U Urbana poniosą nas orle skrzydła!
Rozmowa z Antonim Szymanowskim, mistrzem (1972) i wicemistrzem (1976) olimpijskim, brązowym medalistą mundialu (1974); członkiem Złotej Jedenastki PZPN na stulecie reprezentacji
Michał Skóraś i jego reprezentacyjna „reaktywacja” to jeden z argumentów potwierdzających doświadczenie i intuicję Jana Urbana. Fot. PAP / Piotr Nowak
Dało się oglądać Polaków w Kownie?
– Tak myślałem, że od podobnego pytania pan zacznie. No więc tak: wydaje mi się, że kryzys został zażegnany. Zmiana trenera, jego doświadczenie, jak również intuicja pozwala mi uwierzyć, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie mieliśmy co prawda jakichś superprzeciwników w ostatnim czasie, ale wyniki osiągnięte za kadencji Jana Urbana są optymistyczne. Czasem nawet przychodzi mi do głowy, czemu by nie wyjść z pierwszego miejsca w tej grupie? Ale oczywiście musiałoby to oznaczać nie tylko wygraną z Holendrami, ale i ich potknięcie w meczu z Litwą. Patrzmy więc na siebie. Drugie miejsce – bez łachy – będzie nasze. Powtórzę zaś: najistotniejsze jest to, że ten kryzys – by nie rzec: katastrofa wisząca nad naszą reprezentacją – został zażegnany. Teraz chciałbym zobaczyć, że forma zawodników została ustabilizowana.
Dwójkę kartkowiczów i tak trzeba wymienić w meczu z Holandią...
– Owszem. Zresztą to jest Holandia: może Janek już nie zagra tak odważnie, czyli trójką obrońców? Może gdzieś tam w defensywie znajdzie miejsce na przykład dla Pawła Wszołka? Na pewno jednak powinniśmy iść w kierunku stabilizacji personalnej zespołu, z ewentualnymi delikatnymi zmianami, w zależności od przeciwnika i dyspozycji zawodników w danym momencie. Wracając zaś do pierwszego pytania, drgnęło na tyle pozytywnie, że dziś jak najbardziej mogę na tę reprezentację patrzeć. Chłopakom chce się grać!
Użył pan dwukrotnie słowa „kryzys”. W kontekście czysto sportowym czy raczej mentalnym?
– Nie będę wracać do poprzedniego trenera i jego problemów z gwiazdami, bo to już jest poza nami. Ów kryzys mieliśmy w sferze mentalnej, ale ona przekładała się na boisko. Jak ktoś nie chce ciągnąć wozu w tym samym kierunku, co ciągnie go koń, no to mamy problem. Nie chciałbym iść w kierunku sloganu, że nowa miotła lepiej zamiata; chodzi tu – powtórzę – o doświadczenie i intuicję Urbana. Idzie to w dobrym kierunku.
Takim, że możemy za miesiąc powalczyć z Holandią?
– Holendrzy nie muszą w tym meczu spinać mięśni, bo nawet porażka im niewiele zaszkodzi; bramkowo są spokojni. Natomiast jeśli pokusimy się o wygraną z takim rywalem, poniosą nas orle skrzydła! Baraże po raz kolejny mogą być dla nas szczęśliwe. Ważniejsze jest jednak to, że – moim zdaniem – mamy perspektywiczny zespół, a w zanadrzu młodych zawodników, którzy w U-21 zaczynają błyszczeć.
Mówi pan o stronie mentalnej, charakterologicznej. Ale czy i sportowo widzi pan „pieczątkę” Jana Urbana?
– Głównie w zakresie personalnym. Urban zna polskie realia. Poszukał, pokombinował... Wyliczmy: odświeżył Michała Skórasia, Kubie Kamińskiemu dał swobodę gry, Sebastian Szymański nagle się odnalazł i jest wsparciem dla Roberta Lewandowskiego. Dalej: Przemysław Wiśniewski okazał się zawodnikiem ciekawym, Paweł Wszołek może być bardzo pomocny tej kadrze, Matty Cash stabilizuje swoją pozycję. Może tylko Bartek Slisz jest nieco zagubiony w tym wszystkim. A w odwodzie mamy Jana Ziółkowskiego... Jeżeli każdy z nich teraz daje coś pozytywnego tej kadrze, to właśnie to najlepiej określa bezcenną rolę selekcjonera. Był jednym z moich faworytów, numerem jeden wśród polskich trenerów. I zbieramy tego efekty. Owszem, nie mieliśmy trudnej grupy, ale ten uśmiech losu mógł nam zostać zabrany przez niechęć, przez fochy, przez ten negatywny mental zawodników. To zostało opanowane.
Ale był jeszcze mecz z Nową Zelandią, trudny w odbiorze dla kibiców. Pokazał, że nie mamy zaplecza dla pierwszej jedenastki?
– No cóż, okazało się, że nie da się zmienić wszystkich zawodników bez utraty pewnej jakości gry. Mądrość selekcjonera polega na tym, żeby do podstawowego składu dodawać jeden-dwa elementy „dobrze rokujące”. Trener Urban wymienił dużo większą grupę. Ale nie robił tego na złość kibicom. Z jednej strony dał odpocząć zawodnikom, którzy przyjechali „styrani” z klubów, a którzy byli mu potrzebni na mecz w Kownie. Z drugiej chciał się przekonać, jak wypadnie inna koncepcja personalna i taktyczna. Takie mecze są po to, by to sprawdzić.
I co?
– Myślę, że tak szeroka przebudowa jedenastki więcej już raczej nie nastąpi...
W przeszłości pracował pan z reprezentacją juniorów: 17-, 18-, 19-latków. Przekonuje pana argument Jana Urbana, uzasadniający brak powołania Oskara Pietuszewskiego?
– Jestem pewien, że Jan Urban potrafi wprowadzać młodych do gry. Przykładem jest ciut starszy Ziółkowski, który – o ile zacznie regularnie grać w Romie – ma papiery na bycie podstawowym zawodnikiem w kadrze. A Janek Bednarek wiecznie młody nie będzie. Ziółkowski jest przykładem spokojnego „oswajania” zawodnika z reprezentacją. Mądrość trenera polega na tym, żeby rzucić takiego zawodnika na głęboką wodę, ale w momencie, gdy jest już w pełni przekonany, że chłopak się nie utopi. Po co ryzykować talentem?
Może po to, by poczuł atmosferę reprezentacyjnej szatni? I pokazał się osobiście selekcjonerowi w wykonaniu zadań – choćby tylko treningowych?
– W przypadku Pietuszewskiego trener Urban nie potrzebuje jego fizycznej obecności na zgrupowaniu, by się przekonać, że chłopak ma talent. Trener Urban to wie doskonale, oglądając go grającego ze starszymi chłopakami w młodzieżówce. Na razie niech tam się otrzaskuje, a my – na litość boską – nie wywierajmy presji ani na niego, ani na selekcjonera. Sam zawodnik dostał już sygnał: „Widzę cię, obserwuję”. Ale nie spalmy chłopaka przedwczesnym powołaniem! Tym bardziej że choć w linii pomocy mamy luki, to jednak boki mamy zabezpieczone. Być może przyjdzie ten moment, w którym Jan Urban znajdzie sposób wykorzystania go nie na skrzydle, a właśnie w środku pola, bo tu proces selekcji na pewno jeszcze nie został zakończony. Zachowajmy cierpliwość, chłodną głowę. I nie myślmy, broń Boże, o jego transferze w tym momencie gdzieś na Zachód. Bo będziemy mieli kolejnego straconego piłkarza. W przyszłości niech jedzie do silnej ligi; byle nie za wcześnie!
Oficjalnie nie wiemy dziś, jakie są kontraktowe ustalenia między Cezarym Kuleszą a Janem Urbanem. Czy selekcjoner powinien pracować dalej, jeśli nie udałoby mu się w barażach zakwalifikować na mundial?
– Jestem trochę rozdarty w tej kwestii. Formalnie – od razu dodam. No bo rzeczywiście nie wiemy, jakie padły w rozmowach między panami słowa. „Będzie dobrze – zostajesz; nie awansujemy – będę szukać innego rozwiązania, wybacz” – to jest jakieś konkretne porozumienie, które stwarza prezesowi możliwość rozstania z trenerem. Natomiast tę ewentualną decyzję oparłbym i o inne przesłanki: jak zaprezentuje się drużyna w meczu z Holandią; czy przebrnie – a mam nadzieję, że tak będzie – półfinał baraży, no i oczywiście jak wypadnie w finale. Jeśli byłoby źle w tych elementach, no to pewnie trudno byłoby oczekiwać pozostania Janka na stanowisku. Ale ja jestem „optymistycznym realistą” i apeluję: na razie nie zaprzątajmy sobie tym głowy; selekcjoner ma inne rzeczy do roboty. Nie wywierajmy presji na niego i na zespół. Ona i tak jest, bo gra się nie tylko o mundial, ale też o pieniądze, nowe kontrakty w klubach. No i o prestiż!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Antoni Szymanowski (pierwszy z prawej) plasuje się w gronie najwybitniejszych reprezentantów Polski, wespół ze Zbigniewem Bońkiem i Henrykiem Kasperczakiem. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus
