bo zaprzeczyłbym sobie. Matty Cash może być wahadłowym, dałbym – jak trener Urban - szansę Skórasiowi w tej roli. A mamy przecież jeszcze do dyspozycji Kubę Kamińskiego i Nicolę Zalewskiego, który wraca do zdrowia. Akurat na tej pozycji mamy chyba największy kapitał ludzki, patrząc na możliwość rozwoju i samą jakość tych piłkarzy. Więc wykorzystujmy ich w ten sposób, zwłaszcza że dobre było posunięcie ze sprawdzeniem Przemysława Wiśniewskiego w roli trzeciego stopera. Jest grająca wspólnie dwójka Bednarek-Kiwior, za chwilę do rywalizacji będzie Jan Ziółkowski. Wszystko to się spina – również przez to, że takie spojrzenie na to miał Jan Urban.

A rok temu pomyślałby pan, że Bednarek z Kiwiorem mogą mieć na koncie pięć kolejnych meczów z rzędu w lidze zagranych na zero z tyłu, i do tego również „czysty” występ w reprezentacji?

- Ja zawsze wierzyłem w Jakuba Kiwiora. Miałem wątpliwości co do Jana Bednarka. Myślałem, że już nie będzie potrafił znaleźć stabilizacji na poziomie reprezentacyjnym. Ale transfer do Porto, uczynienie z niego lidera formacji sprawił, że tym liderem poczuł się naprawdę. Co więcej; tę solidną formę – również mentalną, tę pewność siebie przekłada na kadrę. Brawo!

Dużo pochwał, dużo pięknych słów pada. Ale nie ma wątpliwości, że w kadrze wciąż są deficyty, co najdobitniej pokazał chyba towarzyski mecz z Nową Zelandią. Widzi je pan?

- Oczywiście. Tym najważniejszym jest brak selekcjonerskiego komfortu. Tego, by Jan Urban siadł w szatni, westchnął i zaczął się głęboko zastanawiać, na kogo z dwójki równorzędnych zawodników, jakich ma na każdą pozycję, powinien postawić w najbliższym meczu. No niestety, takiego komfortu wyboru nie ma na bardzo wielu pozycjach. Co więcej; boję się, że wkrótce coraz większe zmartwienie będzie mieć w ataku. Wierzę, że Robert jak najdłużej będzie w dobrej formie, ale...

Ale coraz częściej – jak teraz – przegrywać będzie ze swoim zdrowiem.

-No właśnie.

Reasumując: brakuje nam długiej ławki i głębi składu?

- Tak jest. Trzeba po prostu życzyć każdemu z zawodników obecnej pierwszej jedenastki, by omijały go kontuzje. Bo jeśli wypadnie wspomniany Kamiński, następcę znajdziemy. Ale przy ewentualnej absencji choćby któregoś ze stoperów, trzeba będzie kombinować i łatać. Docelowo przydałoby się przynajmniej 16-17 mocnych piłkarzy do dyspozycji selekcjonera.

Inne problemy?

- Bartek Slisz nieźle sobie radzi z zabezpieczaniem strefy przed obrońcami, ale w środku pola jednak mamy niedobór kandydatów. Zwłaszcza tych jakościowych; piłkarzy, których trener Urban chciałby mieć jak najwięcej, bo on chce kontrolować piłkę. Trzeba wierzyć w to, że Zieliński będzie miał szansę grania w  klubie w większym wymiarze. Chociaż - jak życie pokazuje - w reprezentacji gra lepiej, gdy jest wypoczęty (śmiech). Ale na dłuższą metę nie powinien jednak tracić rytmu meczowego z ligi.

Oficjalnie żadnego komunikatu w tej sprawie nie było. Natomiast spekuluje się, że przedłużenie kontraktu z Janem Urbanem jest uzależnione od awansu na mundial. Czy jeżeli tego awansu nie będzie, nie przebrniemy baraży, trafiając w nich na przykład na Włochów, powinien pozostać selekcjonerem?

- Mam wrażenie, że stawiając na Jana Urbana, Cezary Kulesza uległ presji środowiska. Krótko mówiąc – wygrała u niego chwilowa chęć uspokojenia rozkołysanych fal niż pomysł, wizja i personalia przedstawione mu przez Jana Urbana. Wybór okazał się dobry. Teraz prezes mógł przyjrzeć się pracy trenera Urbana i mam nadzieję, że tym razem to rozsądek będzie górą: że podpowie mu, iż jesteśmy na drodze, którą trzeba kontynuować. Oczywiście ostateczną ocenę kształtują wyniki, ale ja bym spojrzał szerzej i posłuchał samych piłkarzy.

To znaczy?

- Głos szatni jest ważny. A z niej słyszymy, że kadra się rozwija. Zresztą sam fakt, że piłkarze wrócili do rozmów z mediami, że nie uciekają piętrem, jak w Helsinkach, ma swoją wymowę. Wielu z nich mówi, że znów są drużyną; że jest w tej grupie team spirit. I że całej drużynie – łącznie ze sztabem szkoleniowym – trzeba dać szansę popracować dłużej. Okej, być może jest tam jakaś umowa dżentelmeńska między prezesem a trenerem: nie awansujemy, to odchodzimy. Ale może to – w razie nieszczęścia – da się zmienić? A najlepiej... po prostu awansujmy na mundial i tyle. Wtedy cały ten plan, który pokazuje nam teraz trener Urban, obroni się sam z siebie i nie będzie wyjścia: selekcjoner będzie musiał pracować dalej!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Marcin Baszczyński na piłkę spogląda w podobny sposób, jak obecny selekcjoner. Fot. Marcin Bulanda