Tylko Frankowski
Czy amerykańskie boiska służą polskim zawodnikom?
Po pobycie w Chicago Fire Przemysław Frankowski zrobił karierę w Ligue 1. Fot. ANP/SIPA USA / Press Focus
MAJOR LEAGUE SOCCER
Przypadek Jarosława Niezgody pokazuje, że dla wielu polskich piłkarzy gra w USA nie przyniosła wiele dobrego. W przypadku byłego snajpera Legii główną przyczyną problemów były kontuzje. Z kolei dla innych Biało-czerwonych, którzy udali się do Stanów Zjednoczonych w młodym wieku, MLS nie była trampoliną do wielkiej kariery. W ostatnich latach amerykańska przygoda przysłużyła się tylko Przemysławowi Frankowskiemu, który dzięki grze w Chicago Fire dostał się do Francji, do ligi TOP 5. Przez prawie cztery lata był ważną postacią Lens, z którym został wicemistrzem kraju (2022/23) i grał w europejskich pucharach. Z czystym sumieniem, po dobrze wykonanej pracy, mógł opuścić Francję i udać się do Galatasaray, aby zarobić pieniądze.
Frankowski zapoczątkował wśród polskich piłkarzy trend przenosin do USA. Ci, którzy do MLS dotarli po nim, nie mieli jednak tak dużo szczęścia i umiejętności, żeby po powrocie do Europy zaistnieć w czołowych ligach.
Adam BUKSA
W 2020 roku przeniósł się do New England Revolution. Po dwóch latach poszedł w ślady Frankowskiego i trafił do Lens. Ligue 1 nie zawojował, zagrał w niej zaledwie osiem meczów. Został wypożyczony do Turcji (Antalyaspor), a minionego lata został sprzedany do duńskiego Midtjylland.
Patryk KLIMALA
W odróżnieniu od Buksy i Frankowskiego nie trafił do MLS z Polski. Najpierw zahaczył o Celtic, żeby w 2021 roku znaleźć się w New York Red Bulls. Grał w nim przez półtora roku, nie wyróżniał się, więc przeniósł się do izraelskiego Hapoelu Beer Sheva. Następnie wrócił do Polski, podpisał kontrakt ze Śląskiem Wrocław, by zostać wypożyczonym do Sydney FC.
Karol ŚWIDERSKI
Reprezentował Charlotte od 2022 roku. W USA radził sobie nieźle, dzięki czemu zainteresował się nim Hellas Werona. W Serie A grał jednak tylko przez pół roku. Nie zyskał zaufania trenera i w 15 meczach zdobył zaledwie dwie bramki. Wrócił na chwilę do USA, po czym w styczniu bieżącego roku znów pojawił się w Europie. Tym razem nie wylądował we Włoszech, a w stolicy Grecji, w Panathinaikosie.
Kamil JÓŹWIAK
Gdy odchodził z Lecha Poznań w 2020 roku do Derby County, był ogromną nadzieją polskiego futbolu. W Anglii nie miał jednak fantastycznych liczb, więc przeniósł się do Charlotte w 2022 roku tak jak Świderski. Podobnie jak on zimą 2024 roku postanowił powrócić do Europy i także obrał za cel dołączenie do ekipy z lig TOP 5. Wybrał Granadę, która walczyła o utrzymanie w La Lidze. Jóźwiak z zespołem z południa Hiszpanii spadł do La Liga 2 i teraz głównie jest rezerwowym.
Jan SOBOCIŃSKI
W Charlotte zameldował się chwilę przed Jóźwiakiem i Buksą. Zderzenie z MLS było dla niego brutalne, więc po ponad dwóch latach przeniósł się do greckiego zespołu PAS Giannina, który występuje na drugim szczeblu rozgrywkowym.
Pozostali na amerykańskiej ziemi
W MLS dalej pozostaje kilku Polaków. Z powodzeniem w USA radzą sobie Bartosz Slisz, Sebastian Kowalczyk i Mateusz Klich. Swoją markę budować będzie tam też Dominik Marczuk, który w poprzednim sezonie zagrał w ośmiu meczach w barwach Realu Salt Lake City. Ponadto na rozpoczęcie wielkiej kariery liczą 20-latkowie, Wiktor Bogacz (New York Red Bulls) oraz Dawid Bugaj (Montreal).
Na pewnym gruncie stoi Klich, który ma 34 lata i udał się do Stanów w ramach szczęśliwego dokończenia kariery. W przypadku pozostałych nie wiemy, jak ich losy się potoczą. Choć patrząc na ich poprzedników, wielkiej kariery w największych europejskich ligach – jeśli zdecydują się wrócić na Stary Kontynent – im nie wróżymy. Nie każdy w końcu jest Przemysławem Frankowskim.
Wyjątkiem od reguły jest Mateusz Bogusz, który po krótkim epizodzie w USA nie zdecydował się na powrót do Europy. Kontynuuje karierę w Ameryce Północnej, grając w meksykańskim Cruz Azul.
Kacper Janoszka