Sport

Trudne okienko

Rozmowa z Edwardem Sochą, byłym dyrektorem sportowym i prezesem Odry Wodzisław, potem menedżerem

Edward Socha poznał futbol z wielu stron. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

W pańskich czasach, jako dyrektora Odry Wodzisław, nieraz w przerwie między rundami trzeba było szukać wzmocnień, żeby ratować ligę. Jak to się udawało?

- W zimowym okienku jest na ogół ciężko. Wiemy jak to wygląda z piłkarzami, którzy kontrakty mają zwykle do czerwca, czyli do końca sezonu. Można wyszukać zawodnika, który mniej gra, bo na niego nie stawiają, ale w takiej sytuacji trzeba się dogadać z jego klubem. To jest minus i utrudnienie, bo albo trzeba zapłacić, albo się porozumieć. Znalezienie kogoś, kto w zimowym okienku jest bez kontraktu, to rzadkość, więc łatwo nie jest.

Pracował pan w Górniku Zabrze, w Stali Mielec, w wodzisławskiej Odrze i w reprezentacji Polski, jako dyrektor sportowy, który odpowiada za transfery, również jako prezes, który wszystko autoryzuje, a jeszcze potem był jako menedżer. Która z tych ról jest najtrudniejsza?

- Każda z tych funkcji ma plusy i minusy. Pracę w klubach zacząłem od Górnika, gdzie najpierw byłem kierownikiem drużyny, a na końcu była reprezentacja. Natomiast w roli menedżera trzeba dbać o swoje sprawy, mieć wszystko poukładane, troszczyć się o zawodników, z którymi nieraz trudno się dogadać, bo mają różne wymagania. To ciężka praca, bo wszystkim nie dogodzisz. Zawodnicy myślą, że wiele umieją, że są dobrzy, a nie zawsze tak jest. A jak powiesz piłkarzowi, że to i tamto trzeba poprawić, że nie jest taki dobry, jak mu się wydaje, to się obraża i narzeka na menedżera. Nie zawsze jest to wdzięczna praca, choć muszę powiedzieć, że z różnych stanowisk w klubach czy jako menedżer mam dobre wspomnienia. Teraz jestem na emeryturze i na wszystko patrzę już z dystansem (śmiech).

Przy zimowym okienku nie sposób nie zapytać o transfer Jakuba Świerczoka z pierwszoligowej wtedy Polonii Bytom do Bundesligi, do 1.FC Kaiserslautern. To była zima 2011/12 i chyba pana najbardziej spektakularny transfer jako menedżera...

- Raczej tak, to był taki top transfer. Wtedy wszedł przepis o młodzieżowcu, więc Świerczok musiał w Polonii dostawać szanse. Obserwowałem go już wcześniej, bo jeździłem z nimi na obozy. Wiedziałem, że to zawodnik, który ma duży potencjał, bo nie grał konwencjonalnie jak inni, inaczej przyjmował piłkę, był dobry technicznie, a mimo młodego wieku dojrzały mentalnie. Podpisaliśmy umowę, nie minął rok, a biły się o niego wszystkie polskie kluby, a również zagraniczne. Razem z rodzicami (Świerczok miał wtedy 19 lat – przyp. red.) wybrał wtedy przenosiny do Niemiec. Przeprowadziliśmy ten transfer. Po czasie mogę powiedzieć, że szkoda, iż nie zdecydował się na Wisłę Kraków. Była już podpisana wstępna umowa na bardzo dobry warunkach. Mówiłem mu, że jeszcze nie grał w ekstraklasie, a jak zagra rok, dwa, jeszcze się rozwinie, a jego wartość się podniesie i takie rozwiązanie będzie dla niego korzystniejsze. Rodzice i on uparli się na przejście do zagranicznego klubu. Zadebiutował w Bundeslidze, ale potem już się nie układało.

Start rodzimej ekstraklasy za pasem. Pierwsze mecze już w piątek. Jak pan patrzy na walkę o mistrzostwo Polski?

- Myślałem, że Raków nie podoła w tym sezonie, że nie będzie tak wysoko jak teraz. Lech z kolei gra równo. Na pewno życzyłbym sobie, żeby Górnik wiosną załapał się do europejskich pucharów.

Właśnie, Górnik straci dwóch czołowych graczy. Damian Rasak już jest w węgierskim Ujpest FC, a Norbert Wojtuszek ma się przenieść do Jagiellonii... 

- Co pół roku mówi się, że jest czy będzie ciężko, bo Górnik musi patrzeć na ekonomię w jedną i drugą stronę. Z boku widać, że jest to rozsądnie poukładane i dobrze zarządzane, a postać Jasia Urbana – superczłowieka i trenera, z którym jestem zresztą w bliskim kontakcie - to gwarancja że będzie dobrze. Myślę, że nawet jak zabrzanie stracą tych dwóch zawodników, to sobie poradzą, bo dobrze działa skauting, więc jestem dobrej myśli co do Górnika. Oby udało mu się wywalczyć miejsce w europejskich pucharach, z całego serca tego życzę!

Rozmawiał Michał Zichlarz