Sport

Tu charaktery się rodzą. A potem uciekają

Sześciu piłkarzy rodem z Górnego Śląska zagrało w Kownie w wyjściowym składzie reprezentacji Polski. Jest jedno „ale”: żaden z nich już dziś w śląskich klubach nie gra.

Dwóch z sześciu, czyli Bartosz Slisz (w głębi) i Jakub Kamiński z gościną w siedzibie Śląskiego ZPN-u. Fot. Danuta Drabik-Martowicz/Śląski ZPN

Łukasz Skorupski z Zabrza, przed nim Przemysław Wiśniewski – też stamtąd, i Jakub Kiwior z Tychów. Na „szóstce” - Bartosz Slisz z Rybnika, jeszcze bardziej z przodu Kuba Kamiński z Rudy Śląskiej. A po skrzydełku śmigający chłopak z Jastrzębia, czyli Michał Skóraś. Duma dla ludzi piłki w regionie? - Pewnie, że się cieszę. To potwierdza, że dobre mamy szkolenie – mówi prezes Śląskiego ZPN-u, Henryk Kula. Krótko mówi, no bo...

- Żeby jeszcze udawało się tych chłopaków zatrzymać w regionie... - wzdycha Jacek Góralczyk, jeden z najbardziej doświadczonych trenerów śląskich, wychowawca kilku pokoleń piłkarskiej młodzieży. - Brak jednak dziś śląskim klubom zaplecza i infrastruktury, która skłaniałaby zdolnych nastolatków do pozostawania na Śląsku.

Slisz do Lubina wyjechał jako 17-latek. Skóraś miał lat 15, gdy przystał (a raczej jego rodzice) na ofertę z Lecha. A „Kamyk” - nawet 13, gdy przeniósł się do internatu i szkółki „Kolejorza” we Wronkach. Kiwiora wypatrzyli – też przed 18. urodzinami – skauci z Żyliny. I tylko obaj zabrzanie wymienieni na wstępie ruszali w (zachodni tym razem) świat już jako zawodnicy ekstraklasowi.

- Tu rodzą się charaktery! - mówi nam Marcin Baszczyński, synek ze Śląska, który... też musiał z niego wyjechać, by sięgnąć po zaszczyty klubowe i nominację reprezentacyjną. A że wciąż jeszcze śląskiego używa w razie potrzeby, możemy to przełożyć: „Sam rodzōm sie karaktery!” - i będzie to dokładnie to, co chciał „Baszczu” przekazać. Te charaktery w jego pokoleniu wykuwały jeszcze mecze podwórkowe „nasz plac na wasz plac”. Dziś jednak takim graniem trudno dorównać profesjonalnemu szkoleniu. - A gdzież naszym szkolnym akademiom do tych warunków, jakie oferuje Legia, Cracovia, Zagłębie Lubin, Lech - wylicza Jacek Góralczyk. Sytuacja w Zabrzu czy Katowicach i tak się poprawiła, ale... - Kiedy mój syn pracował w GKS-ie kilka lat wstecz, rodzice co zdolniejszych zawodników często zabierali swe pociechy poza region: „Bo tam, panie dyrektorze, oferują po prostu lepsze warunki” - mówili.

- Ilu pan mówi? Sześciu zagrało? Dużo więcej ich powinno być! - zaznacza Marek Koniarek. Dziś już zdrowie nie pozwala mu prowadzić zajęć szkoleniowych, ale jeszcze w poprzedniej dekadzie pracował w jednej ze śląskich kuźni talentów, czyli w Rozwoju Katowice. „Perełek” - przynajmniej w wieku (wczesno)juniorskim – jego zdaniem na Śląsku nie brakuje. - Za to często bardzo trudno nimi zainteresować działaczy i trenerów tych najważniejszych klubów - denerwuje się były reprezentant i król strzelców ekstraklasy. - Z nich naprawdę wyrastają chłopcy do ligowego grania, tymczasem u nas wciąż chętniej ściąga się przeciętniaka z zagranicy. Widać korzyści z takiego „biznesu” są większe i szybsze, niż zainwestowanie w zdolnego nastolatka z regionu.

Hasło „sześciu z jedenastu” w wyjściowym składzie reprezentacji Polski oczywiście ładnie wygląda w druku. Pytanie, czy bardziej rzeczywisty potencjał regionu oddaje ono, czy na przykład fakt, że ma on tylko jednego przedstawiciela w Centralnej Lidze Juniorów U-19...

Za miesiąc czeka Biało-czerwonych eliminacyjny bój z Holendrami. W Warszawie, nie w Chorzowie. Na pewno nie zobaczymy w nim Wiśniewskiego i Slisza; z występu eliminuje ich nadmiar kartek. Ślązaków zagra więc może trzech, może czterech (jeśli Skóraś wygra rywalizację z wracającym do zdrowia Nicolą Zalewskim). Nie od rzeczy będzie przywołać – zrobimy to w stosownym czasie na naszych łamach – mecz Polska – Holandia z września 1969. To były też kwalifikacje do mundialu, też do Meksyku. Biało-czerwoni na Stadionie Śląskim wygrali wówczas 2:1, a w podstawowej jedenastce zagrało ośmiu (!) piłkarzy urodzonych w tym regionie....

Dariusz Leśnikowski