Sport

Udowodnić, że się da

Jakiś czas temu do Ruchu przylgnęła całkiem uzasadniona łatka drużyny zawodzącej w wielkich meczach. Przed wyjazdem do Krakowa świeci się jednak lampka optymizmu.

Czy Niebiescy wreszcie wygrają „duży mecz”? Fot. Norbert Barczyk/Press Focus

RUCH CHORZÓW

W poprzednim sezonie Wisła nie okazała Ruchowi przyjaźni. Jesienią, u siebie, wygrała przy ponad 22-tysięcznej publiczności 3:1, a honor Niebieskich uratował „bombą” z prawie 40 metrów Szymon Szymański. Na wiosnę z kolei przyszła jedna z największych kompromitacji, jaką można sobie wymyślić. Kluby biły frekwencyjny rekord 50-lecia, gdy na Stadionie Śląskim pojawiło się ponad 53 tysiące osób, a Wisła zmiażdżyła Ruch 5:0, zapoczątkowując jego pamiętną czarną wiosnę.

Trzymać nerwy na wodzy

Nie był to jedyny w ostatnim czasie mecz z serii tych „dużych”, którego Ruch nie wygrał. Źle idzie mu przede wszystkim na Śląskim, bo od przeprowadzki jesienią 2023 były to: Śląsk 2:2 (29 tys.), Legia 0:1 (37 tys.), Górnik 1:2 (38 tys.), Widzew 2:3 (50 tys.), wspomniana Wisła, jeszcze raz Legia w Pucharze Polski (0:5 przy 25 tys.) i niedawno Polonia Bytom (1:1, 20 tys.). By znaleźć spotkania, gdzie w Kotle Czarownic Ruch wygrał przed ciut większą publiką, trzeba by wymienić ekstraklasowe starcia z Piastem (3:0, 15 tys.) i Cracovią (2:0, 18 tys.). To jednak frekwencja poniżej 20 tysięcy. Powyżej Niebiescy wygrali tylko ze Śląskiem we Wrocławiu (3:2, 25 tys.) pod koniec ekstraklasowego epizodu, ale na tym samym stadionie ulegli z kolei kilka tygodni temu (1:3, 22,5 tys.). Poza tym zaliczyli jeszcze kilka porażek w trakcie „dużych delegacji”, choć głównie w najwyższej lidze.

Reasumując – często w takich starciach chorzowianie wyglądali słabiej niż przypuszczano i trudno było ocenić, dlaczego tak się działo. I w poprzednim, i w bieżącym sezonie ich kadra pełna jest doświadczonych piłkarzy, którzy z niejednego pieca jedli chleb. Trener Waldemar Fornalik jest świadomy, że jego drużynę czeka kolejny gorący wyjazd. – My jako trenerzy, ale również zawodnicy w szatni przeżyliśmy już takie mecze. Nie będę wspominał choćby derbów z Górnikiem Zabrze. Zawsze będę podkreślał, że mecze derbowe są dla kibiców czymś wyjątkowym. Natomiast dla nas też muszą być ważne, ale my przede wszystkim musimy grać dobrze w piłkę, żeby emocje nie spowodowały, że popełnimy zbyt dużo błędów – wskazał doświadczony szkoleniowiec.

Poprzeczka jeszcze wyżej

Odcinając z kolei element wielkości jako takiej, należy wskazać, że Wisła czysto po piłkarsku będzie faworytem niedzielnego szlagieru. Ruch jednak przeżył ostatnio dobre przetarcie z napakowaną gwiazdami Wieczystą, przegrywając co prawda 2:4, ale rozgrywając naprawdę dobre zawody. – Musimy utrzymać wysoki poziom koncentracji przez cały mecz. Najwyraźniej w meczu z Wieczystą to, że dobrze nam się grało i kreowaliśmy sytuacje, wywołało rozluźnienie w szykach defensywnych. Coś takiego czasem się dzieje i tym to możemy wytłumaczyć, bo normalnie nie wyobrażam sobie tracenia bramek w takich sytuacjach. W naszej opinii każdego z goli dało się uniknąć – podkreślił Fornalik, który uważa, że przy Reymonta poprzeczka może być zawieszona jeszcze wyżej. – Wisła jest drużyną budowaną przez prawie cztery lata. Wielu zawodników tam przyszło i odeszło, ale w tej chwili stanowią zespół o dużym potencjale, co było widać w meczu z Wieczystą. Wynik 1:1 jest złudny – wspomniał czwartkowe derby Krakowa „King”.

Nie patrzy na zmęczenie

No właśnie – Wisła będzie miała w nogach prestiżową mimo wszystko rywalizację, obejrzaną z trybun przez prawie 32 tysiące osób. Niebiescy na pewno będą świeżsi i na Śląsku wszyscy liczą, że postawią krok w przód, zagrają jeszcze lepiej niż z Wieczystą i urwą punkty Białej Gwieździe. Trener Fornalik na spokojnie podchodzi jednak do sprawy ewentualnego zmęczenia rywala. – Przed spotkaniem z Wieczystą mieliśmy mecz z Chrobrym, potem jechaliśmy prawie 1000 km w dwie strony do Świdnika, więc graliśmy trzy dni wcześniej, a pod względem fizycznym prezentowaliśmy się dobrze. Aż tak bym na to nie patrzył. Bardziej bym rozważał kwestię, jak my powinniśmy się przygotować i jak zagrać – ocenił na spokojnie trener Ruchu.

Piotr Tubacki