Sport

Trudno było zepsuć

Rozmowa z Szymonem Marciniakiem, sędzią meczu „Niebieskich” z „Białą Gwiazdą”

Arbiter z Płocka prowadził pięć meczów Wisły po jej spadku z ekstraklasy. Krakowianie ani razu nie przegrali. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Pana nazwisko wskazywało, że to najważniejsze piłkarskie wydarzenie weekendu w Polsce. Jak się panu pracowało na Stadionie Śląskim?

- Dla mnie nie ma różnicy, czy pracuję w Lidze Mistrzów, czy w polskiej lidze, ale rzeczywiście oprawa tego spotkania pokazywała, że było święto. Fajnie się pracuje, gdy dobrze dogaduję się z zawodnikami, a oni chcą grać w piłkę, trybuny są pełne i jest fajna atmosfera bez bluzgów. Wtedy jest łatwo, miło i przyjemnie, i tak było.

Gracze obu drużyn raczej podchodzili do siebie z szacunkiem. Pokazał pan tylko dwie żółte kartki dla wiślaków.

- Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Oczywiście poradziłbym sobie, gdyby szacunku nie było, ale to działa w obie strony. Ja daję szacunek piłkarzom, oni mi go oddają. Oni wiedzą, że mogą zająć się piłką, bo ja nie pozwolę na to, żeby ktoś się kopał, grał chamsko. Z drugiej strony daję pograć - myślę, że więcej niż inni - by trochę poczuli tej największej piłki, bo tak się gra w Lidze Mistrzów. Tam się nie gwiżdże pierdół, tylko daje się grać, żeby było płynnie. Taki mecz też lepiej się ogląda i myślę, że zawodnikom to pasowało.

Atmosfera była jak na najlepszych stadionach Europy. Pod koniec pierwszej połowy musiał pan zarządzić przerwę z powodu rac.

- Przyznam szczerze - choć nie wiem czy mogę to mówić - że białe race nikomu nie przeszkadzały, bo dym z nich poszedł w górę. Kolejne, kolorowe, były już trochę „ciężkie”. Mnie to mniej przeszkadza, bardziej zawodnikom, bo to wybija ich z rytmu. Taka jest prawda, bo sami podeszli i powiedzieli, że to ich wybiło. Ale taka jest kolej rzeczy, kibic się bawi. Czasami myślę, że oni nie zdają sobie sprawy, że to aż tak się potoczy i stracimy 10 minut. Było minęło, na szczęście - jak ja to mówię - nie ma ofiar, wszyscy zadowoleni. No, poza piłkarzami Ruchu, bo im nie wyszło, ale jeżeli chodzi o święto dla kibiców, to było rewelacyjnie.

Jest pan zadowolony ze swojej formy w tym meczu. Popełnił pan błędy?

- Dopiero jak obejrzę powtórkę, to będę mógł wskazać błędy. Zawsze coś jest, nigdy nie jest idealnie. Z dużych rzeczy na pewno nic nie było. Umówmy się -trudno było to zepsuć. Jak człowiek jest skoncentrowany, to nie ma opcji, żeby coś mu uciekło. Nie ma mniej ważnych meczów. Zawodnikom też to pasowało, nikt nie skakał, nikt nie marudził. Po prostu grali w piłkę, a wygrał lepszy zespół.

Rozmawiał Michał Knura