Tsunami
POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz
Zniszczono porządnego człowieka. Lud chciał krwi i ją dostał, jak w przejmującej „Corridzie” do słów Bogdana Loebla brawurowo zaśpiewanej przez Mirę Kubasińską: „Dajcie im wreszcie krwi, niech się do syta tłum nachłepcze”. Michał Probierz nie zasłużył sobie na takie rozstanie z reprezentacją. Owszem, wyniki nie były na miarę oczekiwań, ale czy pod Bońkiem, Sousą i Santosem były? Zejdźmy na ziemię, spokojnie oceńmy umiejętności polskich piłkarzy i ich pozycję w klubach. To jest średni poziom europejski i radzę się z tym pogodzić, by uniknąć kolejnych rozczarowań. Jeden piłkarz klasy światowej plus kilku przyzwoitych to za mało.
Zresztą czy w innych dyscyplinach sportu jest lepiej? Poza wspaniałą siatkówką, świetnie zarządzaną przez prezesa Sebastiana Świderskiego, żaden z ulubionych przez Polaków sportów nie ma dobrego czasu. Skoczkowie narciarscy bardziej się zsuwają z buli niż ją przeskakują, trenera kadry zwolniono, koszykarze częściej nie trafiają do kosza niż go dziurawią, szczypiorniści nie walczą już o medale, a o groteskowy Puchar Prezydenta dla słabeuszy, lekkoatleci worek medali zamienili na małą sakiewkę, pływacy dobijają do brzegu długo po rywalach, klingi szermiercze rdzewieją. Nasz dorobek olimpijski co cztery lata marnieje, a gdyby nie wynaleziono nowych dyscyplin, byłoby jeszcze gorzej. Wspinaczka na ściance przypomina piłkarską Ligę Konferencji lub wspomniany Puchar Prezydenta szczypiornistów. Kiedyś na polskich znaczkach pocztowych przyciągały wzrok podobizny: Stamma, Górskiego, Deyny, Szurkowskiego, Szewińskiej, Kuleja, Baszanowskiego. Dziś to Maja Włoszczowska i Aleksandra Mirosław, mistrzynie dyscyplin niszowych, zasługujące oczywiście na taki sam podziw i szacunek jak ci wspomniani, którzy przyciągali kiedyś tłumy na stadiony.
Jest tajemnicą poliszynela, że za zwolnieniem z posady Jerzego Brzęczka stało kilku piłkarzy reprezentacji dopuszczonych do ucha prezesa Bońka. Teraz rolę zwalniającego wziął na siebie solo Robert Lewandowski. Włodzimierz Lubański był równie świetnym piłkarzem jak Lewy i dużo lepszym człowiekiem, wzorem lojalności i skromności. Jego opinia na temat odmowy przyjazdu RL na ważny mecz reprezentacji jest dla mnie ważniejsza od miliona komentarzy w internecie i mediach. A jest to opinia jednoznacznie krytyczna. Domaganie się zmiany selekcjonera przez najlepszego nawet piłkarza to curiosum na skalę światową. Teraz nominację nowego trenera trzeba będzie skonsultować z panem Robertem? Najlepszy będzie taki, który skład każdorazowo z nim uzgodni, by uniknąć nagłego zwolnienia?
Luka Modrić nie jest fanem szkoleniowca kadry Chorwacji, ale na boisku zasuwa na maksa. Hejt uruchomiony przez złych ludzi ruszył z potężną siłą, Probierz nie miał żadnych szans na obronę. Nikogo nie interesuje to, że Lewandowski sam z własnej i nieprzymuszonej woli odmówił przyjazdu na mecze z Mołdawią i Finlandią. Dużo wcześniej wiedział, że 11 czerwca będzie zmęczony. Probierz go powołał, a on odmówił, sprawa jest prosta. Przybył jednak do Chorzowa na pożegnanie Kamila Grosickiego, ale w szpalerze żegnających kolegów nie stanął, kwadransa po murawie z najlepszym ponoć kolegą nie potruchtał. Cel był inny: ocieplić wizerunek po odmowie gry w Helsinkach, udzielić sterowanego przez szefa sportowej stacji wywiadu. Dobry dziennikarz akurat miał słaby dzień, zadawał pytania jak na studiach żurnalistycznych.
Swego czasu niesławnej pamięci selekcjoner Paolo Sousa (trudno by go inaczej oceniać po ucieczce do Brazylii) zwolnił Lewego z gry przeciwko Węgrom, ważniejsze były obowiązki sponsorskie kapitana. Skończyło się bolesną porażką, jak ostatnio w Finlandii. Ale Boniek był cacy, a Kulesza jest be, więc prezesa nikt nie atakował. Wszystko to świadczy o piłkarskiej klasie Roberta Lewandowskiego (bez niego w składzie przegrywamy), ale też o jego egoizmie i braku poczucia przynależności do grupy. A to drugie jest w grze zespołowej ważniejsze od technicznej maestrii.
Probierz zachował się jak Paweł Janas w 2006 roku. Zmęczony atakami mediów i polityków poprosił o rozwiązanie kontraktu. Hejt był wówczas łagodniejszy niż dzisiaj, gdy nie istnieją już żadne bariery dla chamstwa, obłudy, zdziczenia i nienawiści. Janas - podobnie jak Probierz człowiek przyzwoity, uczciwy i pracowity - poddał się, pękł. W takich sytuacjach zawsze stanę po stronie przyzwoitości. Gdy nie wiem jak się zachować, przypominam sobie dewizę Antoniego Słonimskiego, by zachować się przyzwoicie.
Prezes PZPN Cezary Kulesza nie potrafi lać wody, jest człowiekiem konkretu. A jego krytycy nigdy nawet nie poznali zapachu szatni...
Teraz pójdzie nienawistny atak na Cezarego Kuleszę, jestem tego pewien. Domaganie się dymisji, plucie i obrażanie, wypominanie... gustów muzycznych i kiepskiej angielszczyzny. Akurat znajomość języków obcych jest moją mocną stroną. Zapewniam, że Kulesza porozumiewa się po angielsku nie gorzej niż jego poprzednicy (z Bońkiem włącznie), choć oczywiście język Szekspira to nie jest. Czy ubiegający się o kolejną kadencję Prezes PZPN coś ukradł, sprzeniewierzył, zachował się nieobyczajnie, molestował sekretarki w pracy? Nic z tych rzeczy, jego największą winą jest słaba gra reprezentacji złożonej z kiepsko szkolonych w klubach piłkarzy. To tam zaczyna się problem. Kuleszę będą teraz wściekle atakowali portalowi i telewizyjni dziennikarze (dowodzony przez zwolnionego z PZPN byłego menedżera reprezentacji TVP Sport będzie w awangardzie). Prawie żaden z nich nie poczuł w życiu zapachu szatni, nie kopnął prosto piłki, ale przy klawiaturze komputera każdy jest tuzem zawodu. Prezes PZPN nie potrafi lać wody, jest człowiekiem konkretu.
Ja to co innego, nie bez powodu zwą mnie „człowiekiem-anegdotą”. Te agresywne teksty będą komentowane przez odzwyczajonych od samodzielnego myślenia klientów portali, klikalność poszybuje. A że poziom tych wpisów to kloaka (zdarzył się nawet „ch... ci w du....” do Probierza, łatwo sprawdzić)?
Jakie to ma znaczenie w kloacznych czasach... Kiedyś sam byłem wrogiem publicznym numer jeden, ubliżali mi ojcowie i dziadkowie obecnych frustratów nie potrafiących wyleczyć kompleksów innym sposobem niż poprzez agresję. Ale że sam wielki Zbigniew Boniek zniży się do tego poziomu - tego się nie spodziewałem. Zaatakował Michała Probierza już po końcowym gongu, czyli rezygnacji selekcjonera. W prawdziwym boksie to dyskwalifikacja, ale przecież Zibi w przestrzeni publicznej robi wszystko na niby. Prowokuje, zaczepia, obraża, ten typ tak ma. Probierz znalazł się w dobrym towarzystwie, nawet wielkiego Kazimierza Górskiego „wygnano” kiedyś do Grecji, bo zdobył tylko srebrny medal olimpijski. Antoniemu Piechniczkowi ubliżał Wojciech Kowalczyk, przy słynnym trenerze nikt, zero. To był przedsmak tego, co teraz Lewandowski zgotował Probierzowi. Przypomniał się kubeł na śmieci założony nauczycielowi na głowę przez być może zdolnych, ale niewychowanych uczniów. Upadek autorytetów zawsze poprzedza upadek obyczajów, a tsunami następuje po trzęsieniu ziemi. Właśnie je mamy w polskim futbolu.