Sport

Tysiąc myśli w głowie

Do niezwykle ważnego dla układu dolnej części tabeli spotkania dojdzie dziś w Chorzowie. Zajmujące 7. miejsce „Niebieskie” podejmą „czerwoną latarnię”, Energę Szczypiorno Kalisz. Sośnica Gliwice wybiera się natomiast do „jaskini lwa”.

Niedawne derby Śląska wciąż wywołują emocje, a nowe wyzwania tuż, tuż. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

Chorzowianki mają 14 punktów i jeśli wygrają, to ich przewaga nad mającymi tylko 6 „oczek” kaliszankami osiągnie już 11-punktowy pułap, praktycznie nie do odrobienia play outcie, w którym do rozegrania zostanie tylko 6 meczów. To dla chorzowskiego beniaminka oznaczałoby utrzymanie w elicie. - Jeżeli zagramy tak jak w pierwszych 20 minutach meczu w Gliwicach (Ruch prowadził z Sośnicą różnicą 6 trafień - przyp. red.), to o wynik będę spokojny - mówi trener Ruchu, Ivo Vavra. Dobrze się w derbach prezentowaliśmy, ale do utrzymania wciąż daleka droga. Nadal potrzebujemy punktów. Do spotkania z Kaliszem szykujemy się bardzo poważnie. Chcielibyśmy znowu dać naszym kibicom wiele radości i powodów do zadowolenia.

Inny zespół niż na początku

Czeski szkoleniowiec uważa, że grający od tego sezonu w elicie Ruch na tym etapie rozgrywek będzie miał już tyle punktów i dystansował doświadczone zawodniczki z Koszalina i Kalisza. A przypomnijmy, że w spotkaniu kończącym pierwszą rundę w Kaliszu w ostatni weekend grudnia Ruch niespodziewanie pokonał Energę 33:29 (15:13). - To był mecz rozgrywany w głowach, wiedzieliśmy, że będzie bardzo wyrównany. W końcówce mieliśmy trochę szczęścia, w dwóch-trzech sytuacjach uratowała nas bramkarka. Nie ukrywam, że był to dla mnie decydujący mecz w tym roku - mówił szczęśliwy trener Vavra, który ostrzega, że teraz nie będzie łatwiej. - To jest już zupełnie inny zespół niż na początku sezonu. Wzmocniony czterema dobrymi zawodniczkami, z silnymi skrzydłami, bramką, rzutem z drugiej linii. Czeka nas bardzo ciężka praca, jeśli chcemy być nadal na tej spokojniejszej fali, na jakiej znaleźliśmy się, pokonując Sośnicę. Oni muszą ciułać każdy punkt, my też musimy jeszcze zbierać „oczko” do „oczka”. Nastrój w zespole jest dobry, ale ten mecz także rozegra się w głowach zawodniczek. Wykonaliśmy dobrą robotę, więc wierzę, że i po meczu będziemy mieli dobre humory.

Mission impossible

W diametralnie innych nastrojach przystąpią do ostatniego meczu sezonu zasadniczego szczypiornistki gliwickiej Sośnicy. Podopieczne trenera Michała Kubisztala najpierw straciły szanse na awans do szóstki, a ostatnio nie sprostały w PreZero Arenie Ruchowi, chociaż na jego parkiecie potrafiły zwyciężyć. W dodatku rozegrały przeciętne, a momentami wręcz bardzo słabe spotkanie. - To był olbrzymi zawód - nie ukrywa trener Kubisztal. - Tysiąc razy o tym meczu myślałem, tysiąc myśli po nim miałem i nadal o nim myślę. Ta porażka jeszcze długo będzie we mnie siedziała.

Teraz jednak Sośnicę czeka mission imposibble, ponieważ wyjeżdża do najlepszej polskiej siódemki, której zawodniczki przystąpią do niedzielnego meczu jako liderki tabeli. Będzie to ostatni mecz rundy zasadniczej. By unaocznić skalę trudności, przytoczmy łyk statystyk obrazujących, że Sośnica zajmuje 8. miejsce w tabeli, mając 13 punktów, o 35 mniej od podopiecznych Bożeny Karkut. - Jesteśmy realistami. Wiemy do kogo jedziemy i z kim zagramy - podkreśla „Kubeł”, sam kiedyś bardzo mocny i skuteczny rozgrywający, a także wielokrotny reprezentant kraju.

Kciuki za Ruchem

- Teraz sytuacja w dole tabeli tak się ułożyła, że będziemy trzymać kciuki za... Ruchem w meczu z Kaliszem. A sami zagramy w Lubinie już przygotowując się pod kątem walki o utrzymanie. Tam się wszystko będzie rozstrzygało. Do końca rozgrywek zostanie nam 6 meczów i jeśli w nich zagramy jak potrafimy i jakie mamy możliwości, to powinniśmy zwyciężać już do końca. Teraz jednak postaramy się w miarę rozwoju sytuacji postawić się mistrzyniom Polski. Najważniejsze jednak będzie dograć to spotkanie bez kontuzji.

Zbigniew Cieńciała

Z „Benią” dobrze i źle

Stan Anastazji Bondarenko, która podczas derbowego spotkania z Sośnicą w Gliwicach zderzyła się z koleżanką z drużyny Patrycją Wiśniewską i doznała złamania kości sklepienia czaszki, złamania kości nosowych oraz licznych urazów oka i oczodołu, nieznacznie się poprawił. Ale to dopiero początek drogi do wyleczenia, tym bardziej że żyjemy w kraju, w którym służba zdrowia po prostu leży na łopatkach, o czym przekonuje prezes Ruchu, Krzysztof Zioło. - Sytuacja „Beni” jest dobra i zła. Dobra, bo nie będzie trzeba operować czaszki, która sama się zasklepi. Zła, bo złamany w kilku miejscach nos trzeba będzie zoperować. „Benia” się waha, bo w 2019 roku przeszła zabieg przegrody nosowej i nie ma najlepszych wspomnień związanych z tamtą operacją, ale teraz raczej innego wyjścia nie ma. Czekamy też na wyniki badań okulistycznych i mamy nadzieję, że siatkówka nie jest odklejona od oka. A co do służby zdrowia, to abstrahując od faktu, że w tym stanie wypuszczono ją do domu ze szpitala w Gliwicach jeszcze tego samego dnia po meczu, to teraz przez tydzień dziennie jeździliśmy do różnych szpitali. Byliśmy umówieni z wizytą na 11, przyjeżdżaliśmy z zapasem na 9, po czym o 14 odsyłano nas z kwitkiem, zapraszając na kolejny dzień i tak w kółko. Jedno jest pewne - „Benia” już w tym sezonie nie zagra.

Zbigniew Cieńciała