Łubudu!
CZADOBLOG - Paweł Czado
Kiedy nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Na szczęście mamy po meczu z Nową Zelandią co polubić: ozdobą spotkania była wspaniała bramka Piotra Zielińskiego. Łubudu! Ostry strzał, po którym piłka odbijała się od poprzeczki i wpadała za linię bramkową, za bajtla nazywaliśmy u nas na placu „brazyliją” (w odróżnieniu od „angielki”, czyli gola, przy którym piłka odbijała się od słupka).
Brazylija brazyliją i... to by było na tyle. Nie będziemy jednak opowiadać z dumą wnukom, że byliśmy na tym meczu. No cóż; akurat to spotkanie na Stadionie Śląskim nie wbije się złotymi zgłoskami w annały polskiego futbolu. Pamiętajmy jednak, że mecze towarzyskie zdarzają się obecnie już bardzo rzadko. Okazało się, że w starciu z Nowozelandczykami Jan Urban postawił jednak bardziej na testowanie niż szlifowanie. Szansę gry w pierwszym składzie dostali piłkarze tzw. drugiego planu, choć oczywiście panta rhei i zaraz mogą stać się graczami planu pierwszego. Nie wiem, czy miało to wpływ na przebieg spotkania, ale wiem, że było ono co najwyżej letnie i nie zapamiętamy go z powodu jakiegoś szczególnego zdarzenia, wyjątkowej akcji, kuriozalnego zachowania czy też zachwycającego zagrania; z wyjątkiem wspomnianej petardy od poprzeczki...
Może być tak, że najbliższe ważne spotkanie na Litwie rozpocznie ledwie czterech piłkarzy z tych, którzy pojawili się w wyjściowym składzie w Chorzowie. Piotr Zieliński potrzebuje minut w każdym momencie, bo zwyczajnie mu ich brakuje w klubie i nie ma znaczenia, że to jeden z najlepszych klubów świata. Na pewno gol dał mu wiele satysfakcji. Pograł godzinę... Michał Skóraś potrzebuje minut w każdym momencie, żeby udowodnić, że jest w stanie zastąpić w grze o punkty Nicolę Zalewskiego. Biegał dużo, ale trzeba jeszcze coś więcej. Sebastian Szymański potrzebuje minut w każdym momencie, żeby choć na chwilę nie myśleć o zmianie ligi tureckiej na lepszą, czyli ruchu, który się szykuje w najbliższym okienku. Pograł połówkę. Przemysław Wiśniewski potrzebuje minut w każdym momencie, bo nawet najlepiej rokujący piłkarz okrzepnie jedynie wtedy, kiedy będzie mógł nabierać doświadczenia. Także zagrał połówkę...
Ważne, że reprezentacja wygrała mecz, w którym nie olśniła. To sztuka. Ważne też, że chorzowskie spotkanie było dość czyste i przebiegało raczej bez ostrych, złośliwych fauli. Może dlatego, że obserwatorem z ramienia FIFA był... Kevin van Damme? Nie warto chyba fikać komukolwiek o tym nazwisku...
A czy chorzowski mecz spełnił zadanie? Przekonamy się po meczu z Litwą. Ono jest najważniejsze!
